czwartek, 15 stycznia 2026

Copilot już wie

Sprawdzam krok po kroku jakie są możliwości Copilota i jego ograniczenia, czyli tylko pytam się go i na razie mało daję mu poleceń do wykonania. Jakie zdumienie wywołało we mnie takie stwierdzenie:
    A ponieważ pracujesz kreatywnie i technicznie, możesz to potraktować jak precyzyjne polecenie dla narzędzia (...)
On już wie, że jestem programistą!

W przykładach różnych zadań podaje mi takie hasła jak: API, przepełnienie pamięci itp.
Takich haseł jeszcze nie używałem!

Wie jeszcze więcej!

Wie, że zajmuję się programowaniem, tworzeniem gier na sprzęty retro, w przykładach jakie mi podaje pojawiają się treści:
  1. Znajdź wszystkie fragmenty, gdzie pojawia się słowo ‘sprite’, i pokaż mi je z kontekstem 2 linijek.
  2. Wyszukaj opis funkcji, która odpowiada za generowanie klatek animacji.
  3. animacji sprite’ów
Mimo, że jeszcze nie pytałem się go o zagadnienia programowania jakie mnie interesują, nie pytałem o zaawansowane zagadnienia programowania (a on już podaje mi przykłady z problemami z pamięcią, przepełnieniem itp.), raczej tylko podawałem przypadkowe tematy, które znalazłem przy innej okazji w necie - a on już wie!

Słowo "sprite", które mnie mocno zaskoczyło, nawiązuje do tworzenia gier na komputery 8-bitowe, choć akurat to słowo wiąże się powszechnie raczej bardziej z Commodore 64 niż z Atari, ale... kurka wodna... coś za dużo o mnie wie! :P

Jedyne co mu zapodałem odnośnie tej tematyki to był ten przykładowy program G2F (to był tylko przykład w tym poście Awaria kompa + Windows 11 rozkręca się ), jednak podkreślić należy, że G2F nie jest programem do spirtesów oraz do ich animacji, jednak w moich programach animowania spritesów jest bardzo dużo - więc trafia zadziwiająco dobrze.

Domyślać się można, że z czasem będzie znacznie bardziej zorientowany co konkretnie mnie interesuje, bo pewnie z czasem będę zadawał już pytania, które naprawdę dotyczą tego co w danej chwili robię...

Czekam tylko aż Copilot zyska zdolność do programowania równocześnie ze mną (w tym znaczeniu, że "widzi" na żywo co robię i uczestniczy w tym faktycznie wykonując jakieś polecenia np. w emulatorze Atari itp.), bo na razie jest to niemożliwe - a szkoda!


PS. Copilot ponownie dwa razy wywalił mi się i ponownie utracone zostało to co wygenerował, więc pracując z nim trzeba szybko zapisywać to co zrobi - bo jest z tym jakiś krytyczny problem...

wtorek, 13 stycznia 2026

Awaria kompa + Windows 11 rozkręca się

Przed świętami padł mi chyba dysk SSD w kompie (tego pewien nie jestem, tym bardziej, że dysk działa, a Windows 10 Pro nie działa i nie działają żadne funkcje reanimacyjne, znając ten genialny wynalazek wina może być całkowicie po jego stronie jak od dziesięcioleci uczy doświadczenie...).

Chciałem w grudniu zrobić wiele podsumowań roku na blogu, no ale się te wszystkie plany posypały...
Postaram się to nadrobić może w styczniu, choć jest to ekstremalnie trudne...

Dlaczego?

No właśnie...

Zdecydowałem się nie czekać i kupiłem po kilku dniach nowego kompa… no i się zaczęło...


Kręcenie...


Komputer miał preinstalowany Windows 11 i ten nim się uruchomił "kręcił" ciągle coś godzinami, więc nim zobaczyłem pulpit po raz pierwszy (o jakie było rozczarowanie, gdy go zobaczyłem! Ale o tym więcej potem) to upłynęło pół dnia.

Problem był w tym, że coś się wykrzaczało w instalowanej aktualizacji, więc ten bałwan próbował ją instalować chyba 3 czy 4 razy, a każdy z razów trwał dobre 40 minut.
Windows co ten przedział czasu wyświetlał komunikat w stylu:
    Właśnie Windows został totalnie rozwalony.
    ale nie ma obaw, właśnie przywracam go do poprzedniego stanu
Problem w tym, że poprzedni stan był też wysoce niestabilny...

Efektem ubocznym tego wszystkiego było to, że musiałem bezsensu przechodzić przez wstępną konfigurację systemu Windows (ustawianie kodowania klawiatury, wybrania języka itp.), za pierwszym razem, potem ten coś zainstalował i to się nie powiodło więc ten przywracał Windows do wcześniejszego stanu, czyli takiego, w którym jeszcze nie ustawiłem tych parametrów...

Ostatecznie ustawianie klawiatury itp. robiłem chyba z 3 czy 4 razy... :((
Nowy komputer psia noga...

Problemów było tu wiele. pierwszy problem był taki, że Windows koniecznie chciał sobie coś ściągnąć i zainstalować, a to się wywalało, co trwało dużo czasu. Następnie dochodziło do restartu komputera i wtedy to samo robił firmware płyty głównej, czyli przez kolejne pół godziny widziałem jak "kręci" nie Windows tylko firmware.

Potem uruchamiał się Windows pytał się mnie o klawiaturę itp. potem rozpoczyna instalowanie aktualizacji, ta się nie powiodła, komputer się resetował i rozpoczynał kręcenie firmware, potem rozpoczynał kręcenie Windows...

Godziny zużywania bezproduktywnie prądu mijały...

Ja cały czas nie miałem dostępu do komputera, internetu itp.

Tak wyglądały kolejne dni, z tą różnicą że kręcenia było coraz mniej, ale zwykle trwało to od 40 minut do kilku godzin...

Nawet nie chcę myśleć ile to trwało na starym komputerze, bez dysku SSD i z wolnym internetem... :(


Następnego dnia, gdy już mogłem korzystać z komputera (tak! Windows staje na głowie, aby nie móc nawet uruchomić komputera i zobaczyć jakie są jego możliwości czy osiągi, albo czy ilość kupionej pamięci RAM jest wystarczająca dla najnowszego Windows 11 czy nie...), Windows pokazał mi informację, że jest kolejna aktualizacja do zainstalowania...

Zdecydowałem się na ten ryzykowny krok i stwierdziłem, że wybiorę tę opcję i zainstaluję aktualizację, gdy klikałem w to - to pojawił mi się komunikat (jakaś nowość w Windows 11), że zajmie to tylko 7 minut.

Nauczony doświadczeniem od dziesięcioleci korzystania z Windows, wiem doskonale, że nie należy ufać nowym funkcjom w Windows. Twórcy Windows dopieli swego, bo faktycznie tak się stało, nim zobaczyłem pulpit upłynęły 3 godziny, a przez ten czas, komputer marnował energię na "kręcenie"...

Przez kolejne tygodnie jest coraz lepiej, ale aktualizacje cały czas się nie kończą... :(

Bardzo głupie jest to, że czasami albo Windows się wywali albo sam zrestartuje i przejdzie do instalowania aktualizacji... to fatalne bo już kilku rzeczy na czas nie zrobiłem bo kręcenie zabiera mu pół godziny albo kilka godzin...

Ogólnie zachłanność na aktualizacje Windows i firmware'u są przeogromne, nienasycone i się nie skończyły do dziś (za tydzień będzie miesiąc jak mam nowego peceta). Teraz widzę na dole na pasku zadań niebieską kropkę na dwóch strzałkach, co znaczy, że w każdej chwili komputer może przejść w tryb kręcenia...



Problemy z grami


W ramach testów zainstalowałem Steam i dwie przykładowe gry, aby sprawdzić faktyczne osiągi komputera - oczywiście nic nie zobaczyłem...:(

Zainstalowałem dwie gry: jedną z 2020 roku i drugą 2015 roku (50 i 40 GB). Pierwszej nie udało mi się uruchomić, więc zainstalowałem drugą i ta też się nie uruchomiła...

Jedna z nich w bibliotece Steam wyświetlała komunikat, że uruchomiony jest skrypt instalacyjny EA i tyle... Zostawiłem to tak na 24h i nic to nie zmieniało, przez kolejne dni było to samo.

W końcu zacząłem w tym grzebać i udało mi się gry uruchomić jakimiś niestandardowymi technikami (choć widziałem te pliki po raz pierwszy w wżyciu... więc użytkownik Windows na normalnym poziomie zaawansowania sobie by z tym nie poradził).

To jednak nie koniec, z pierwszą grą zaczęły się jakieś dziwne problemy, gra przestała się uruchamiać i do dziś nie uruchamia się wcale!

Nie jest to dla mnie jakiś wielki problem, bo 2 tygodnie wcześniej udało się ją uruchomić, zagrałem i wiem co to za gra i poznałem wszystko co chciałem, jednak co się właściwie dzieje to nie wiem...

Druga gra bardzo długo zawieszała się na tym nieszczęsnym skrypcie nawet nie dochodząc do etapu uruchamiania pod systemem Windows. Niemniej gra różnymi sposobami jednak się uruchamia i grałem w nią wiele razy, tak aby wszystko przetestować.

Podsumowując, jest źle, a nawet fatalnie... przeciętny użytkownik Windows + Steam pewnie tego nie pojmie jak to jest możliwe, że instaluje kolejne gry a one nie działają... :(


Problemy z programami


Jeśli myślisz, że pod Windows mogą być problemy tylko z nowymi (w miarę) grami to się bardzo mylisz...

W drugiej kolejności zainstalowałem dwa z trzech programów do obróbki wideo, jakich na codzień używam.

Sytuacja się powtórzyła, pierwszy (mały) program nie uruchamiał się kompletnie przez 2 tygodnie, a potem zaczął, choć było to bardzo problematyczne.

Drugi program uruchamiał jakieś nowe okienko, które umożliwiało podjęcie decyzji czy rozpoczynamy nowy projekt, czy korzystamy z jakiś wcześniej zapisanych schematów itp. i niestety to właśnie okienko się zawieszało i zawiesza do dziś.

Dziś po 3 tygodniach program ten udało się już kilka razy uruchomić (i nawet działa!), ale za każdym razem to pierwsze okienko się zawiesza, a sam program potrafi się uruchamiać godzinę...

Nie wiem co się dzieje i na co on czeka...

Pod Windows 10 Pro oba programy działały bez najmniejszych problemów z wyjątkiem tego pierwszego małego programu, który o ile pamiętam też po samym zainstalowaniu Windows 10 Pro też nie chciał się uruchamiać, a potem magicznie zaczął.

Ogólnie oceniam tę sytuację fatalnie i mam tylko nadzieję, że z czasem programy i gry zaczną się normalnie uruchamiać i będzie można korzystać z tego peceta w normalny sposób..... :/

Utknąłem na instalowaniu podstawowego oprogramowania, bo jest bardzo źle. Gdy sytuacja się trochę unormuje zacznę instalować kolejne programy (nie zainstalowałem nawet żadnego emulatora Atari...). Nie mam żadnej pewności, że kolejne zainstalowane programy będą się uruchamiać pod Windows 11 oraz działać normalnie... :/

Jest źle...

Gdyby ten komputer był drugim komputerem, to zawsze mógłbym sięgnąć po Windows 10 i normalnie uruchomić jakiś program, czyli normalnie korzystać komputera, no ale niestety poprzedni komputer jest prawie martwy...:(

Mam nowy komputer, a tak jakbym go nie miał...
Bo nie ma on funkcjonalności poprzedniego z Windows 10 nawet w 4%.


Pierwsze kroki w Windows 11


Po 3 tygodniach w końcu doszedłem do takiego momentu, że więcej jest czasu gdzie można z komputera korzystać niż gdy nie można korzystać bo ten ciągle coś kręci...

Z racji tego, że instalowane programy nie uruchamiają się i nie instaluję kolejnych, skupiłem się na tym co jest:

- Ms Edge ("Przeglądarka Microsoft Edge jest aktualna. Wersja 143.0.3650.139 (Oficjalna kompilacja) (wersja 64-bitowa)"

Przeglądarka Ms Edge jest znacznie mniej stabilna niż w Windows 10 (nawet pomimo mniejszej ilości RAMu), ale w równym stopniu potrafi utracić całą historię przeglądania, włącznie z otwartymi oknami i zakładkami, co uniemożliwia odtworzenie stanu przed awarią...

Parę razy przeglądarka mi się kompletnie bez powodu "zmroziła" tak, że już nic się nie dało zrobić. Jedyne co działało, to jak najechałem kursorem na przycisk zamykający zakładkę to obok myszki pojawiał się prostokąt, ale już w środku nic nie było... Miałem tak kilka razy.

W normalnej sytuacji można było podejrzewać, że było za mało pamięci, ale nie w tym przypadku.


- Notatnik ("Notatnik Windows 11.2508.38.0; © 2024 Microsoft. Wszelkie prawa zastrzeżone.")

Notatnik uległ bardzo dużym przemianom względem Windows 10. Po pierwsze wszystkie pliki otwiera w jednym okienku, ale w kolejnych zakładkach - co w moim przypadku było niemiłym zaskoczeniem ponieważ posiadanie otwartego Notatnika powoduje, że w każdej chwili można się na niego przełączyć (Alt+Tab) i np. sobie coś zanotować gdy np. piszę coś tutaj.

Oczywiście otwieranie nowego okienka jest możliwe, ale nie jest domyślne, co jest dziwne...

Dodatkowo w notatniku pojawiła się nowa opcja "Nowa kara Markdown", nawiasem mówiąc Ms Copilot świruje, gdy dać mu polecenie wyświetlenia kodu w Mardown, bo jego interfejs również działa w Markdown :P

Do superzdolności nowego Notatnika należy zaliczyć to, że bardzo lubi on gubić kursor...

Gdy przełączamy się między okienkami od pewnego czasu, to wtedy Notatnik potrafi przestać wyświetlać kursor, co jest fatalne, bo do tej pory (różne systemy Windows od 40 lat) jednak zawsze wiedzieliśmy gdzie on jest i gdzie będziemy pisać...

Dodatkowo Notatnik został wyposażony w NOWATORSKĄ funkcję skrywania kursora, ma ona miejsce, gdy okienko ma taki rozmiar, że linia nie mieści się całkowicie w dostępnym obszarze (czyli tak jak ja mam obecnie). Wtedy przejście do nowej linii powoduje, że kursor znika...

Widzimy wtedy migającą kropkę...

Dopiero naciśnięcie jakieś litery lub cyfry powoduje przeskoczenie zawartości tak, aby widoczna była ta linia tekstu, którą obecnie piszemy.

Kilkukrotnie widziałem też, że pałka na stale została na końcu linii lub na początku, co było chyba zagubionym kursorem, jednak był on w dość dziwnych miejscach - przykładowo tam na końcu linii nigdy nie był - a jednak się tam pojawił i został na dość długo...

No pięknie... dziesięciolecia rozwoju programu Notatnik (choć teraz widać, że jest to zupełnie nowa wersja) i cały czas mają w Microsofcie ogromne ambicje, aby pokazać, że Notatnik sprzed 30 lat - działał jednak lepiej:P


- Ms Paint
Do nowych funkcji Painta naliczyć można to, że dodano do niego funkcję Copilot, co jest ciekawe. Funkcja ta jest reklamowana "Tworzy wspaniałe obrazy za pomocą zaledwie kilku wyrazów".

Jednak, gdy w to kliknę pojawia się komunikat "Wymagana jest subskrypcja" chodzi o "Microsoft 365".
Czyli mamy tutaj dostępne, ale równocześnie niedostępne nowe funkcje jak: "Kreator obrazów", "Generatywne wymazywanie" i "usuń tło" - czyli całkiem przydatne funkcje czy też centrum zabawy o ile mamy subskrypcję...

Szczerze, to nie mam zamiaru za nic płacić, bo Microsoft się swoimi Windowsami znęca na mnie od dziesięcioleci, wiec mimo choćby najwspanialszych funkcji nie zasługują oni na to, aby otrzymać ode mnie choćby grosz (bo przecież i tak im zbyt wiele zapłaciłem w ciągu ostatnich dziesięcioleci...).


Nowości w Windows 11


Windows 11 jest znienawidzony i wyzywany od oprawców, którzy permanentnie nas inwigilują oraz w kółko wyświetlają niechciane treści, najbardziej paskudne jest to menu z "wiadomościami", które przesiąknięte jest dramatyczną jakością wiadomości, często w 100% pochodzącymi z rosyjskich służb dezinformacyjnych... bo już Windows 10 nie rozróżniał ich (już w Windows 10 ten agresywny pomysł epatowania bzdurnymi, niebezpiecznymi wiadomościami pojawił się po pewnej aktualizacji systemu - oczywiście wywaliłem to do śmieci w całości, choć łatwo nie było).

Co do nowego Windowsa to mówi się o tym, że ten co jakiś czas robi screen z tego co robimy. Ludzie bardzo panikują, ale jest to nie tyle związane (na całe szczęście) z Windows co ze sztuczną inteligencją czyli tzw. Copilotem - czyli z inwigilacją prowadzoną przez AI powinniśmy się liczyć na każdym kroku w dzisiejszych czasach (co nie znaczy, że to pochwalam... to po prostu jest nie do uniknięcia... z pewnością będzie coraz gorzej!).

Copilot sam mówi:
    Funkcja Recall w Windows 11 (zapowiedziana przez Microsoft) to opcjonalna funkcja wyszukiwania historii pracy na komputerze, ale nie robi ona zrzutów ekranu w sposób ciągły tak, jak wiele osób myśli.

    Recall to funkcja, która tworzy lokalny, przeszukiwalny dziennik Twojej aktywności, aby łatwiej było wrócić do rzeczy, które robiłeś wcześniej — np. dokumentów, stron internetowych, ustawień, rozmów.

    Recall robi screeny w formie miniaturowych migotek ekranu, które są:
    - zapisywane lokalnie na urządzeniu,
    - szyfrowane,
    - nie wysyłane do Microsoftu,
    - dostępne tylko dla użytkownika.
Opis brzmi paskudnie, ale to jeszcze nie jest inwigilacja, choć należy pamiętać, że w miniaturowych screenach ekranu dobrze widoczne będą duże treści takie jak gry, filmy, strony itp. Niemniej w internecie wrze!


Kolejną poważną i fatalną zmianą jest to, że jak na autorytarny system Windows przystało, od Windows 11 posiadanie konta w Microsofcie jest teraz wymagane, poprzedni Windows 10 nakłaniał do tego, był obrzydliwie natrętny i męczący, ale teraz uznano, że bycie natrętem to zbyt mała forma agresji - teraz trzeba wszystkich użytkowników zmuszać!!! ;(((

Dlatego teraz po raz pierwszy założyłem to konto, bo bez tego nie zobaczyłbym choćby pulpitu i tego WSPANIAŁEGO paska zadań... :(((


Kolejnymi dużymi zmianami są:
1. Nowy pasek zadań (co za debile tam pracują w tym Microsofcie!)
2. Dostępność zaawansowanych funkcji AI tzw. Copilot
3. Możliwość otwierania dodatkowych pulpitów dostępna z poziomu paska - czyli mój główny zarzut do Windows od lat 90.

Pasek Zadań


Pasek zadań to jest dla mnie kompletna katastrofa. Może zacznę od tego, że wraz z Windows 10 wprowadzono taką rzecz traktując nas jak durni, że nic nie można zmienić w Menu Start. We wcześniejszych systemach Windows począwszy od 95 cała zawartość "Programów" była plikami, więc z jednej strony można było sobie zrobić tam bardzo ładny porządek (jak ja robiłem) oraz możliwe było łatwe edytowanie tego menu właśnie traktując je jako zbiór folderów i plików.
Naprawdę czułem się jak traktowany jak dureń klikając i nie mogąc nic zmienić, pokazywałem to też kiedyś na naszych spotkaniach online. Stwierdziłem wtedy, że do tej pory płaciłem za Windows między innymi za tę funkcjonalność, a tutaj zapłaciłem i ktoś usunął tę użyteczną i wygodną funkcjonalność - nie pytając się mnie o to i robiąc mi po prostu krzywdę (patrząc z punktu widzenia psychologicznego - odebrano mi coś ważnego). Dodałem, że dziś płacąc za system Windows płacę za coś natomiast ta część pieniędzy, która wcześniej była na to przeznaczona - została przez Microsoft wywalona w błoto bez uzgodnienia tego ze mną... :((((

Jednak tym razem poszło to jeszcze dalej, ponieważ w Windows 11 jest tak, że teraz nie można nic zrobić z paskiem zadań, np. zawsze jest na dole...:(((
Ja jako użytkownik Windows od dziesięcioleci, już od Windows 95 (w którym jako pierwszym taka funkcjonalność się pojawiła) ustawiałem sobie pasek zadań zawsze w tym samym miejscu (we wszystkich systemach i na wszystkich komputerach, nawet tych na których (na SZCZĘŚCIE!) Windowsa nigdy nie było). Tym razem musi on być na dole ekranu i jego konstrukcja od razu jest dość specyficzna, czyli niezwiązana z tym co zwykle na tym pasku mieliśmy (teraz są nowe elementy jak "Wyszukaj", ikonka Copilota, menu pełne bzdur z wiadomościami z internetu itp.)

Dodatkową rzeczą, którą zawsze robiłem w Windows od dziesięcioleci było ukrywanie paska zadań, rzeczywiście dobrze i wygodnie ta funkcja działała już od Windows 95.

Jest też taka durnowatość, że jak chwycimy dolny brzeg okienka i pociągniemy go na dół to okienko powiększa się i wchodzi pod ten nieszczęsny pasek zadań (dotyczy drugiego monitora) i przez to dolna część okienka kompletnie nie jest widoczna, a tam w wielu programach (nawet takich prostych jak Paint) znajdują się istotne informacje lub funkcje. Kto tam w Ms wymyśla takie bzdury??

Czyli ogólnie po uruchomieniu Windows 11 nic nie jest tak jak być powinno, oraz nie jest tak jak ja to mam w zwyczaju mieć :(((

Dodatkowo niewiele da się zmienić, bo jakiś GENIUSZ uznał, że użytkownik ma mieć mniej możliwości niż więcej (normalnie jak stado durni - rację miałem pisząc niedawno, że komisarze UE są rekrutowani z szeregów Microsoftu :D ).

Copilot


Copilot jest teraz dostępny od razu z poziomu paska zadań, pojawia się też w wielu programach (nawet w Notatniku) i podkreślić należy, że wszędzie został on (już w Windows 10) upgade'owany do nowszej inteligentniejszej wersji, bo ta poprzednia to była durna jak drzewo, wspominałem kiedyś o niektórych bzdurach tutaj na blogu. Ale koniec z tym, teraz już rozmowa jest sensowniejsza nieco bardziej opiera się na faktach (o ile w ogóle) i jest bardziej użyteczna, choć ma wiele ograniczeń (które skrzętnie sprawdziłem).

To co jest całkowitą nowością to - to że Copilot może nam doradzać lub być naszym asystentem. Dokładnie Copilota wypytałem o to w czym i jak może mi pomóc oraz sprawdziłem te możliwości (oczywiście tylko wstępnie - jak potem znajdę coś ciekawego to o tym napiszę).

Przykładowo zaproponowałem Copilotowi, aby był moim asystentem, gdy pracuję w jakimś programie, specjalnie wybrałem jeden z najbardziej niszowych programów (czyli G2F), aby sprawdzić, czy może on być użyteczny odnośnie programów, które nie wyszły od geniuszy z Microsoftu - i da się.
Trudno mi to ocenić jak to się faktycznie będzie sprawdzało w praktyce, ale asystentem w G2F Copilot może być.
2 dni po publikacji tego postu, Copilot wtrącił propozycję działania w oparciu o moje domniemane zainsteresowania (G2F). Jednak umieszczam to tutaj, gdyż rozmowy od paru dni nie dotyczą G2F, jednak tak niby ni z tego ni z owego Copilot powrócił do tej tematyki.

Jednak bez względu na to w jakim programie pracujemy, Copilot ma duże ograniczenia tzn. najbardziej istotnym brakiem dla mnie jest to, że o ile ma on wgląd w strony WWW jakie przeglądamy (dawno temu trzeba było taką funkcję Copilotowi w Edge włączyć ręcznie) o tyle do programów nie ma on dostępu, czyli nie widzi co robimy ani nie może wykonać czegoś za nas - a to akurat byłaby najciekawsza opcja (oczywiście z wyłączeniem dostępu do Windows bo mógłby go przypadkiem uszkodzić, zupełnie tak jakby jeszcze mało rzeczy w nim uszkodzili pracownicy Microsoftu:((( )

Natomiast można Copilota włączyć w tryb rozmowy klikając mikrofon i będzie on nam głosowo asystował w naszej pracy, tzn. będzie on wiedział, że pracujemy w danym programie i będzie on wtedy nam doradzał co jak zrobić, proponował różne rozwiązania i pomysły, ale tylko pod warunkiem, że cały czas będziemy mu mówić co robimy, czego szukamy itp.
Przynajmniej w najbardziej typowych operacjach jego rady powinny mieć sens (chyba że się mu coś pomiesza co w przypadku AI jest powszechne).

Niemniej asystowanie w ograniczonym zakresie jest możliwe bez względu na to co chcemy i w czym zrobić.

Drugą rzeczą jest to, że już w pierwszym użyciu Copilot mi się wywalił (potem już go nie używałem, ale jeszcze będę testował, może znajdę dla niego jakieś sensowne zastosowanie). Wypytując się go co potrafi zrobić, starałem się przetestować jego możliwości, jedną z nich jest możliwość generowania obrazów itp. Dlatego podałem mu treść i poprosiłem, aby wygenerował mi komiks w oparciu o ten scenariusz.

Tu muszę powiedzieć, że naprawdę znakomicie się z nim współpracuje nad treścią, scenariuszem, jednak ja przeszedłem do tego wygenerowania grafiki... i ta początkowo działała (choć wymagała zalogowania się do konta, bo inaczej nie zadziała). To co jest ciekawe to, że Copilot pokazuje jak obraz jest tworzony, bo zwykle generatory AI pokazują nam jedynie efekt końcowy, natomiast tutaj przez około minutę powoli obraz się tworzy na naszych oczach.

Copilot wygenerował pierwszy obraz, następnie zaczął generować drugi wariant tego samego scenariusza, a następnie pewnie chciał wygenerować kolejny (choć podkreślę, że tylko testowałem więc nie prosiłem go o 3 wersje czy też jakieś warianty - sam zaczął generować różne wersje - myślę, że oni chcą usprawnić w ten sposób działanie AI, aby któraś z odpowiedzi pasowała do tego co chciał osiągnąć użytkownik).

Wyglądało to tak, że z lewej strony miałem miniaturkę wygenerowanej grafiki (tu komiksu), a po zakończeniu procesu generowania z prawej strony pojawiał się typowy przycisk, którym można taką grafikę "ściągnąć". To samo miało miejsce z drugą grafiką, a ja klikałem i od razu ściągałem, bo w miniaturce niewiele było widać, a dodatkowo byłem ciekawy jakie są parametry i jakość tej grafiki.

Niestety trzeciego wariantu nie zobaczyłem bo... Copilot się wywalił...
Znikły dwa wcześniej wygenerowane obrazy (czyli już nie było do nich w żaden sposób dostępu!) i nic już nie można było zrobić...

Wyglądało to dokładnie tak, czyli ponownie Copilot zaczął pisać do mnie po angielsku ni z tego ni z owego! :D :D
Chyba ma tak w zwyczaju!;)))
(zobacz: Copilot - wyprowadził się z nerw!)

Podkreślić należy jednak, że wywalił się tutaj program komputerowy, który nazwiemy ogólnie Copilot a nie sama AI. Dlatego wystarczyło wszystko zamknąć i ponownie można było Copilotowi wydać kolejne polecenia, ale ponownie należało mu wyjaśnić co ma zrobić jeśli np. chcieliśmy kontynuować poprzedni temat np. wprowadzić coś do scenariusza lub do samej grafiki.

Na tym testy zakończyłem, bo już wiem co działa a co nie, ale następnym razem przetestuję go dokładniej i nie będzie miał ze mną lekko;)

Co do samego komiksu jaki wygenerował Copilt to jest on rewelacyjny pod każdym względem, jednak posiada wiele drobnych błędów, np. w jednej z wersji nie wiem dlaczego postacie w każdym kadrze mają inną ilość palców (w tym różną od 5), albo w jednej z wersji są poważne błędy w tekstach jakie zostały umieszczone w dymkach - jeśli widzieliście co wyprawia AI na YT to wicie o jakiego rodzaju błędy chodzi (to takie typowe błędy jakie popełnia AI).


Jednak po raz pierwszy od dziesięcioleci Windows stał się narzędziem do generowania komiksów. Można np. codziennie poprosić go (o ile nie stanie się to płatne) o wygenerowanie nam humorystycznego komiksu np. w stylistyce twórczości Janusza Christy lub Henryka Chmielewskiego ;)

Copilot nie ma możliwości modyfikowania i generowania filmów, więc musimy się ograniczyć do komiksów :P


Wracając do Windows 11 to zaobserwowałem coś dziwnego - jakąś dziwną formę powiększania okienek. Gdy przenoszę otwarte okienko między fizycznymi pulpitami to okienko to zmienia rozmiar (widać to przeciągając okienko) i wychodzi to tak, że jak przenoszę otwarte okno z głównego wyświetlacza na kolejny to okienko się to nie mieści na nim, mimo że rozdzielczość obu pulpitów jest identyczna!

Pierwszy raz w życiu widzę coś podobnego w Windows - no ale cóż oni muszą uparcie "ulepszać" ten system... :/


Windows 11 - możliwości specjalne!


Windows 11 potraktował mnie 4 blue screenami, czyli więcej niż 1 na tydzień :/ W poprzednim Windows 10 nie miałem takich problemów, bo system był bardzo stabilny jak na Windows (kiedyś wywalił się. gdy zassał sobie jakąś aktualizację, którą masowo ludzie usuwali ze swoich komputerów oraz w firmach).

Totalne crashe systemu, wyłączenia ekranów (miganie) są naprawdę poważne w Windows, rzadko się takie rzeczy widywało we wcześniejszych systemach jak 10 czy 7. Pierwsza padaka pojawiła mi się niespodziewanie, kursor zastygł i już cały system i jego jądro nie działo - to był totalny zgon Windows (nawet nie dał rady wyświetlić niebieskiego ekranu!), nie widziałem takiego crasha od co najmniej 15 lat...

Kolejne BSODy pojawiały się co parę dni i najczęściej były one objawem niemożności powrotu do funkcjonowania systemu niż oznaką jego przeciążenia (to klasyka w Windows, czyli objawy nie tego, że komp nie wyrabia tylko poważnych problemów technicznych samego Windows). Objawia się to tak, że komputer kompletnie nie obciążony przeszedł w tryb wygaszenia ekranu i w momencie próby przebudzenia go - ten to robił, ale już nie działał.

Dziwne... ale w Microsofcie oni tam mają chyba jakieś szkolenia z tego jak doprowadzić Windows do zgonu w kilku prostych krokach (tak jest w Microsoft Windows od dziesięcioleci).

W pewnym momencie bez przyczyny Windows 11 wywalił mi się w piękny sposób - w stylu starych systemów operacyjnych, na drugim wyświetlaczu na całej powierzchni poleciały takie "kropkowane kwadraciki", a dodatkowo w dolnym rogu pojawiły się rzędy kropek.
Tego typu wywalenie się systemu jest dowodem na to, że coś rozsypuje po całej pamięci takie śmieci i przez to oczywiście uszkadza kolejne programy oraz sam system operacyjny...
Problem tylko w tym, że Windows od około lat 90. ma ochronę pamięci i coś podobnego nigdy nie powinno się wydarzyć, jednak jak widać w Windows 11 nic nie jest niemożliwe! To świadczy o tym, że coś wyleciało w kosmos na poziomie jądra systemu...


Kilka dni temu w pewnym momencie kombinacja klawiszy Alt+Tab, która w Windows działa od dziesięcioleci, przełączyła mnie nie pomiędzy oknami programów, ale przełączyła mnie do poprzedniej zakładki w Edge! :-/
W dodatku zakładka była dla mnie "stroną odsyłającą" do kolejnych zadań, więc przełączenie akurat na nią było bez sensu...

Niemniej nieźle zdębiałem, bo czegoś takiego nigdy nie widziałem nie tylko w Windows, ale też innych systemach operacyjnych zaczynając od systemów na Atari w latach 90.
No cóż w Microsofcie oni uparcie działają zgodnie z zasadą, że jak nas czymś nie zaskoczą to są chorzy!


Podsumowanie Windows 11


Jestem świeżo upieczonym użytkownikiem Windows i dzięki temu systemowi komputer jest kompletnie niesprawny, nie wiem ile czasu upłynie nim stanie się on choć częściowo tak funkcjonalny jak mój poprzedni z Windows 10 Pro (choć przynajmniej w kategorii samych zainstalowanych i możliwych do uruchomienia programów).

Jednak oczywiście podkreślić należy, że system ten cały czas coś zasysa i instaluje (podobnie firmware peceta) (tu dodam że komputer został wyprodukowany pół roku temu więc ma tylko półroczne przesunięcie w aktualności oprogramowania) więc jest to okres przejściowy - mam wielką nadzieję, że Windows w końcu stanie się stabilny i sprawny, a korzystanie z komputera stanie się podobne do tego jak korzystamy z komputera, a nie elektroniki do kręcenia godzinami.

Ja rozumiem, że trzeba zaciągnąć coś i zainstalować, ale to trwa już (prawoe) MIESIĄC !!!

To jawna przesada!!!!!!!!!!!

Jak ja mam na takim złomie pracować?????


Ps. Podczas pisania tego postu, Windows 11 się nie zawiesił, ani żaden inny program - co trzeba docenić... choć wiele z nich uruchamiało się przez godzinę lub kilka minut (podczas gdy inne uruchamiały się od razu - przykładowo dwie przeglądarki internetowe itp.)


Update:
Przyszło mi do głowy, że... właściwie po co mi 20 wątkowy procesor, dwie karty graficzne, Windows... wystarczy nabyć urządzenie, które wyłącznie zajmuje się aktualizacjami Microsoftu...
Oto wizja wygenerowana przez Copiota urządzenia Ms Kręt;) Copilot miał też kilka innych koncepcji - naprawdę super się takie rzeczy robi;)

piątek, 12 grudnia 2025

Tego nikt nie zamawiał - a dobrze się bawiliśmy!

Ciekawej rzeczy niedawno doświadczyli wszyscy Polacy, nikt do takiej refleksji nie doszedł, więc warto, abym ja Wam naświetlił co się właściwie stało.

W połowie bieżącego roku odbyły się wybory prezydenckie, w których wybraliśmy siódmego prezydenta. Wybory inne niż wszystkie wcześniejsze pod wieloma względami (np. tutaj była o tym mowa albo tutaj (o rolnikach)).

Jednak ostatecznie okazało się, że wybory zamieniły się w takie masowe szkolenie społeczeństwa z zakresu psychiatrii - szok, ale naprawdę tak było!

Najciekawiej było na początku, kiedy kandydatów było bardzo wielu. Wtedy prawie każdy kandydat starał się skupić na sobie uwagę oraz zabiegać o wyborców.

Szczególnie to ostatnie było sporym (i miłym) zaskoczeniem, bo po zaoraniu i zwasalizowaniu największych mediów w Polsce (TVP, TVN i POLSAT - np. Szef RMN: TVN i Polsat to infrastruktura krytyczna (www.wirtualnemedia.pl)), widz był już znudzony tym, że politycy jedynie na niego warczą, wrzeszczą i wymagają z poczuciem niczym nieuzasadnionej wyższości intelektualnej i moralnej - a tu raptem taka zmiana, z agresji do kultury, uprzejmości, a nawet chcę podkreślić niektórzy naprawdę mieli coś do powiedzenia, więc można sobie było usiąść przed TV i posłuchać;)

W takich okolicznościach i takiej agresji i jadu jaki się do dziś leje z mediów (również tych w necie), taka zmiana to wprost szok poznawczy!

Nie dziwi więc, że Polakom się bardzo wybory podobały, a debaty organizowane przez różne ośrodki medialne cieszyły się naprawdę dużą oglądalnością, o której mogą jedynie pomarzyć najlepsze programy tych stacji z wcześniejszego okresu.


Szkolenie psychiatryczne w praktyce


Nikt nie zamawiał, a to właśnie otrzymaliśmy. Oczywiście przeciętny Polak nie jest w stanie o psychiatrii powiedzieć absolutnie nic, nawet nie zadając tak "trudnych" pytań jak: ile rozróżniamy rodzajów narcyzów lub czym się różni histrioniczność od histeryczności :P

Tymczasem z zaskoczenia, czy ktoś ma pojęcie czy tylko mgliste, mieliśmy tak piękne szkolenie psychiatryczne, że aż miło było popatrzeć;)

W uproszczeniu można powiedzieć, że politycy zaczęli do nas mówić ludzkim głosem, więc po wylewie w TVP, TVN i POLSATcie: buty, arogancji, bufonady, agresji (a w TVP nawet przemocy) i morza kłamstw - raptem zawitała do debaty normalność (w obu znaczeniach).

Kontrast między jednym a drugim był kolosalny i właśnie ten kontrast w Polakach rodził tak pozytywne emocje. Na tym kontraście również oparte było to szkolenie psychiatryczne - takie praktyczne, studium przypadku :P
Im bardziej zagłębialiśmy się w rozpoznanie różnic w tym kontraście tym lepiej poznawaliśmy praktyczne zagadnienia psychiatrii.


Otwarcie należy tutaj zaznaczyć, że po prostu część z kandydatów ma małe lub większe, a nawet poważne zaburzenia psychiczne - mówiąc otwarcie (potocznie) są kompletnymi psycholami. Ale jak to zwykle bywa, po niektórych nie było tego widać - bo oni właśnie tak się kamuflują, jednak do czasu i tutaj właśnie ponownie mieliśmy bardzo pouczające szkolenie praktyczne, że ktoś kto się nam zdawał normalny, to przecież nie przestał nim być w czasie debaty prezydenckiej, tylko wreszcie mogliśmy go poznać i dostrzec to czego wcześniej nie było widać.

W tych wyborach był jeden z kandydatów, który wywoływał najostrzejsze reakcje tych, którzy są całkowicie normalni i ponownie było to zachowanie właściwe i można w tym kontekście powiedzieć "zdrowe".

Otóż jeden z kandydatów okazał się taaaakim psycholem... tak zaawansowanym, że od siebie wszystkich odstraszał (włącznie z innymi kandydatami, czy dziennikarzami). Tak w ciemno mogę powiedzieć, że najprawdopodobniej jest na co dzień niezwykle niebezpiecznym człowiekiem i to w pełnym znaczeniu słowa "niebezpieczny".

Tu warto obalić pewien mit, że człowiek ciężko chory psychicznie to taki: milutki, bezbronny "dzieciak" z pustym uśmiechem - o jaki byłby świat piękny, gdyby tak było! Problem polega na tym, że z jednej strony to właśnie są to super niebezpieczni ludzie w tym sensie, że bardziej niebezpiecznych psychiatria nie zna. Z drugiej strony, że niestety oni skupiają się na tym, aby właśnie wchodzić między normalnych i mącić im życie - co niezwykle komplikuje nam wszystkim spokojne funkcjonowanie (bo musimy sobie z tym np. radzić).

Inną kwestią jest to, że tzw. psychofag garnie się często do tłumów ludzkich oraz do tego, aby nimi rządzić, co się przekłada na ponadprzeciętną ich reprezentatywność w polityce, czy na wysokich stanowiskach w corpo (czyli dla nas są wyzwaniem - naprawdę na co dzień).

Po drugiej stronie mieliśmy ludzi całkiem normalnych: otwartych, niezakłamanych, sympatycznych, którzy mają wiele do powiedzenia (pomysły, rzeczy którymi mogli zaskarbić naszą sympatię). Mimo że wielu naprawdę świetnych kandydatów odpadło w pierwszej turze, jestem całkowicie pewien, że zapadli w ludzkiej pamięci.
Nawiasem jeden z nich właśnie w tym czasie powiedział, że Polska polityka upadła tak nisko, że musimy wprowadzić badania psychiatryczne kandydatów, bo sytuacja jest dramatyczna - i ja oczywiście całkowicie się z tym poglądem zgadzam. Za dużo się w ostatnich latach naoglądałem chorych, patologicznych kłamców, zapatrzonych w swoją wspaniałość dużych dzieci (nawiasem mówiąc patologiczny kłamca i zapatrzony w siebie jest odrzucającym agresorem, bo ani jednego ani drugiego epatowania nie zamawialiśmy. Specjaliści tutaj mówią o upartym "przekraczaniu naszych granic" jako sposobie funkcjonowania takich ludzi).

Byli też kandydaci, którzy są "letni", tzn. za zupełnie normalnych ich uznać nie można (bo da się ich zdiagnozować), ale radzą sobie bardzo dobrze np. niekoniecznie chcą nam kłamać, czy też być wobec nas agresywni (w taki czy inny sposób - a z tym jest problem bo najczęściej ludzie nie rozpoznają wszystkich rodzajów agresji).

Jeszcze inni obdarzeni sporą dawką narcyzmu, byli tak mili i przekonujący, że nawet potrafili zyskać sympatię wyborców, pomimo braku szans na wygraną.

Szczególnym przykładem był jeden z kandydatów, który ponoć (choć ja w to nigdy nie wierzyłem i miałem rację jak się dziś okazuje) miał szanse zdobyć wysokie miejsce. Uznano, że trzeba na tym "instrumencie" zagrać - ale jest to instrument obusieczny - jeśli ktoś się szykuje na wygraną, to hieny i kanalie rzucą się właśnie na niego.

Tak właśnie się stało, jakiś funkcjonariusz na żądanie jakiegoś przestępcy - pewnie premiera albo jakiejś kreatury ministerialnej - doszperał się, że ma papiery na to, że on ma zdiagnozowany Zespół Aspergera. Bardzo szybko znalazła się hiena dziennikarska, która podała to usłużnie do publicznej wiadomości...

Tak to kanalie (to też jest do zdjagnozowania, ale zwykle są to trudne psychiatryczne nazwy), przestępcy (to określa kodeks karny lub może się tym zająć np. Trybunał Stanu itp.) i hieny starały się namieszać w tych wyborach (z punku widzenia samej demokracji to takie działania są całkowicie niedemokratyczne i zwrócone przeciwko państwu, w którym dane wybory się odbywają, no ale z kanaliami i przestępcami się nie dojdzie do porozumienia, bo przecież właśnie to ich odróżnia od normalnych ludzi - wiec nie staną się normalni tylko dlatego, że ktoś ich do tego przekona... cały czas będą sobą).
Źródło obrazka

Nooo... odrażający numer wykręcili mu wyciągając takie informacje o stanie zdrowia na światło dzienne (bo pamiętajmy, że wprowadzenie obowiązkowych badań dla kandydatów nie jest równoznaczne z publikowaniem wyników badań!), ale widocznie te ludzkie karykatury były naprawdę bardzo przestraszone, że wygra...

Ten właśnie kandydat, ostatecznie nie wygrał, ale ustosunkuję się do jego problemów. Oglądałem go bardzo uważnie i bardzo dobrze sobie radził przed kamerą, choć popełniał błędy, których inni kandydaci nie popełniali - a ja ma mu tych błędów nie zapomnę, bo w mojej ocenie zrujnował sobie wszelkie szanse na zwycięstwo.

Tu jednak pojawia się ciekawostka, mój brat powiedział, że przypadkiem znalazł się na jego wiecu w jakimś mieście. Podkreślił on, że robi fatalne wrażenie na żywo (a nie przed kamerą), że to co zobaczył było płaskie, kanciaste i bez polotu. Właśnie tutaj widzimy różnicę pomiędzy innymi kandydatami, którzy nie popełnialiby takich błędów jak on.
Jednak to go przecież nie wyklucza z życia politycznego, szczególnie że mieliśmy nie raz osoby które nie były "medialne", a były premierami nie raz i nie dwa razy! (wielokrotnie opisywałem takie przypadki na tym blogu).

Jeśli mówimy o kandydatach, którzy pięknie zdruzgotali sobie potencjał osiągnięcia naprawdę wiele przy okazji wyborów, to takim czarnym koniem tej "malinowej" konkurencji był Artur Bartoszewicz (doktor nauk ekonomicznych i wiele więcej). Widziałem jego wcześniejsze wystąpienia w internecie i był tam idealnym kandydatem: z wiedzą, z dużym poczuciem humoru (w tym dystansie i luzie w kontaktach medialnych), dużą świadomością obecnej sytuacji na świecie - coś niesamowitego, bo innych kandydatów zjadał na dzień dobry. Tymczasem w czasie trwania wyborów wypadł... hmmm... powiedzieć, że źle to nic nie powiedzieć...
Wszyscy ci, którzy go wcześniej nie znali, nie mieli nawet pojęcia, że np. w wiedzy czy ilorazie inteligencji to inni kandydaci nie mieli z nim szans. A tak to teraz pewnie mało kto go pamięta.


Główne starcie


Tu skupię się na najciekawszym psychologicznie przypadku, który w 100% jest zaburzony (z resztą pisałem o tym może nie wprost, ale już lata temu mogliście przeczytać o nim na tym blogu).

Na wstępie przypomnę, że przegrany miał jakąś fatalną "awarię" w pierwszej turze, która nie umknęła uwadze mediów (no oczywiście poza TVP i TVN gdzie mówiono o nim wyłącznie jako o nieomylnym mężu stanu, który odmieni oblicze Ziemi!). Coś się stało i chłopak ledwo stał na nogach...

W rozmowie z miłośnikiem jego "opcji" (wtedy) mocno obstawałem przy tym, że gostek miał poważne problemy zdrowotne. Inna sprawa, to zupełnie bez żartów wybory są bardzo intensywne i kondycję czy też krzepę trzeba mieć, a takie stanie w studiu (w tym wypadku zadaje się) 3 godziny też do łatwych nie należy. Mój rozmówca jednak obstawał, że nic mu nie jest (kto im do głów wkłada takie rzeczy?), więc ja odparłem: ok, ale tam obok niego stał cały długi rząd pozostałych kandydatów, którzy też musieli tam stać przez tyle godzin, ale tylko on wyglądał jakby miał zaraz paść...
...rozmówca nie miał już argumentów (dziwne, że w ogóle próbował dyskutować z faktami).

Jednak obecnie moja teoria na to co się wtedy stało w tym studiu jest z gruntu odmienna:

W mojej ocenie on nie miał wtedy ataku serca (bo tak wyglądał na zdjęciach, które obiegły internet), tylko biedak bardzo, bardzo cierpiał psychicznie.

W mojej ocenie, już po wejściu do studia czuł się źle z tym tłumem tak różnych ludzi i tak bardzo różnych od niego samego (pewnie dlatego TVP w likwidacji chciało zrobić debatę tylko z nim (!)(trudno uwierzyć, ale naprawdę tak wymyślili!), choć to nie wypaliło bo inni kandydaci się w Końskich do niego wprosili. Jednak chciano mu zapewnić pełen komfort bez tłuszczy...).

Potem miał stać kilka godzin i słuchać tego co mają do powiedzenia, a po pierwsze (a wiemy jak taki człowiek myśli z psychologii, czy psychiatrii) go to nie obchodziło co oni mają do powiedzenia, bo to on ma tutaj wygrać wybory, a po drugie nie był przyzwyczajony będąc prezydentem Warszawy do tego, aby kogokolwiek słuchać choć 5 minut, a co dopiero godzinami!

Inna kwestia, że nie jest też przyzwyczajony do tego, aby ciężko pracować, było to widać zarówno wszędzie tam, gdzie podczas wyborów się pojawiał (mówił co miał do powiedzenia i szybko znikał - a nawet jest nagranie jak spędzenie nieco czasu ze śpiewającymi kobietami (Kurpiowskie to były?) zmęczyło go bardzo mocno), ale też w pracy zawodowej. Ator powiedział na swoim kanale, że jego dobry kolega mieszka obok niego i w życiu nie widział, aby on rano leciał do pracy do ratusza, co pokazuje, że gostek od lat do pracy nie przychodził, aby się nie przemęczać (i nie znosić obecności innych pracowników, o których wiemy jakie ma zdanie - psychiatria ma nawet pewność co do tego).

Źródło obrazka

Wiąże się to też oczywiście, z przyzwyczajeniem oraz odzwyczajeniem właśnie np. od długich rozmów z przeciętymi ludźmi, petentami, wyborcami itp. a o dyskusji merytorycznej nie wspominając. Będąc na co dzień w pracy jednak trzeba się takimi rzeczami zajmować.

Kolejną kwestią jest to co (całkowicie!) jesteśmy pewni jak funkcjonuje psychika takiego gostka. Jego położenie (w tym studiu) z jego punktu widzenia, wyglądało tak: co ja tu robię?? Dlaczego oni mnie taaaaaaaaak męęęęęczą! CO... oni ode mnie chcą?? Mam wygrać i basta! Po co ja tu jestem? Nie mam już sił! Mogłem sobie siedzieć w domu, a tu obok mnie ciągle gada jakaś zgraja durni!

On cierpiał psychicznie.
I piszę to bez złośliwości ani bez żartów - serio: cierpiał.

Jakby tego było mało ktoś się wtedy wygadał, że jego stan w trakcie trwania wyborów jest tak zły, że ma opiekę psychologa. Oczywiście opiekę psychologa można mieć z różnych przyczyn, ale to że akurat ten temat stał się głośny i idealnie on współgra z moją teorią tego co się działo - obstawiam, że właśnie tak było, a psycholog stawał na głowie, aby opanować jego ciężkie stany.

Inna sprawa, że jakoś sobie nie przypominam, aby o jakimkolwiek innym kandydacie mówiło się wtedy, że jego stan jest tak zły, że ma stałą opiekę psychologa. Czyli nawaliło mu zdrowie i/lub psychika jak widzimy na zdjęciach - a sami sobie skreślcie co wolicie:P

Wprost przeciwnie, miałem wrażenie, że wielu kandydatów (może bez szans) czuła się jak ryba w wodzie, tam gdzie psychol wpadał w szał, wrzeszczał, kłamał i szantażował, tam pozostali kandydaci naprawdę rozwijali skrzydła i to z pogodną miną, spokojnie przedstawiali swoje punkty widzenia. Chętnie spotykali się ze zwykłymi ludźmi, a nawet widziałem, że ludzie chętnie się z nimi spotykali i naprawdę kochali, szanowali swoich kandydatów!


Jeśli mówimy o psychiatrii (wracając do debaty) to bardzo ważną kwestią tutaj (jest to taki nawet tester, czy ktoś jest zdrowy - czy "narwany"), coś co chyba głownie zapamiętaliśmy z tej debaty:
    Pan kłamie... Nie to pan, Przepraszam, ale pan kłamie, to pan kłamie...
(używali tu trochę innych słów, ale o to chodziło - można sobie sprawdzić)

No trochę szkoda naszego czasu na oglądanie czegoś podobnego, inna kwestia gdyby to oglądali psychiatrzy - wtedy to oczywiście byłoby niezbędne, ale zwykłym ludziom to jest niepotrzebne.

Na pewno warto posiąść taką zdolność i rozróżniać kto kłamie, gdy dwóch sobie to na przemian zarzuca. Zapewniam was, że każdy średniej klasy psychiatra patrząc na to miałby pełną jasność co tu się dzieje.

Przypomnę skecz Benny Hilla: Który z polityków kłamie? Obaj!
:D
Nie... to tylko tak na rozluźnienie, bo uważam, że o psychiatrii to trzeba na luzie i z poczuciem humoru;)


Byliśmy świadkami jeszcze jednego bardzo ciekawego zjawiska:

Ów kandydat co przegrał, przecież już w jednych wyborach w Polsce brał udział i również przegrał (obecnie się o nim mówi "przegryw" i raczej już mu się nie uda od tego uciec, co go kompletnie eliminuje ze startu w kolejnych wyborach, no chyba że kanalie (przypominam to jest jednostka chorobowa) będą tak bardzo zdesperowane, że go poślą po raz kolejny (tzw. pusta ławka - typowe). Jednak wtedy szalona desperacja nie uratuje przegranej kwestii).

Dlatego warte podkreślenia jest to, że gdy startował poprzednio to naprawdę pozował na świetnego, prężnego, młodego(!), nowoczesnego polityka, zaskarbiał sobie sympatię ludzi, którzy widzieli w nim te pozy, które były maskami (które on zakładał). Z punktu widzenia politycznego - działało to jak bajka (choć jakimś cudem przegrał).

Tymczasem w tegorocznych wyborach widziałem radykalną różnicę: maski opadły, mimo że i on i jego sztab bardzo mocno pracowali nad wizerunkiem, to naprawdę duża część wyborców szybko spostrzegła: król jest nagi! (widać to było wyraźnie w necie, było to też mierzalne w badaniach).

Te triki, które wcześniej mu wychodziły i działały na masach, teraz magicznie przestały działać, wielu ludzi widziało w nim: sztywniaka, dzieciaka, człowieka kompletnie niewiarygodnego itp. To była prawdziwa magia na naszych oczach.

Miało to odzwierciedlenie w ruchach społecznych i oddolnych inicjatywach jak Zorro, Batman, Spider-Man, czy hasła na stadionach - które pokrótce świadczyły właśnie to: król jest nagi i my się z tym nie zgodzimy, choćby policja miała robić na nas obławy tygodniami (co faktycznie miało miejsce np. To nie żart. Policja wdarła się do hotelu, by zatrzymać Batmana protestującego przeciwko Trzaskowskiemu! Są nagrania (wpolsce24.tv)).

Dla mnie jest to fenomen, aby człowiek, który wcześniej tak dobrze sobie radził, który porywał tłumy Polaków w każdym mieście przez całą (poprzednią) kampanię - raptem stracił to coś i charyzmę (choć nieco mu jeszcze zostało).

Obstawiam, jakieś głębokie zmęczenie, może właśnie brak kondycji (może męczył się za szybko), może to był brak kondycji psychicznej, nie wiem co to było, ale właśnie takie niewielkie zachwianie jednego z tych elementów prowadzi do takiej klapy (którą dla mnie były jego popisy). Naprawdę niewiele zabraknie, a wali się wszystko!

W czasie wyborów prezydenckich po prostu jesteśmy na świeczniku, każdy na nas patrzy i może sobie na YT przewinąć jak zauważy coś dziwnego. Tu nie da się nic ukryć, każdy psycholog wam to wyjaśni - po prostu nie da się.


Na koniec mogę powiedzieć, że psychiatria to jest taka nauka, która wyjaśnia kto jest kim, jakie maski zakłada, dlaczego kłamie jak najęty, dlaczego wpada w furię (i to jaką!), która mówi, że gdy maski opadają to widzimy tego kandydata takiego jakim naprawdę jest.

On się nie zmienił, cały czas był tym kim był, ale maski pasowały jak ulał... i przestały.

Sztuka psychiatrii polega na tym, że gdy maska jeszcze nie opadła, albo w zanadrzu jest cała przyczepa masek, aby szybko się zorientować, że np. ten człowiek jest patologicznym kłamcą (oraz np. dlaczego), albo jak to się mówi "ma parcie na szkło" itp.


Chcieli czy nie chcieli - ale mieli


Psychologia czy lepiej psychiatria to jest gruby temat, znam zupełnie normalnych ludzi, którzy wręcz się boją... traktują psychiatrię jako coś co im wyrywa prywatność, tajemnice - a oni tego nie chcą! Patrzy na nich psychiatra, a oni czują się obdzierani z czegoś...

Tymczasem w czasie wyborów całe nasze społeczeństwo przeszło przez przyspieszony kurs psychiatryczny i to najbardziej wartościowy z możliwych bo miejscami na wesoło, a do tego w oparciu o sytuacje praktyczne, kandydatów mieliśmy tu niemal na wyciągnięcie ręki.

Nie wiem jak Wy, ale ja się bawiłem wyśmienicie!;)


Update:

Poszerzę nieco temat fenomenu poruszony w rozdziale "Główne starcie", ponieważ ten sam efekt ma obecnie miejsce we Francji odnośnie prezydenta Emmanuela Macrona. Ma on dokładnie te same problemy.

Jak wiecie ja takie rzeczy obserwuję bardzo uważnie w różnych częściach świata (w relacjach na żywo np. na YT itp.) i zauważyłem, że od kilku lat Francuzi zaczęli dostrzegać spadające maski ze swojego Emmanuela, którego z uwielbieniem sobie wybierają...

Przykładowo pojawiają się komentarze w necie, które naśmiewają się z niego, że nie jest mężem stanu, tylko dużym dzieckiem.

Zakładam, że są to osoby, które nie mają wiedzy psychiatrycznej, więc nie mogą dokonać profesjonalnej diagnozy, ale tak po prostu na własny rozum, zaczynają rozumieć, zaczynają widzieć, że od dawna jest źle i że jest to stan stały. To często budzi frustrację.

Tak właśnie to działa, jeśli takie osoby są dostatecznie długo w polityce na najważniejszych stanowiskach, to po pewnym czasie ludzie sami zaczynają się domyślać, że z facetem jest coś, bardzo, bardzo nie tak.

Oczywiści nie potrafią tego ubrać w specjalistyczne słownictwo, ale mają nosa i nie mylą się.

Do tego pojawiają się różne fakty, wypowiedzi czy filmiki, które nie pozostawiają żadnych wątpliwości.


Takim filmikiem jest np. to gdy (chyba) przypadkiem nagrane zostało to jak Emmanuel dostaje w samolocie po pysku od swojej żony - ten film oglądał cały świat.

Ludzie, którym się diagnozuje to co Emmanuelowi są właśnie tacy, dziecinni, ale też bardzo niebezpieczni w zachowaniach. Dlatego nie zdziwiłbym się gdyby jego żonie psychiatra zalecił coś w rodzaju: jak następnym razem pani wywinie taki numer "to walić po pysku" :P

W uproszczeniu mogę powiedzieć, że tacy ludzie tak bardzo się różnią od normalnych ludzi, że na całym świecie żony walą swoich mężów po pysku - bo naprawdę oni tak mają, że z łatwością im przychodzi zasłużyć na to :P

W tym momencie psychiatrzy podkreślają, że oczywiście identyczne problemy psychiczne może mieć też żona...

...czyli wychodzi na to, że to mąż powinien ją walić po pysku!;)

No ale co to by była za straszna rzecz, jakby tak mężowie walili kobiety po pysku!?!?

Tutaj cały świat widział jak prezydent dostał po pysku i jakoś nikt nie protestował co to za straszne rzeczy się dzieją! Trzeba Emmanuela objąć ochroną - że to przemoc, że to zbrodnia.

No właśnie, ale facet to już w takiej sytuacji nie wali kobiety w pysk. Choć jak psychiatra może poświadczyć, z pewnością zasługuje w równym stopniu, bo psychiatrzy na każdym kroku przypominają, że choroby psychiczne dotyczą obu płci.

No dobrze, pożartowałem sobie;)

Podsumowując, ci ludzie naprawdę na co dzień robią ohydne rzeczy, bo tacy są. Jednak nie są to ludzie niemili, oni zakładają maski ideałów, mędrców, gigantów intelektu, przywódców narodów itp. Ale te maski z czasem opadają, często dzieci (co widziałem kiedyś) potrafią zauważyć, że coś jest tutaj dziwnego, że coś jest sztuczne, że ktoś ich nabiera w butelkę!

Całe szczęście, że mamy takie mechanizmy obronne jak zdolność namierzenia oszusta oraz plaskacz!;)

Update:
Właśnie głośno jest o wynikach sondażu, w którym E. Macron ma fatalne notowania, a do tego 90% respondentów uważa, że Francja jest w zapaści, a część z nich że w nieodwracalnej (chyba połowa z nich jeśli dobrze pamiętam).


Update:
Bardzo ciekawa rozmowa, która przybliża tematy, które tutaj opisałem po łebkach. To co ja tutaj tylko zaznaczyłem, w filmiku macie opisane tak dokładnie, że można to zauważyć u kogoś:

Pracuje z PSYCHOPATAMI w więzieniu. To, co mówi, jest szokujące!

Ogólnie poruszonych jest tu wiele tematów z tego co ja powyżej opisałem;)
Jednak ja Wam tutaj przedstawiłem praktyczną stronę tego wszystkiego o czym mówi, bo przekłada się to właśnie na takie codzienne wyzwania i konsekwencje o jakich była mowa w tym poście.

Bardzo podoba mi się to co tutaj zrobiła Pani Natalia, bo bardzo uważnie dobierała słowa, starając się nie przesadzić i nie wprowadzić widza w błąd - no bo cóż... materia jest trudna.

W tym miejscu pragnę się dołączyć do jej apelu o nie etykietowanie ludzi, których nie znamy, bo faktycznie dokładnie tak jak ona mówi można się bardzo pomylić - inaczej jeśli znamy kogoś i wiemy że "z nim tak zawsze".

Jednak też nie można przesadzać z pobłażliwością (o czym też mówi Pani Natalia w pewnym momencie) i nie dawać się zwieść czy oszukać, bo konsekwencje będą fatalne.

Czasami w życiu są takie momenty, gdy musimy się skonfrontować z tzw. psychofagiem i wtedy musimy sobie radzić (co też zostało tutaj nieco zaznaczone czego nie robić). Takim momentem są wybory, kiedy decydujemy o losach swojego kraju, więc podejmując złą decyzję nie dość, że wpędzamy cały kraj w poważne kłopoty (patrz np. PRL, który zakończył się w 1989 roku, czyli stosunkowo niedawno), a takie konsekwencje nieuchronnie dotkną i nas, i naszych najbliższych.

Dlatego nie należy dać się zwieść i oszukać - tak jak z resztą ten temat również został w tym wywiadzie poruszony.

Więc za słowami Pani Natalii - proponuję rzecz następującą: nie etykietujmy zbyt szybko ludzi, ale bardzo szybko oceniajmy to z kim mamy do czynienia (prowadząca tutaj powiedziała, aby mieć się na baczności), nie ważne co mu dolega, ale miejmy świadomość, że osoba posiadająca cechy opisane tutaj (czar! charyzma!) - będzie dla nas stanowić zagrożenie (mniejsze lub większe, albo nawet maksymalne).

Ciekawe jest też to, że Pani Natalia tutaj poruszyła temat Zespołu Aspergera, który ja też poruszyłem. Po tym co mówi widzicie na czym polega różnica między psychopatą a osobą z Aspergerem. Asperger nie jest śmiertelnym wrogiem, który wziął nas na celownik.

niedziela, 7 grudnia 2025

O tym jak ociemniały bufon skradł księżyc

Rzadko na tym blogu poruszam taką tematykę, jednak wydaje się, że codzienne doświadczenia Polaków są właśnie takie, że jest to "norma" niż zaskoczenie... niestety...

To co tu opisuję wydarzyło się naprawdę, dotyczy bliskiej mi osoby, a konsekwencje tego wszystkiego ciągną się po dzień dzisiejszy (np. postępowania urzędowe, leczenie itp.).


Pewna osoba w wieku ~60 lat, od pewnego czasu skarży się na poważne problemy oraz bóle niejasnego pochodzenia. Lekarz pierwszego kontaktu skierował ją na komisję, bo się jej należy renta. Niby nic nadzwyczajnego.

Bardzo chory pacjent trafił przed komisję, na której skarżył się na przewlekłe bóle, które w tej chwili odczuwa, wskazując te miejsca. Opisał je jako kompletnie nie do zniesienia, które uniemożliwiają mu normalne funkcjonowanie, opisał też codzienne czynności, których od dawna nie może wykonać.

Lekarz z ko(s)misji zbadał go i stwierdził, że "nie może odczuwać bólów, które opisuje". Stwierdził (i wpisał do papierów), że te bóle to jest jedynie zgaga (Wikipedia).

Pacjent na to stwierdził, że nigdy nie miał zgagi. Lekarz obstawał przy swoim.

Myślę, że nastąpiło tutaj oszukanie pacjenta, na zasadzie: nigdy nie miałem zgagi, nie wiem jak ona boli, przez to nie wiem co się ze mną dzieje, może lekarz ma rację.

Było oczywiście zupełnie inaczej, bo przecież zgaga nie boli aż tak bardzo i w tak różnych częściach ciała. Jednak lekarz robił wrażenie nadętego bufona, który lepiej wie co kogo gdzie ma prawo boleć.

Pacjent po opuszczeniu komisji czuł się coraz gorzej, więc w ciągu 2h znalazł się w szpitalu i zaraz leżał w szpitalnym łóżku.

Tu oglądając sobie w telefonie YT - usnął. Gdy się obudził, personel witał go z uśmiechami na tym świecie!

Pacjent doznał czegoś co mogę nazwać tu ogólnie atakiem serca, był reanimowany, krojony itp. Lekarz powiedział mu tak: gdyby pan dziś usnął w swoim łóżku czy fotelu to już by się pan nie obudził.
...no i dodać trzeba, że gdyby pan uwierzył, że ma jedynie zgagę!

Czyli lekarz trupojad, bada pacjenta w ostrym stanie przedzawałowym w komisji lekarskiej przyznającej renty, wypuszcza go z orzeczeniem pełnego zdrowia i całkowitej zdolności do pracy - jedynie z objawami OBŻARSTWA... a ten kilka godzin potem zostaje przywrócony do życia tylko dlatego, że obok znajdowali się prawdziwi lekarze...

Pacjent przeleżał swoje w szpitalu, potem przeszedł oczywistą w tym przypadku rehabilitację itp. W tym czasie komisja procedowała dalej swoje orzeczenie o całkowitym zdrowiu pacjenta i przydatności do pracy.

Pomyślcie, ten człowiek przez innych ludzi, w tym członków tej komisji jest codziennie nazywany "lekarzem"!

Droga komisjo, jeśli mnie czytacie: wszyscy powinniście wywędrować, no na przykład na szparagi do niemiec....
Nikt z was nigdy nie powinien pełnić żadnej funkcji, od której cokolwiek zależy!


Gdybyście mieli np. karmić niedźwiedzia w zoo to ten trupojad gotów uznać, że niedźwiedź ryczy i szaleje bo lubi, a nie dlatego, że jest głodny... a może ma zgagę?

Pewnie jakbyście tylko mogli to przyjęlibyście nowego członka komisji:

Źródło grafiki

piątek, 7 listopada 2025

Ogniem i mieczem II

Przyszła mi do głowy taka myśl, że można nakręcić film typu Ogniem i mieczem, który opowiada zupełnie inne historie niż te, które znamy.

Tu macie przykład bełkotu AI i fikcyjnych obrazów AI - ale do tego pewnie się już przyzwyczailiście, no a jeśli nie to przez najbliższe dziesiątki lat się przyzwyczaicie nawet jeśli nie macie na to sił:P
Jednak gdy z tego materiału wytniemy bzdury typowe dla AI to wyłania się nam historia, która np. opowiada o tym jak to się stało, że Polska obroniła się przed takim niebezpieczeństwem jak najazdy tatarskie.

Problem polega na tym, że Ogniem i mieczem zna każdy Polak, ale udzielić odpowiedzi jakie były realia i jak to było możliwe, że się obroniliśmy w sposób tak sprawny - to podejrzewam, że nikt udzielić odpowiedzi nie może (poza historykami).

Natomiast taki film mógłby spowodować, że każdy Polak potrafiłby odpowiedzieć na to pytanie.

Oto AI story:


NAJBARDZIEJ ŚMIERTONOŚNA broń Polaków, o której nie uczą w szkołach

Historię tutaj wybełkotaną przez AI oczywiście należy traktować z przymrużeniem oka, bo to tylko taka opowiastka (tym bardziej te grafiki!).

Co do faktów, to bitwa ta przebiegała nieco inaczej, ale właśnie jest to atut tej historii, że nie jest to tylko taka opowiastka 19 minut dla AI, tylko znacznie bardziej złożona bitwa i cały kontekst historyczny.
Dzięki temu naprawdę jest z czego robić film.

Amerykanie mogą robić miliardy filmów o porażkach w Wietnamie czy gdzieś tam, to my możemy robić fajne filmy np. w klimacie wspomnianego tutaj Ogniem i mieczem;)

Polecam samodzielnie poszukać faktów związanych z tym, na początek np. Tabor wojskowy (Wikipedia).

czwartek, 23 października 2025

Platforma Zespolona

Pojawił się nowy pomysł w nierzad.szpetne.geby.pl, choć dopiero się dowiemy jak bardzo nowy ten pomysł się okaże. Dlatego obecnie nasza uwaga jest bez sensu kierowana na tory jaka to ma być nazwa...

Jednak rebranding to jest taki typowy chwyt, w sytuacji gdy nie ma co zrobić, a coś zrobić trzeba;)
Trudno traktować poważnie to jako istotne wydarzenie.

Więc jaka ma być ta nazwa?

W mojej ocenie:
    Platforma Zespolona
...może nie trafiłem, ale z całą pewnością na dziesięciolecia właśnie tak zostaną zapamiętani.

niedziela, 12 października 2025

Ukraina - wieści i aktualności

Rozmawiałem z kilkoma Ukrainkami i chciałbym się z Wami podzielić w telegraficznym skrócie co się tam dzieje, bo tak naprawdę to nie dowiecie się tego nigdzie (media niby utrzymują cały czas pozę, że wspierają Ukrainę i informują nas - jednak jakoś tego nie robią...):


1. Historia, która jest w Polsce nieznana


Obca kobieta opowiedziała mi historię, o której kompletnie nie słyszałem (znajdujemy się w innej bańce), informacje znalazłem w necie o tym, jednak ona dała mi szerszy wgląd w nią ze względu, że może powiedzieć to z własnego doświadczenia a nie suchej wiedzy z internetu.

Temat zaczął się od mojego stwierdzenia, że gdy rozmawiałem z moim dobrym kolegą (znanym redaktorem) to przewidziałem atak na Ukrainę z trzymiesięcznym wyprzedzeniem. Ona jednak powiedziała, że w Ukrainie nikt się tego ataku nie spodziewał.

Powiedziała, że prezydent uspokajał wszystkich i mówił że nic się nie stanie - a cały naród w te zapewnienia wierzył. Powiedział między innymi, że "możecie spokojnie grilować".

W innej rozmowie dowiedziałem się, że Wołodymyr Zełenski był wielkim działaczem na rzecz pokoju z Rosją, do tego stopnia, że przed atakiem rozminował pola od strony Rosji... jak rozumiem był to gest pokojowy, jednak zapewne wtedy 24 lutego wszyscy sobie pluli w brodę z prezydentem na czele...

Czyli ogólnie z jej relacji wynika, że Ukraina sobie nie zdawała sprawy z tego zagorzenia, że tym razem to nie są żarty. Nawiasem mówiąc prezydent trochę tutaj wygląda na rosyjskiego agenta... :/ Nie no... oczywiście sobie żartuję, bo nie mam o tym zielonego pojęcia jak to wtedy było.

Następnie opowiedziała historię, która mnie zaciekawiła (w tę historię wplotę fakty, które udało mi się znaleźć w internecie).

Władimir Żyrinowski to głośny rosyjski polityk, lider Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji (LDPR). Ten w latach 90. i 2000. wielokrotnie publicznie wypowiadał się o konieczności podporządkowania Ukrainy Rosji oraz jej nieuniknionego podziału między: Rosję, Polskę, Węgry i Rumunię.

Jak podaje net: polityk skrajnie nacjonalistyczny i agresywny, a jego teorie tego typu były traktowane jako prowokacje.

Rozmówczyni przedstawiła te jego zapowiedzi o ataku na Ukrainę, Białoruś (i pozostałe byłe republiki ZSRR) oraz późniejszy atak na Europę jako bezsensowne. Powiedziała, że był traktowany jak wariat. Podkreśliła, że Ukraińcy i Rosjanie kompletnie nie traktowali tych jego słów poważnie.

Jednak dziś punkt widzenia się bardzo zmienił, dziś patrzą na te słowa, że to jednak nie było bredzenie szaleńca.

Pikanterii tej historii dodaje fakt, że zmarł w kwietniu 2022 roku. Moja rozmówczyni twierdzi, że oni nie mają wątpliwości, że został zamordowany bo za dużo gadał.
(a ile ja gadam! :-> ).

Net mówi: w 2014 roku, po aneksji Krymu, twierdził, że to dopiero początek. Zmarł oficjalnie z powodu powikłań po COVID-19, jednak ze względu na jego wcześniejsze zdrowie i wpływy, pojawiły się spekulacje, że mógł zostać "uciszony" - choć nie ma na to dowodów.

Jednak jak widać z relacji mojej rozmówczyni w Ukrainie się wiele zmieniło, że właśnie wcześniej drwiono z niego, jednak dziś sytuacja w społeczeństwie się wykrystalizowała i nikt nie ma wątpliwości, że wiedział co mówi oraz że za to zapłacił.

Ja skomentowałem to tak, że jako istotny polityk, mógł po prostu być świadkiem jakieś rozmowy np. generałów lub zobaczyć jakieś faktury, które utwierdziły go w przekonaniu, że wojna jest nieunikniona. W czasie gdy świat spał, uciszany również słowami Anieli Merkel itp. tam w Rosji na dużych obrotach funkcjonowała machina wojenna od bardzo dawna (generowała faktury). Na początku wojny tu na blogu opisywałem to, że świat ze zdumieniem patrzy, że oficjalne ilości pocisków hipersonicznych "kindżał" są jednym wielkim kłamstwem. Jednak posiadanie dużo większych ilości pocisków przemawia za tym, że produkcja uzbrojenia trwała od 5, 10 a może 15 lat, o czym nie wiedzieliśmy.


2. Schrony


To już kolejna osoba, która mówi, że każdy dom w Ukrainie posiada swój schron. Dodała, że są też duże schrony, które prowadzą głęboko pod ziemię.

Tymczasem w TV informuje się nas, że oni skrywają się w tunelach metra. Zastanawiam się czy to nie jest taka manipulacja stosowana przez media w Polsce, aby nie siać strachu w naszym społeczeństwie...

W końcu doskonale wiemy co myśli Polak, gdy czyta informację o tym, że tam znajdują się schrony w każdym domu...


3. Ukraińskie wioski w pajęczynach dronowych


Są doniesienia, że pole wojny bardzo się zmieniło, zmienia się technologia i sposoby walki. Jedną z takich zaskakujących informacji jest to, że obie strony produkują drony, które są na uprzęży - takiej bardzo cienkiej lince. Produkowane są specjalne bardzo cienkie druty, ale o bardzo dużych długościach, następnie dron ciągnie za sobą taki niewidoczny ogon.

Jednak efektem ubocznym jest to, że wioski są całe spowite taką pajęczyną bardzo cienkich drucików, z dronów które tam codziennie przelatują.


4. Negocjacje pokojowe


Moja rozmówczyni jest osobą, która kaputina uważa za szaleńca, mówi "mają tyle ziemi, taki ogromny kraj - po co im jeszcze nasza??". Bardzo mocno przeżywa dramat swojego narodu i bardzo pragnie pokoju. Sporo o tym rozmawialiśmy, więc wiem co myśli i czuje.

Niestety moja rozmówczyni nie wierzy w to, że Donald Trump wynegocjuje jakiś pokój i twierdzi, że w Ukrainie jest to powszechne przekonanie.

Dlatego ja się zapytałem: jeśli nie zrobi tego Donald Trump to kto? Cała reszta świata ma was przecież w nosie...

Nie usłyszałem, żadnej odpowiedzi, chyba ta jej wypowiedź jest jakimś rodzajem zgorzknienia narodu Ukraińskiego i nie ma się co dziwić.

Oboje zgodziliśmy się, że obecna sytuacja się zaognia i zaostrza i że z dalszym postępem rozmów pokojowych zaostrzy się jeszcze bardziej, a ja dodałem, że ekstremalnie się zaostrzy...


5. Prezydent Wołodymyr Zełenski


Odnośnie początkowego wątku, okresu przed wojną i po jej wybuchu powiedziała jak to się układało wcześniej i dziś.

Przed wojną jej zdaniem Wołodymyr Zełenski był uwielbianym prezydentem przez naród Ukraiński. Mówiła, że wcześniej występował on w kabarecie i wszyscy go znali i kochali.

Jednak powiedziała, że obecnie prezydent ma fatalne notowania i wygląda na ekstremalnie wyczerpanego. Powiedziała, że obecnie Ukraińcy bardziej życzą mu śmierci niż powodzenia. Nieco mnie zaskoczyła.

Powiedziała, że naród traktuje go jako osobę, której nie zależy na pokoju (nie wiem czy to ma coś wspólnego z tematem tego postu: Spotkanie na szczycie się nie udało... a może? ale może nieco mieć).

Jej zdaniem zwykli ludzie zarzucają mu zarabianie na wojnie, co powoduje że nie zabiega o pokój wystarczająco stanowczo...

Fatalnie to wygląda (nie zdawałem sobie z tego sprawy), bo to jest zwycięstwo rosyjskiej propagandy... jakby nie było to z pewnością korki wystrzeliwują na Kremlu. Skłócenie społeczeństwa z władzą to podstawowa forma dywersji na wojnie (i przed jej wybuchem), co tu się stało to nie wiem, ale wygląda to właśnie tak...

Ja mogę od siebie powiedzieć tak: wojny się bardzo trudno kończy, więc brak szybkich sukcesów prezydenta jest raczej oczywistą kwestią niż zaskoczeniem, a na złych nastrojach społecznych zasadza się agresywną propagandę wroga.

Z drugiej strony nie chcę go bronić, bo sam zarzucam mu to, że skłócił jakiś czas temu się z Polską, co spowodowało, że obecnie wśród Polaków trudno znaleźć jego wielbicieli, a stosunek do Ukraińców również jest tak zły jak od początku wojny nie był...

Jedyne co mogę tu dodać to: czas to wszystko naprawić, czyli wziąć się solidnie do roboty (nie da się złapać wszystkich srok za ogon). Jednak niestety utraconego zaufania nie da się łatwo odbudować, a czasami to już nigdy (co tylko pokazuje rozmiar konsekwencji popełnionych błędów, na które nie może być miejsca w obliczu takiej sytuacji jak wojna).



Na koniec zadam pytania: no ok, z Ukrainkami dobrze mi się rozmawia o problemach Ukrainy, o wojnie, o sytuacji międzynarodowej - jednak, dlaczego nie mam takiej łatwości w rozmowach z facetami, czy chłopcami?? Czy za tym kryje się jakiś większy problem?


Update:
Uściślę wątek prezydentów, gdyż można opacznie zrozumieć moje słowa. Prezydent Wołodymyr Zełenski miał oczywiście znacznie wcześniej fatalne notowania, czyli przed głośną sytuacją z D. Trumpem, gdy ten wykrzykiwał, że mu nie zależy na pokoju.

Chcę podkreślić, że kolejność wydarzeń była właśnie taka. To że D. Trump mu zarzucał niechęć do osiągnięcia pokoju jest raczej dowodem na to że "odrobił lekcje" (inna sprawa że super się ogląda kogoś takiego kto właśnie jest wszystkiego świadomy i doskonale przygotowany na wszelkie scenariusze - gdzie europejskim politykom do kogoś takiego...).

Pytanie jakie to miało konsekwencje w narodzie Ukraińskim, gdy patrzyli na takie sceny w USA. Trudno mi na to pytanie odpowiedzieć, choć spodziewać się można, że jeśli przykładowo byli tacy, którzy się jeszcze wahali, to może D. Trump ich przekonał, że jednak te pogłoski są prawdziwe...

Z punktu widzenia Amerykańskiego prezydenta, to jest to bardzo istotna kwestia, bo gdy prowadzone są istotne rozmowy na najwyższym szczeblu, najgorszą rzeczą jest zdawać sobie sprawę z tego, że jeden z graczy jest bardzo słaby a jego notowania od dawna szorują po podłodze.

Powaga sytuacji wymaga, aby jednak rozmawiać z tym, który coś może bardziej, niż nie może;)

czwartek, 7 sierpnia 2025

Niewolnicy "teorii spiskowych"

Ostatnio przez chwilkę rozmawialiśmy o tych najbardziej problematycznych i powszechnie znanych kwestiach związanych z koronawirusem. W tym momencie wszedł pewien ktoś i powiedział "to teorie spiskowe"...

Nigdy, ale przenigdy nie można etykietkować danego tematu jako "teoria spiskowa" tylko dlatego, że poruszana tematyka dotyczy najbardziej znanych/najgłośniejszych tematów.

Przypomnę, że (jak już akurat jest o tym mowa) w przypadku koronawirusa, na samym początku jak tylko zaczęła się rozprzestrzeniać epidemia to największe światowe autorytety w temacie wypowiadały się, że stworzenie w laboratorium podobnej choroby jest kompletnie niemożliwe, po upłynięciu tych kilku lat - dziś twierdzą, że jednak jest to możliwe i że w tym wypadku najprawdopodobniej tak to było, że są biologiczne ślady, które mogą o tym świadczyć.
    (obecnie upubliczniono dokumenty, które świadczą, że to z amerykańskich podatków z nieszczęsnego USAID rozpoczęła się ta pandemia - choć (na razie) nie wiadomo czy to było celem, czy tylko przypadkiem doszło do rozprzestrzeniania się, ale sama akcja na tak dużą skalę mogła mieć taki cel, że skoro wyślemy w różne miejsce świata takie świństwo to może gdzieś się zacznie rozprzestrzeniać - możecie o tym nowym wydarzeniu przeczytać w poście Czego wam nie powiedzą - wieści z USA cz. 2)

    (inną kwestią jest afera, która miała miejsce w USA, gdy dyrektor Big Pharma wpadł w skrzętnie przygotowaną pułapkę (nafaszerowane pomieszczenie wszelką elektroniką) i zaczął ni z tego ni z owego zapewniać, że niebawem będą produkować swoje własne wirusy i szczepionki (łatwiej wtedy można zrobić i... zarobić(!)). Pewnie o tym nigdy nie słyszeliście więc poszukajcie: Jordie Wysocki dyrektor ds. komunikacji, Project Veritas)
Drugą "teorią spiskową" było to, że preparat dla zmyłki zwany "szczepionkami" (bo mRNA to zupełnie nowa technologia, która nigdy wcześniej nie była wykorzystywana w tworzeniu szczepionek) jest bardzo szkodliwy. Pewnie pamiętacie jak w TV nie chciano w ogóle brać pod uwagę jakiegokolwiek zagrożenia i wielkimi akcjami promocyjnymi zachęcano nas do przyjęcia "szczepionki", która oczywiście jest zbawieniem świata... Tymczasem dziś mamy dokumenty i sprawy sądowe, z których jasno wynika, że ekstremalnie niefajne rzeczy działy się z ludźmi, w tym sam paru takich znam.
A jak pamiętacie w TV nikt nigdy nie chciał słyszeć o czymś takim, że preparaty "szczepionkowe" mogą być w jakiś sposób groźne... Dziś oni wyszli na durni, którzy nie wiadomo dlaczego (tzn. wiadomo - wielu dziennikarzy doszło do tego o co tu chodziło) uparcie nie chcieli słyszeć o obawach, które przecież każdemu wolno mieć, skoro ma przyjąć coś bez testów klinicznych.
Dziś te pyszałki jakoś siedzą cicho i nie mają się zamiaru z tego tłumaczyć, a redaktorzy z TV wspaniałomyślnie do tematu nie wracają... :/


"Teorie spiskowe"


Ogromnym błędem logicznym jest nazywanie jakiś obaw "teoriami spiskowymi" tylko dlatego, że dotyczą koronawirusa, śmierci jakiegoś polityka, czy UFO. To nie temat rozmowy świadczy o tym, czy coś jest teorią spiskową czy nie.

Jeśli będziecie z automatu uznawać dany temat "teorią spiskową" to sami z siebie robicie niewolników "teorii spiskowych".

Naświetlając temat w co się pakujecie przypomnę jak to się zaczęło:

W dokumentach CIA po raz pierwszy pojawiło się sformułowanie "teorie spiskowe" w 1967 roku. Cytuję:
    (dokumenty) rozważały możliwość propagowania informacji mających na celu zdyskredytowanie osób i teorii kwestionujących oficjalną wersję zamachów (np. zamach na JFK). CIA, posługując się tym pojęciem, starała się zdyskredytować tych, którzy nie wierzyli w oficjalną narrację, sugerując, że są to osoby „oszołomione” lub po prostu irracjonalne.
Innymi słowy jeśli z automatu szufladkujecie pewne tematy jako "teorie spiskowe" to robicie dokładnie to co chcieli wam zrobić ludzie z CIA!
Chcieli, abyście nie myśleli i nie chcieli myśleć i panicznie bali się tego co może być prawdą.

Z dokumentów tych wynika jasna intencja: ludzie za dużo myślą i mówią, dlatego ośmieszmy tych zbyt odważnych!

Niestety numer na "teorie spiskową" genialnie zadziałał, mijają dziesięciolecia i cały czas to działa na ludzi na całym świecie: myślisz, mówisz co myślisz - to nie rozsiewaj "teorii spiskowych" bo będziesz potraktowany jak oszołom.


Co jest najistotniejsze?


Najistotniejsze jest to, aby faktycznie podważać "teorie spiskowe", ale nie na zasadzie jak to zaplanowali ludzie z CIA, tylko w taki sposób, aby szacować czy dana teoria ma większe czy mniejsze prawdopodobieństwo stania się prawdą.

To jest rozsądne i polecam to każdemu.

Bardzo przydatne w tym celu może być korzystanie z zasady Brzytwa Ockhama (Wikipedia), ale też poszukiwanie wiedzy, dokumentów, świadków i weryfikowanie tego. Bardzo istotne są przepływy środków, ile, kto, kiedy zapłacił.

W przypadku "teorii spiskowych" dotyczących koronawirusa okazało się że Brzytwa Ockhama była mało przydatna, a bardziej sensowne było szukanie wiarygodnych źródeł wiedzy np. głośno się u nas zrobiło, że na zamkniętej grupie dyskusyjnej na fb polscy lekarze bardzo ochoczo dzielą się swoimi wątpliwościami, tym bardziej, że omawiali przykłady swoich pacjentów. Czyli mieliśmy konkret, praktyczne przypadki i rozmowy specjalistów w danym temacie. Swoją drogą ciekawe, że poza tym forum nabierali wody w usta...

Bardzo pomocne było też to, że nikt, ale to absolutnie nikt nie chciał nawet podejmować tematyki zagrożeń, czy też potencjalnych zagrożeń najnowszych preparatów. Jeśli w danym temacie jest kompletna cisza, nikt nie chce zabierać głosu, temat nie istnieje - to znaczy, że powinna się nam zapalić wielka czerwona lampka o wielkości latarni morskiej!

Weźmy tak na zdrowy rozum: zwykle wszelkie preparaty badane są laboratoryjnie i na pacjentach całymi latami, tymczasem ten dotyczący koronawirusa pojawił się w trakcie trwania pandemii - więc bardzo szybko. To kiedy odbyły się testy? Oczywiste jest, że ich nie było, a ze względu na najnowszą użytą technologię mRNA to nie wiadomo jakie testy powinny być przeprowadzone i jak długo powinny być one przeprowadzane.
Więc mamy coś nieprzetestowanego, coś nowego i mają nam to zapodawać. W takich okolicznościach całkowicie sensowne są pytania: czy to jest bezpieczne? Czy to jest przetestowane? Czy coś mi grozi? Czego mam unikać po przyjęciu?

Jeśli te tak niezwykle istotne pytania, nie tylko pozostają bez odpowiedzi, ale nawet same ich zadawanie jest traktowane jak obraza absolutu - to coś jest baaardzo nie tak...
    To podaję tak czysto informacyjnie:
    1. Faza przedkliniczna - przed rozpoczęciem badań na ludziach trwa od 1 do 5 lat.
    2. Faza I - testy na ochotnikach - trwają 1 do 2 lat
    3. Faza II - testy na chorych pacjentach od 2 do 3 lat
    4. Faza III - rozległe badania kliniczne (w tym ocena ryzyka itp.) od 3 do 5 lat
    5. Faza IV - monitoring po wprowadzeniu preparatu na rynek, po zatwierdzeniu leku przez odpowiednie instytucje np. FDA i EMA. W tej fazie nie ma przedziału czasowego, ich charakter jest ciągły.
Dodatkowo jeśli pojawią się jakieś nieprzewidziane komplikacje to przedziały te mogą się wydłużyć lub skrócić o ile mieliśmy szczęście. Z długością jest też związane to ile posiadamy na daną fazę funduszy.

Czyli jeśli chodzi o preparat "szczepionkowy" na Covid nie udałoby się w tak krótkim czasie przeprowadzić nawet 1 fazy testów (przedklinicznych).

W takich okolicznościach, poddawanie w wątpliwość działania i bezpieczeństwa preparatu to nie jest żadna "teoria spiskowa" tylko rozsądek (wskazuje na przemyślenie i być może zweryfikowanie tematu) w takim wypadku fakty potwierdzają bezsprzecznie, że tak jest. Tymczasem CIA mówi: to właśnie tutaj należy uderzyć w myślących i ośmieszyć!


Ocena czy coś jest wyssane z palca czy faktycznie istnieje dane zagrożenie - jest kwestią niezwykle skomplikowaną. Sama analiza źródeł i ich weryfikacja nie tylko jest czasochłonna i kosztowna, ale wymaga wiedzy i doświadczenia. Dlatego jeśli ktoś w ciągu 0,5 sekundy nazywa coś "teorią spiskową" to powiedzmy sobie szczerze - nie zapoznał się z niczym, nic nie przemyślał i nic nie zweryfikował - np. nie sprawdził ile czasu średnio trwa testowanie nowego preparatu itp. a przecież to zależy od rodzaju preparatu, rodzaju choroby itp.

Dlatego w mojej ocenie jest to temat niezwykle skomplikowany, wymaga od danej osoby, aby potrafiła słuchać, myśleć i posiadała unikalne cechy przenikliwości oraz wnikania w dany temat. Naprawdę rozumiem, że to przekracza nasze zdolności (tym bardziej w 1 sekundę)...

Niemniej jeśli coś jest dla nas zagrożeniem, to nie mamy wyjścia musimy przeanalizować zagrożenie i w jakim zakresie nas obejmie i jak groźne dla nas może być. To pomaga podejmować mądre decyzje, jak zmiana trybu/miejsca życia, przygotowanie się zawczasu lub nawet zwykłe ubezpieczenie się. To całkowicie logiczne działanie.

Od szacowania zagrożenia - zależy nasze życie. Nie należy o tym zapominać, bo uśpiliśmy się, że to "przecież jest teoria spiskowa"...


Rozsądne jest myśleć


...a nie przyczepiać etykiety, tym bardziej że znamy ogromne ilości torii, które od dziesiątek lat uchodziły za spiskowe, a dziś mamy pewność, że to są fakty.

Przykładowo lot Orville’a Wrighta z 17 grudnia 1903 jest uznawany za pierwszy lot samolotu. Jednak w tym czasie w prasie pojawiały się prześmiewcze artykuły pozujące na naukową analizę, które "udowadniały", że taki lot nie jest możliwy ze względu na np. prawa fizyki itp. Przyznam, że w takich wypadkach Brzytwa Ockhama bywa zwodnicza i najlepiej udać się w miejsce gdzie przeprowadzane są testy lotów i przekonać się naocznie czy to wariaci mówią, że latają, czy nie;)

Kim tutaj byli ci dziennikarze, którzy wiedzieli lepiej, którzy lepiej znali prawa fizyki?

W mojej ocenie byli/są to ślepi ludzie, którzy nie mają pojęcia o czym piszą, ale uwielbiają etykietować tematy, które w ich wąskim rozumie się nie mieszczą!

Myślę, że jest to znacznie bardziej niebezpieczny przypadek oszustów, od tak prześladowanych roznosicieli "teorii spiskowych". To właśnie ci pierwsi zasługują na bardzo, bardzo surowe ocenianie ich kim są!

sobota, 26 lipca 2025

Czego wam nie powiedzą - wieści z USA cz. 2

W poprzednim odcinku tej serii zaprezentowałem wam treści ukrywane przed Europejczykami - bo przecież mamy się tutaj zajmować zupełnie innymi tematami i to O ILE ważniejszymi...

Dziś poruszę kilka nowych kwestii, o których nie miałem czasu wspomnieć wcześniej.

Po pierwsze kilka miesięcy temu ten kolega mówi do mnie coś takiego: stoi jakaś chyba kongresmen (dokładnie nie pamiętam, ale podał jej nazwisko) i nawija do wszystkich, że z funduszy USAID (Wikiepia - choć tutaj się nic a nic nie dowiecie) poszła spora kasa do Polski na protesty przeciwko wyborom prezydenckim - te wybory w Polsce nazywamy "wyborami kopertowymi".
Nie skomentuję sedna tego tematu teraz, bo teraz piszę tylko w telegraficznym skrócie...

Mówi to do mnie bo o moim kraju jest mowa, a ja oczywiście pierwszy raz o tym słyszę! Jednak sprostowałem jedną rzecz, którą najwyraźniej ona nie powiedziała, mianowicie że ta amerykańska "bratnia pomoc" była tak skuteczna, że do tych wyborów faktycznie nie doszło (!).
Już pozostawię teraz kwestię tego, że to pierwszy tak duży sukces sił antydemokratycznych w Polsce, niemniej ciągle ktoś w Polsce przy wyborach miesza (patrz Wybory - coś poszło nie tak!). Temat jest tak szeroki, że starczy na całą serię postów - które może kiedyś powstaną, bo tematów, o których się nam nie mówi w tej materii jest bardzo, bardzo dużo!

U nas w Polsce po tym opisywanym mi niemal na żywo wydarzeniu, zaczęto poruszać temat dość niemrawo, ale nikt tego nam nie przedstawił w ten sposób jak ten kolega i nikt tak szczegółowo. Bo to powinno być nam przedstawione w ten sposób, że każda TV (a mamy ich wiele, nawet takich które są tylko kanałami informacyjnymi - to tak przypominam bo pewnie wszyscy zapomnieli!) powinna puścić to jej wystąpienie tak, aby każdy Polak wiedział co przypadkiem się dzieje odnośnie Polski w amerykańskiej Izbie Reprezentantów - czy może w Kongresie to miało miejsce... no ale właśnie nie transmitowano nam tego więc nic o tym nie wiemy...

Po drugie w tym samym momencie w Ameryce rozgorzała dyskusja o hodowli niejakich trans-małp za kasę z USAID i z tym pewnie mogliście się spotkać w internecie, ponieważ wszyscy amerykanie się z tego śmiali, ale właśnie ponownie tylko amerykanie, bo z tego co widzę to w Europie kompletnie żadne media nie miały zamiaru nam tematu naświetlić...

Trzecią kwestią jest ponowna nasza rozmowa, która miała miejsce dwa tygodnie temu. To część większej rozmowy, oto najistotniejsze jej elementy:
    Dear Chinese friends, it has just come out that USAID sent 11,000 virus samples to Wuhan China lab without oversite, contract agreement or clearly described safeguards. USAID also sent virus samples to Malaysia & India

    (((w tym momencie, pewien Chińczyk wyraził swoje spore zaniepokojenie)))

    Don't worry it just came out but is old news from around when covid came out
    US Taxes at work

    They also sent to Congo & Liberia but I am pretty sure none of us are from there. Wuhan got 3000 human samples, 6380 bat virus samples, & 1671 rodent virus samples.

    USAIDS " PREDICT" program run by EcoHealth Alliance were behind it.

    Gain of function research is illegal in USA because bioweapons can be made with it, unless they call it "Directed evolution"
Chyba żyję w innym świecie, bo ponownie u nas o tym kompletna cisza...

Gdy wpisuję teraz w Google "USAID i covid" pojawiają mi się same amerykańskie źródła. (W dobie AI język zapytania staje się coraz mniej istotny, a wyniki jak widać mogą dotyczyć innych języków - których przecież czytelnik może nie znać.)

czwartek, 26 czerwca 2025

Google parzy i piecze? W TVP tak!

Od dobrych nastu lat na tym blogu opisuję sytuacje, w których "dziennikarze" odwalają taką fuszerkę, że aż trudno w to uwierzyć! Tracą nasz czas i często za nasze pieniądze... :/

Teraz sytuacja rozgrzała się do czerwoności, dzięki brutalnemu powstaniu tzw. świątyni propagandy (patrz Mistrz Krzysztof Stanowski informuje nas co się właściwie dzieje... ), więc Google piecze w oczy i parzy palce!

Dlatego przypomnę wam jeden z najbardziej absurdalnych przykładów, a jest ich mnóstwo - przynajmniej ja mam szczęście do takich:


F22 z prędkością światła, wpadka TVP.

Naprawdę zatrudnienie dowolnego blogera lub Vlogera dałoby 1 000 000 000 lepsze rezultaty...
Przynajmniej ubrany w żaroodporne odzienie używałby Google lub Wikipedii :P

Polska śmieje się z tego przykładu intelektu i przenikliwości dziennikarskiej już od dość dawna, głównie ze względu na to że: 1. Przeczy to wiedzy naukowej 2. Trudno znaleźć zastosowanie militarne dla takich myśliwców...


Mam jednak dla Was dobrą informację - mam! MAM!
Naprawdę mam taki przykład!
Może dzięki temu ta dziennikarka nie wyleci z pracy (choć bardziej powinni wylecieć ci co ją zatrudniali!)

Zastosowaniem strategicznym takich myśliwców na polu walki są...

...odwierty.

Myśliwiec startuje, kieruje się w kierunku ziemi, następnie odpala prędkość światła i odwiert gotowy.

Następnie w powstałej jaskini umieszcza się helikoptery i czołgi, aby mogły zaatakować z zaskoczenia, no bo przecież na żadnej mapie tej jaskini nie ma!


Update:
Komentarz z YT:
    @pavelcrux1667

    8 minut i do słonca doleci i to bez wspomagania a jak wspomaganie załączy to na Kessel ponizej parseka wyrobi.

piątek, 16 maja 2025

Wyrób samochodopodobny - takie tylko w UE!

Sądziłeś, że eurokraci osiągnęli już szczyt szaleństwa??

Że już pokazali jak niszczą Europę??

Wszelkie walizy z pieniędzmi i krzywizny bananów (Dobrze wykształcone... ogórki !;) ) to dziecinada względem tego co teraz przeczytasz!

To co dziś omówię, nie jest obecnie poruszane, bardzo ciężko jest o tym znaleźć cokolwiek w necie. Dlatego wybaczcie, tym razem po raz pierwszy w wielodziesięcioletniej historii tego bloga, nie mogę wam podać dobrych źródeł, mogę jedynie udostępnić wam oficjalne, skąpe dane - dlatego można je tylko traktować jako drogowskaz do dalszych poszukiwań.


Co charakteryzuje samochodopodobny wyrób?


To samochód, który z całą pewnością chcielibyście mieć. Będzie on w stałej łączności (telefonia komórkowa) z producentem samochodu, tak aby ten mógł w każdej chwili zadbać, aby nic w samochodzie nie uległo zmianie.

Stała łączność powoduje, że jeśli w sposób nieautoryzowany zostanie coś w samochodzie zmienione to taki samochód już dalej nie pojedzie. Jeśli natomiast coś jest nie tak, to producent w każdej chwili może zresetować system za pomocą tz. wymuszenia OTA (ang. Over-The-Air), czyli aktualizację oprogramowania bez zgody właściciela. A że samochód jest połączony stale to nie stanowi to problemu, aby zassał sobie coś i zainstalował. Czy będzie w tym czasie sprawny (jeździł) tego nikt nie wie - doświadczenia z Microsoft Windows są druzgoczące...

Jedno jest pewne jeśli coś się nie będzie zgadzać, producent auta zgodnie z wszystkimi prawami UE zdalnie nie wyrazi zgody na to, aby taki pojazd jeździł - to będzie wykluczenie cybernetyczne zmodyfikowanych pojazdów???
Obecnie takie rozwiązania całkowitego wyłączania są stosowane przez producentów pociągów (nie teraz, ale od jakiegoś już czasu).

Wyrób samochodopodobny, będzie się składał z kilkunastu modułów elektronicznych, które odpowiadają za konkretne elementy samochodu. Dlatego aby w serwisie przeprowadzić naprawę danego elementu trzeba będzie mieć na to uprawnienia i uiścić odpowiednią opłatę, czyli 100 euro za element. Jednak naprawa doda nam 100 euro za każdą część, a przy pechu będzie to wielokrotność przekraczająca nawet 1000 euro.

Dlatego zapomnijcie o jakiś samodzielnych modyfikacjach samochodu, ale UE zadba abyście się bardzo mocno trzymali za portfele!
...w sumie nic nowego - to potrafią...

Oczywiście każdy z nas bardzo chce, aby jego samochód łączył się i ściągał coś, aby bronił się przed naprawami/modyfikacjami i aby sam dostęp do sieci OBD (ang. On-Board Diagnostics) był słono płatny.


Myślicie, że oszalałem? Myślicie że to są kompletne brednie??

Niestety nie, to oni w UE oszaleli!

Mam dla was bardzo złe informacje, takie samochody są w UE już dziś!!!

Zgodnie z prawem jakie zostało wprowadzone (patrz źródła na dole), wszelkie prawo do tego celu funkcjonuje od 2024 roku oraz 2025, co powoduje że każdy samochód wyprodukowany w UE obecnie spełnia wszystkie tutaj opisane szaleństwa.


Duży problem...


Pozostawię na razie to, że za głupią naprawę będziemy płacić 100-1000 euro więcej (w końcu ktoś musi za te szaleństwa słono zapłacić - praaawdaaa??).

Ja widzę problem inny, że gdy dzieje się coś naprawdę bardzo złego, to wtedy szybko chcemy zapakować rodzinę niczym Tom Cruise w filmie do samochodu i wiać tak szybko jak się da.

Samochód do tego służy, aby zawsze jeździł oraz aby jeździł szczególnie wtedy kiedy jest jakieś niebezpieczeństwo.

Problem w tym, że gdy coś się poważnego dzieje telefonia jest przeciążona i nikt się nie może nigdzie dodzwonić (kiedyś doświadczyliśmy takiej sytuacji). Więc nie będzie mógł się dodzwonić również nasz samochód...

I co się stanie?
No STANIE!

Samochód stanie się wtedy kupą złomu a nie samochodem!


To co nas ostatnio zapewniała kandydatka na prezydenta prof. Joanna Senyszyn - żadna wojna w Europie nam nie grozi i możemy się skupić na ważniejszych tematach niż zagrożenie wojną, bo to zostało już całkowicie zażegnane.
...jednak inni eksperci mówią że zagrożenie jest przeogromne, że Europa będzie musiała się w kilka lat zmierzyć z zagrożeniem niczym Ukraina. Wielki ruch (nawet polityczny) w ostatnim czasie w UE świadczy o tym, że nawet największe tępaki polityczne z UE ((bo oczywiście zawsze musimy pamiętać o tym, że za wszystkie problemy UE odpowiadają właśnie oni i tylko oni - szczególnie za wojnę na Ukrainie oraz związany z nią i zielonym ładem kryzys energetyczny, rozbrojenie kluczowych krajów UE. Zawsze należy pamiętać, że w momencie gdy były budowane Nord Stream to wtedy trzeba było ukarać Niemcy za to w sposób najsurowszy (łamało to wtedy traktaty UE tylko żaden tępak tego nie zauważył...))) traktują temat super poważnie.

Więc jeśli genialna prof-profetka Joasia jednak się pomyli i zdarzy się w UE jakaś bardzo przykra sprawa w ciągu najbliższych 10 lat (jak mówią eksperci) to w UE będzie już spora liczba samochodów wyprodukowanych od 2025 roku i będzie tak działać jak wyrób samochodopodobny!

Pierwszego dnia ataku, wszyscy którzy będą chcieli się ratować, mogą o swoim samochodzie zapomnieć. Nawet pominę kwestię tego, że można przeprowadzić atak chemiczny, cybernetyczny lub militarny na infrastrukturę telefonii (lub samą transmisję), ale też na serwery producentów samochodów.

Przypomnę jeszcze na marginesie, że chronienie się jest naszym obowiązkiem, jak twierdzą eksperci od tematu: obowiązkiem obywatela jest opuścić zawczasu miejsce działań wojennych - tam mają się znajdować wyłącznie żołnierze. Jeśli cywil słyszy wybuchy to znaczy, że nie zastosował się do tej zasady.

Czeka nas wizja taka jaką widzieliśmy w filmie Wojna Światów, gdzie Tom Cruise jedzie pomiędzy rzeką niedziałających samochodów - jednak te niedziałające to będą te kupione po 2025 roku!
...czyli będą to samochody całkowicie sprawne, nowe, dopiero kupione, ale kompletnie niejeżdżące!


Kto jest taaaak głupi, aby tak niszczyć Europę????


Z jednej strony szaleńcy z UE chcą się zbroić lepiej od USA, czy też chcą tworzyć armię UE (polecam: Bohaterska armia europejska!) - a z drugiej strony przygotowali nam samochody, które nie będą działać w czasie wojny!

(nawet nie wspomnę o wojskowych wozach, których zadaniem jest zagłuszanie wszelkich sygnałów, np. po to aby zapobiec atakom dronów)


Zielony ład


Kolejnym zagadnieniem, którego nikt nie łączy, ale połączyć go tutaj trzeba, jest coś co już dziś funkcjonuje w Warszawie (od 1 lipca 2024 roku), czyli tzw. Strefa Czystego Transportu (SCT).

To są dziwne działania władz lokalnych, które zmuszają nas do kupowania nowych samochodów (wykluczenie ogromnej ilości warszawiaków z ruchu drogowego!), które dziwnym trafem będą tylko wyrobami samochodopodobnymi...

Jak widzicie to jest samonapędzająca się machina!

Super!

Gratulacje! Lepiej tego zrobić nie było można!

Kaputin siedzi w fotelu i klaszcze z radochy!!!



Info podesłał i opisał mi Kuba - dzięki Kuba!
Kuba ma masę własnych przemyśleń (bardzo ciekawych) odnośnie tego dobra jakim jest cyberbezpieczeństwo pojazdów w UE, ale również ma on swojego bloga, więc po nie odsyłam do niego - jak coś na ten temat napisze.


Mówiliśmy "samochód" a dziś to samoNIEchód...


Źródła

  1. Cybersecurity: regulacje UN R155 i R156
      Tu artykuł propagandowy o tym: R155/R156 - krótki przewodnik po nowej regulacji w zakresie cyberbezpieczeństwa dla automotive

      Widzimy tu tępe opisanie tematu, gdzie dużą uwagą obdarzono mechanizmy zmuszania do wprowadzania tych rozwiązań - to super poważna sprawa, bo to nie jest opcjonalne!
  2. Wymuszanie OTA (ang. Over-The-Air) i zapobieganie modyfikacjom w pojazdach (wdrożone od połowy 2024 roku)
  3. Trwa obecnie doprecyzowanie UE Data Act - które ma regulować dostęp do danych pokładowych (ma wejść od IX 2025)
  4. Samochody już dziś ograniczają dostęp do sieci OBD (ang. On-Board Diagnostics) - spory szum jest obecnie o tym w necie, osób które opisują siebie jako pracowników serwisów samochodowych, ale trudno jest mi to zweryfikować. Może macie z tym jakieś doświadczenia?


Update:
Oto co już dziś daje do myślenia: Fala tajemniczych awarii samochodów w Polsce centralnej i północnej. Już wiadomo, że to sprawka Rosjan (Auto Świat; 10 czerwca 2025), gdzie czytamy:
    (...) Problemy takie jak zawieszanie sygnału mogą jednak spowodować błędne interpretacje danych przez służby kontrolne, które czasami uznają je za próbę manipulacji urządzeniem, szczególnie w czasie kontroli zagranicznych. (...)


Jeśli nie jest zaznaczone inaczej (lub nie jest zaznaczone wcale) zamieszczone ilustracje pochodzą z Wikimedia Commons lub są mojego autorstwa.


Ta strona używa cookies oraz innych technologii Google (i innych firm w specjalnych dodatkach po prawej stronie) w celu prawidłowego działania tej stronki (jej elementów jak np. ankiety, reklamy itp.) oraz zbierania statystyk. Korzystanie z tego bloga powoduje zapisywanie typowych plików na Twoje urządzenie (np. komputer, tablet itp.) o ile w ustawieniach przeglądarki nie zmienisz tego.

W UE się ludziom w głowach przewraca, więc dla świętego spokoju zamieściłem to absurdalne ostrzeżenie...