wtorek, 25 kwietnia 2017

piątek, 21 kwietnia 2017

Klocki LEGO są podróbką?

Dziś bardzo walecznie LEGO walczy ze swoimi podróbkami (w tym niektórymi niemal jeden do jednego podrobionymi, włącznie z prawami do np. Gwiezdnych Wojen itp.), tymczasem warto zadać pytanie czy klocki LEGO nie są podróbką?

Jeśli nie wiesz obejrzyj filmik, który podesłał QTZ:


Bricks Before LEGO

Tu przykład tego jak w 2016 roku w Polsce walczyło przedstawicielstwo LEGO z podróbkami klocków z Chin (stronka jednego z patronackich sklepów LEGO w Warszawie).

Dzięki QTZ za fajny filmik!;)

środa, 12 kwietnia 2017

Precire - algorytmiczny psycholog

W obecnym numerze "Świata Wiedzy" znajduje się artykuł omawiający opracowanie algorytmu, który na podstawie zapisu głosu rozmówcy (lub tekstu) jest w stanie zastąpić kilka dni pracy tradycyjnego psychologa (adekwatność sięgająca 90%). Za pomocą smartfonów/tabletów jesteśmy przyzwyczajeni do tego jak proste algorytmy osiągają wyniki, które zaskakują. Tu jednak udało się osiągnąć nową jakość. W tekście czytamy:
    To co robimy, dotyczy każdego.
    Ta technologia zmieni świat.

    Dirk Gratzel, założyciel PRECIRE Technologies
Z tego oprogramowania korzysta już sto firm i zbadało kilkadziesiąt tysięcy osób, które poddały się badaniu np. podczas procesu rekrutacji itp. Potencjał takiego oprogramowania jest ogromny, nie trudno przewidzieć, że da się na nim zarobić duże pieniądze, a firm zainteresowanych takim produktem będzie dużo, dużo więcej.
Na razie oprogramowanie jest dostępne tylko dla firm, ale niebawem dostępne będzie również dla osób prywatnych.


Na czym polega badanie?

Algorytm bada jedynie 15 minut prostej wypowiedzi, składającej się z odpowiedzi na dość ogólne i banalne pytania, choć tak naprawdę to nie treść wypowiedzi jest badana. Algorytm bada sposób wypowiedzi: dobór słów, szybkość wypowiedzi, długość przerw i akcentowanie, ozdobniki, długość zdań itp. Bardzo istotne są różne drobne niuanse, z drugiej strony dość oczywiste rzeczy jak powtarzanie słów, w tym konkretnie statystyczna analiza co jest używane najczęściej. Jeśli chodzi o treść to jedynie sprawdzane są najbardziej istotne z psychologicznego punktu widzenia słowa, tzn. czy są używane czy nie i jak często, z czego można wyciągnąć wnioski o np. sposobie komunikowania się z innymi, a przez to można pójść dalej i wyciągnąć dalece dalej idące wnioski. Do takich słów można zaliczyć: "muszę", "ktoś", "bardzo" itp.
Algorytm na tej podstawie podejmuje wszystkie najistotniejsze wnioski, w tym takie czy ktoś w wypowiedzi skupia się na uczuciach, czy na faktach.

Z jednej strony to pewna magia, że na podstawie nieświadomych różnych drobiazgów da się określić dość szczegółowy profil psychologiczny. Z drugiej warto wiedzieć, że to samo robią psycholodzy, sam latami pracowałem naukowo w tej dziedzinie i na własne oczy widziałem jak profesor w błyskawicznym tempie miał pełen obraz osobowości rozmówcy (w tym poważnych zaburzeń psychicznych), co było bardzo pomocne np. w sposobie robienia interesów itp. Najwyższej klasy specjaliści w sposób mniej lub bardziej świadomy ze sposobu wypowiedzi, ruchu ciała, spojrzenia, a nawet sposobu stawiania kroków byli w stanie określić to co chcieli.
Dlatego psycholog może badać nieco podobnie do tego algorytmu, obserwuje zachowanie, w szczególności wypowiedz danego delikwenta i buduje sobie jego profil. Jednak być może odbywa się to w pewien sposób nieświadomie, tzn. całą obliczeniową część wykonuje mózg, a psycholog dostaje wynik ostateczny i jest pewien co do poprawności wyniku takiego "badania". Tu algorytm robi to samo (pewnie mniej szczegółowo i na mniejszej ilości zmiennych), lecz dzięki rozbudowanej bazie danych szybko określa do jakiej grupy przyporządkować daną obserwację.

Najistotniejszą kwestią byłoby określenie, która wartość z obserwowanych cech oznacza jaką cechę osobowości, było by to opisanie tego co się odbywa w głowie psychologa. Autorzy tej aplikacji tego nie musieli robić, jedynie przeprowadzili kilka tysięcy badań i odpowiedzi na te pytania pojawiły się same w postaci statystyk (rozkład itp.).


PRECIRE DE


Czy to zmieni świat? Czy psycholodzy przestaną być potrzebni?

W mojej ocenie może nie w 100%, ale faktycznie zmieni to świat w tym sensie, że za 10 lat być może będą z tego korzystać wszystkie firmy, a ludzie będą się tym bawić w jakiejś aplikacji, bądź będą z takich wyników korzystać największe stronki internetowe (np. twarzoksiążka albo gmail analizując nasze wypowiedzi). Jeśli tak to psycholodzy, z pewnością będą mieli mniej pracy, lecz to nie znaczy że się ich wyeliminuje, bo w mojej ocenie to ostateczną ocenę powinien podejmować psycholog (choć z drugiej strony odpadnie najnudniejsza i najbardziej czasochłonna kwestia - czyli przygotowywanie, przeprowadzanie i spisywanie wyników tradycyjnych testów).

Ogrom dziedzin, w których znajdzie zastosowanie taka technologia jest nieograniczony, co mnie bardzo fascynuje. Z drugiej strony stanowi to dla nas zagrożenie, z punktu widzenia wycieku danych osobowych, czy też poufnych cech danego człowieka. Przykładowo wystarczy do przetworzenia użyć dowolny z moich wykładów na YouTube, aby mieć pełen obraz mojej psychiki! Odpowiedz sobie na to pytanie, czy Ty sobie tego życzysz??

Jeszcze gorzej będą mieli ci, którzy mają co ukrywać. Co jeśli pójdziesz na rekrutację do pracy, a tam wyjdzie, że jesteś seryjnym zabójcą?? A co jeśli wynik będzie niedobry, gdy wybierzesz się do firmy ubezpieczeniowej?

Pamiętajmy o tym, że taki algorytm to ogromne możliwości, ale też ogromna odpowiedzialność. Przykładowo mamy takie możliwości więc udostępniamy wszystkim podstawową wersję dostępnych wyników badania, czyli takich, których opublikowanie nie będzie stanowiło kontrowersji. Ale np. firmy ubezpieczeniowe chętnie słono zapłacą za rozszerzone wyniki, które są dla nich bardzo cenne, a dla nas mogą być szkodliwe. To sytuacja, w której pracownik nie będzie w stanie nam rzeczowo wyjaśnić dlaczego mamy bardzo wysokie składki itp. W mojej ocenie to właśnie będzie sygnał, że żyjemy już w nowej rzeczywistości!

Niestety psycholodzy stracą nieco tortu, a osoby z zaburzeniami zostaną jeszcze bardziej zmarginalizowane, czyli wykluczone.

Jednak rezultaty jakie daje ten algorytm, nie przestają mnie fascynować;)

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

"Spadła z obłoków" radocha dla dzieciaków z PRLu

"Spadła z obłoków" to czechosłowacki serial SF dla dzieci, emitowany w latach 80. w TVP (Wikipedia). Dla mnie był to bardzo fajny serial, który wywarł na mnie (jako na dziecku) tak duże wrażenie, że do dziś pamiętam jego tytuł;)

Serial jak na rok 1978 robił wrażenie licznością i zaawansowaniem efektów specjalnych, które były rzadkością w produkcjach z bloku socjalistycznego. Cóż, dla mnie to kawał historii i mojego dzieciństwa;)

Na YT została wyłączona możliwość zamieszczenia filmu na stronkach, więc podaję jedynie linki:

Majka z Kosmosu / Spadła z obłoków / Spadla z oblakov - 1/13 (wersja z rosyjskim lektorem(YT)

Właściwa treść odcinka zaczyna się od 19 minuty. Majka spadła z nieba i w ten sposób zaczynają się przygody przyjaciół na następnych 12 odcinków serialu;)
She came out of the blue sky (Fallen from the sky) (wersja z angielskimi napisami) YT

Odcinek 2: Majka z Kosmosu / Spadła z obłoków / Spadla z oblakov - 2/13 (YT)
To dopiero w drugim odcinku zaczyna się właściwa treść serialu, która wypełnia wszystkie pozostałe odcinki serii.

Główną rolę kosmitki zagrała Zuzana Pravňanská, którą z ciekawością bym dziś zobaczył, a nawet chętnie się z nią umówił;)


Update:
Majka posiada encyklopedyczną wiedzę o Ziemi, jednak w tym celu używa swojego tajemniczego paska. Dziś na myśli mi przychodzi, że to zestaw pendrive'ów, które wsadza do komputera (tabletu??) znajdującego się na wysokości sprzączki ;)

sobota, 8 kwietnia 2017

Szkodnik - Urząd Skarbowy cz. 6 Oddział specjalny

Jest dziś powszechnie znanym faktem, że sąsiadująca z nami skarbówka jest wrogiem publicznym w Polsce (np. poprzez interpretowanie przepisów po swojemu w każdym z budynków inaczej - próg urzędu jest jakimś portalem do innej rzeczywistości!). Jednak mało kto wie, że to nie jest jedyne zagrożenie, szczególnie zajadłym wrogiem jest oddział specjalny.

Specjalna jednostka składająca się z łowców nagród znajduje się w Białymstoku... Czy na pewno?? Nie trudno tutaj o skojarzenie z jakimiś "rzezimieszkami" (dzienniarze nazywają metody pracy urzędników stalinowskimi), którzy ukrywają się przed światem. Ukrywają? Tak! Bo nie wiadomo gdzie się znajdują, gdyż ktoś to tak genialnie wymyślił, że adres odnosi się do Białegostoku, ale równocześnie do Łomży...
To nie żarty! Tak naprawdę jest! (panoramafirm.pl)

Urzędnicy z tego specyficznego oddziału (tzw. UKS) zagrażają nam wszystkim, gdyż jeżdżą po całym kraju i tropią podatników. Dlatego warto mieć świadomość, że lokalny urząd skarbowy to nie jest jedyne zagrożenie, jest jeszcze ogólnopolski oddział specjalny.
Chyba nie trudno jest sobie wyobrazić jak reaguje podatnik, gdy zgłasza się do niego urząd z Białegostoku/Łomży, w którym być może podatnik nigdy nie był!
(jeszcze trudniej jest się znajdować w Białymstoku i Łomży równocześnie, ale zdaje się że tym urzędnikom się to udało!)

Najciekawsze jest to, że te ogólnokrajowe wypady najprawdopodobniej są... nielegalne! Tak przynajmniej zapewnia mnie znajomy prawnik. Właśnie ma zapaść wyrok, który rozstrzygnie, czy ten specjalny urząd miał jakiekolwiek podstawy prawne do tego, aby przeprowadzać ogólnopolskie kontrole!

Efektem tego będzie unieważnienie obecnie toczących się spraw sądowych (wiele właśnie zostało zawieszonych), jednak pytanie co z rzeszami tych, którzy w ostatnich latach zostali przez nich kontrolowani, czy też jak kto woli katowani (tzn. tam gdzie faktycznie były popełnione błędy podatnika oraz tam gdzie błędów nie było, ale była wola zniszczenia go za wszelką cenę, bo tak postępują łowcy nagród (innym razem opublikuję ciekawe fakty dotyczące sposobów działania białostockich łowców głów)).

Obecnie zmienił się rząd i atmosfera się zmieniła z ministra, który nakazywał/zlecał bezprawne niszczenie podatników (o czym pisałem kiedyś) do dającej nadzieję. Z tego wnoszę, że dziś naprawdę możliwy jest wyrok, który unieważni podstawy funkcjonowania tej jednostki specjalnej.

Do czego to doprowadzi? Z pewnością do dużego zamieszania, ale też być może do gigantycznych odszkodowań, za które po raz kolejny MY będziemy płacić, a nie urzędnicy, czy ministrowie...

Niemniej ja na ten wyrok czekam i nie omieszkam poinformować Was o wyniku.


Update:
Wcześniejsze posty:
- Szkodnik - Urząd Skarbowy cz. 5 19 lat walki czyli homo sovieticus
- Szkodnik - Urząd Skarbowy cz. 4 Minister pod sąd
- Szkodnik - Urząd Skarbowy cz. 3 wliczanie przesyłki
- Szkodnik - Urząd Skarbowy cz. 2
- Szkodnik - Urząd Skarbowy cz. 1
- Krystyna Chojnacka - śmiertelna ofiara urzędników
- Polska tonie w urzędniczej makulaturze (2012 rok)
- Polski urzędnik odpowiedzialny za swoje decyzje ? (2011 rok)


Update 13 IV 2017:
Niestety sprawa ta niczego nie rozstrzygnęła. Sąd powództwo oddalił, z powodu błędów formalnych dotyczących powoda. Dlatego sąd nawet się nie zajął meritum sprawy, czyli tym o czym pisałem w tym poście. Kwestia pozostaje nadal nieuregulowana, czy UKS prowadzi kontrole w całym kraju legalnie czy nie.

czwartek, 6 kwietnia 2017

Ostatni numer Chipa

Choć w internecie ludzie piszą, że ponoć nikt tego nie czytał ;) To jednak z pismem tym jest związany kawał historii (w tym rodzimej informatyki) no i mi po prostu żal...

Ja kiedyś czytałem, a nawet lubiłem poczytać sobie o sprzęcie itp. Choć ostatnio faktycznie mało osób znam, które by czytały... Po pierwsze cena była niebotyczna, 22,99 zł to przesada. Z pewnością do problemu przyczyniły się upadki innych magazynów o podobnej tematyce i wyrośnięcie w ich miejsce tanich poradników dla osób, które nie bardzo znają się na komputerach. To poważna konkurencja, niemniej należy wiedzieć, że zamknięcie Chipa nie wynika z tego, że sprzedaż spadła drastycznie, zapewniam Was że tak nie jest. Pismo doczekało swojego końca dlatego, że taka decyzja zapadła u właściciela w Niemczech. Na polskie warunki gazeta, która by się sprzedawała w takim nakładzie, z pewnością by sobie poradziła. Niemiec widocznie widzi to inaczej - nie wnikam jego sprawa... choć nasz magazyn, do którego wielu czytelników się przyzwyczaiło...

Nie chcę też słodzić, bo z jednej strony pisali rzetelnie (fajnie mi się czytało) to z drugiej w latach 90. zrobili porównanie: Atari Falcon 030, (chyba) Amigi i Silicon Graphics. Problem polega na tym, że autor/zy zapoznali się jedynie z podstawową informacją o możliwościach i o Atari Falcon napisali w tym porównaniu bzdury, które spowodowały nieprawdziwy obraz w porównaniu z pozostałymi komputerami.

Tak to bywało, raz było lepiej raz gorzej, niemniej nie ma drugiego takiego pisma w kioskach, wiec jest słabo...


Link:
Koniec miesięcznika „Chip”, ostatni numer trafił do kiosków. Naczelny żegna się z czytelnikami osobistym tekstem (www.wirtualnemedia.pl)

'IN THE MOOD' - Glenn Miller (Enhanced HQ Sound HD)

Mój nieżyjący niestety już wujek, prosił aby na jego pogrzebie odtworzyć ten utwór:


'IN THE MOOD' -  Glenn Miller   (Enhanced HQ Sound HD)

Miał to być z jednej strony gest wskazujący, że nie chce aby był to dla nas dzień smutny (był niezwykle wesołym, pogodnym i sympatycznym człowiekiem), z drugiej jego zdaniem to najlepszy przykład piękna muzyki.


A tak zupełnie na marginesie, wujek pracował jako grafik w kinematografii, więc pewnie widzieliście w polskich filmach jego dokonania, choć talent miał zdecydowanie większy - wiem bo widziałem;)

poniedziałek, 27 marca 2017

Louise Weiss - założycielka i wizjonerka

Kilka dni temu obchodziliśmy 60-lecie podpisania tzw. traktatów rzymskich, które zapoczątkowały integrację europejską. Przy okazji warto wspomnieć zapomnianą już niestety(!) osobę, z której UE może być dumna.

Louise Weiss to wielka działaczka i idealistka uhonorowana Oficerem Legii Honorowej, w 1979 roku w wieku 86 lat została członkiem Parlamentu Europejskiego. W 1999 roku Siedziba Parlamentu Europejskiego w Strasburgu została nazwana jej imieniem (Wikipedia).

Louise Weiss wyraziła swoje cele, ale też obawy odnośnie przyszłości UE:
    (...) Bójmy się raczej tego, że skostniejemy
Jak widać Louise Weiss już kilkadziesiąt lat temu dostrzegała największe zagrożenia dla integracji europejskiej. Jednak chyba nikt nie ma wątpliwości, że jej dawne obawy dziś są smutną rzeczywistością...
...a szkoda bo miało być tak pięknie...

czwartek, 23 marca 2017

Problem Europy

Niezwykle smutne jest dla mnie to, że Europa przeobraziła się w swoisty poligon...




Nie trzeba być profesorem, aby oczami wyobraźni widzieć, że to dopiero początek... niestety...


Update:
Nie upłynęło kilka godzin od tego postu, a już mamy kolejny przykład ataku, wygląda na to że wykrakałem... niestety...

środa, 22 marca 2017

Polska wojna bankowa

Od bardzo dawna wiemy, że w Polsce rozgrywa się bardzo mocna i często głośna wojna między tzw. skokami, a bankami (oczywiście zagranicznymi bo w ostatnich latach mieliśmy w kraju istne bankierskie eldorado, więc jak ktoś chciał otworzyć bank to Polska w całej UE była najlepszym rozwiązaniem).

Po raz pierwszy do publicznej wiadomości temat ten trafił przy okazji poprzednich rządów PISu (około 11 lat temu), gdy ten był atakowany jako przesadnie sprzyjający skokom. Zapewne większość Polaków nie wiedziała o co tu chodzi, a pewnie duża cześć w ogóle nie wiedziała co to jest skok.

O co w tym wszystkim chodzi?

Gdy popatrzę dziś na lokaty w moim banku (kiedyś świetny bank, lider w PL) to mogę sobie założyć zwykłą lokatę na 1,7% oraz specjalną na 1,8%. Tymczasem w skoku dostanę dziś lokatę dobrze ponad 2% (nie znam szczegółów, ale każdy może wybrać się do skoku i zapytać ile mu zaproponują, a potem nie omieszkajcie w komentarzu napisać ile zaproponowali - z góry dzięki!). Jakby tego było mało, wysokość oprocentowania w moim banku zależy od kwoty oraz od innych warunków np. od tego czy są to nowe środki czy nie (nowe są wyżej oprocentowane).

Bardzo podobnie było za czasów pierwszych rządów PISu, gdy był światowy krach, oprocentowanie w bakach rosło niebotycznie (tu był filmik reklamujący oprocentowanie 10,5%), rosły koszty usług bankowych (z resztą nie powróciły do dziś) (tu podawałem konkrety z 2009 roku, które dziś brzmią jak bajki!), a kredyty mieszkaniowe miały tak wyśrubowane warunki, że mało kto był dopuszczany przez bank do kredytu (zdolność kredytowa). Tymczasem skoki kredyty udzielały bez problemów i na lepszych warunkach.

To skoro oferta banków, z zasady jest gorsza i bardziej problematyczna od skoków, to mamy tutaj do czynienia z ewidentną walką rynkową. Nie trudno zrozumieć, że w takiej sytuacji banki zrobią wszystko, aby zdyskredytować skoki. Jeśli zrobią wszystko to znaczy, że nie jest to już walka rynkowa, ale pozarynkowa.

Z tym wiąże się największy polski konflikt ostatnich lat (który dzieli społeczeństwo), bo tak się składa, że PIS wspiera skoki (i jest wspierany), a PO w podobny sposób przez banki. To fantastyczny powód do tego, aby ten konflikt nigdy nie zgasł.

Z punktu widzenia banków sprawa jest prosta: mamy silnego wroga (skoki), z którym nie mamy żadnych szans i żadnych argumentów, więc muszą naciskać na PO, aby ci atakowali PIS, który ostatnio przejął władzę (a od afery frankowej, realnie zagraża bankom, bo społeczeństwo oczekuje rozwiązania dawnego problemu i zapobieżenia przyszłym).

Można powiedzieć piękna wojenka...

Zastanawiający jest fakt, że przez ostatnie kilkanaście lat nie spotkałem się z żadnym artykułem oraz żadną informacją w internecie lub w wiadomościach w TV, który objaśniałby genezę i istotę tego problemu (tak jak ja w tym poście). Temat ten był poruszany bardzo często, ale informowano jedynie o tym, że PIS jest zły bo skoki lub PO jest złe bo banki (choć to drugie drastycznie rzadziej było poruszane). Czyli tak naprawdę były rzucane konkretne osoby widzom na pożarcie, wzniecano emocje, ale w kompletnym oderwaniu od tego że np. gdyby widz skorzystał ze skoku to lepiej by na tym wyszedł (to ostatnie nigdy, przenigdy nie padło).

Temat jest oczywiście szerszy, ale to milczenie dziennikarzy pokazuje wyraźnie, że nie wiedzą co to znaczy być dziennikarzem, co to znaczy przekazywać rzetelną wiedzę, fakty które dotyczą wszystkich (którzy chcą korzystać z usług bankowych).
Dlaczego w tym temacie nie chcą wyjaśniać widzowi o co w tym wszystkim chodzi?

To dlaczego oni się tak niekompetentnie zachowują, pozostawiam do rozstrzygnięcia Tobie;)

wtorek, 21 marca 2017

Pliki cookie na tym blogu

W panelu tego blogu pojawiła mi się następująca informacja:
    Zgodnie z przepisami Unii Europejskiej musisz informować użytkowników z krajów unijnych o plikach cookie wykorzystywanych na Twoim blogu. W wielu przypadkach przepisy wymagają również uzyskania ich zgody. Aby ułatwić Ci spełnienie tych wymagań, dodaliśmy na Twoim blogu powiadomienie o wykorzystywaniu przez Google określonych plików cookie Bloggera i Google, w tym plików cookie usług Google Analytics i AdSense. Na Tobie spoczywa obowiązek upewnienia się, że to powiadomienie jest odpowiednie dla Twojego bloga i wyświetla się na nim prawidłowo. Jeśli stosujesz inne pliki cookie, na przykład związane z dodaniem funkcji innych firm, to powiadomienie może nie być wystarczające. Dowiedz się więcej o tym powiadomieniu i Twoich obowiązkach.
Wydaje mi się to totalnie absurdalne, no ale po zakrzywieniach banana i ogórka to się już wszystkiego w UE można spodziewać...

Nie wiem jak Wam, ale mi się żadne powiadomienie nie pojawia, więc dodatkowo dodałem kolejne (wraz z moim komentarzem co do sensowności podobnych wymuszeń).

niedziela, 19 marca 2017

Szkodnik - Urząd Skarbowy cz. 5 19 lat walki czyli homo sovieticus

Marek Isański (Google) był tak długo prześladowany przez urzędników skarbowych, że obecnie stał się ekspertem od tego typu problemów. Założył Fundację Praw Podatnika, która ma pomagać innym przedsiębiorcom skrzywdzonym w podobny sposób.

W latach 90. prowadził Towarzystwo Finansowo Leasingowe, które udostępniało autobusy dla PKSu. Zatrudniał 40 pracowników, więc to był doskonały kąsek dla urzędasów, w końcu trzeba tych ludzi szybko pozbawić pracy! Wg. oprawców z urzędu skarbowego, kierowcy odbierali autobusy nie w tym mieście co trzeba (choreeeee!!! Co to ich interesuje!). Pan Marek po brutalnym wkroczeniu uzbrojonej szajki (tak jak w przypadku Romana Kluski; powstał też film ukazujący takie zdarzenia) trafił do aresztu na 3 miesiące, zabezpieczono 7,5 miliona złotych, a jego firma została zniszczona. Do tego był opisywany w mediach jako bandzior, więc nie miał możliwości pracować w kolejnych latach walki o swoje.

5 lat trwało sprawdzanie przez urzędników 200 transakcji (!). Oczywiście jak wiemy sprawdzane było to co można uznać za wykroczenie podatkowe, a nie to co mogłoby go bronić - cóż niestety, ale tak właśnie pracują urzędnicy, co opisywałem tutaj nie raz...

W sumie po około 20 latach, udało mu się wygrać (w 2012 roku), czyli udowodnić że wszystko było bezprawne, a posądzenie odnośnie odbioru autobusu przez kierowców - absurdalne. Niestety jest to regułą we wszystkich sprawach, że niskiej rangi (i klasy) urzędnik zarzuca firmie coś tam wziętego z sufitu, a wszystkie kolejne instancje biorą to za pewnik, a podatnika tak jak Pana Marka za bandziora... Urzędnicy podobne bzdury, brednie, kłamstwa i bajki nazywają "ustaleniami", wiem bo na własne oczy widziałem (pod tymi bzdurami podpisuje się trzech urzędników, choć z treści wynika że raczej tego nie czytali, bo jakby czytali to by nigdy nie podpisali się pod czymś podobnym).

Obecnie Pan Marek domaga się od Skarbu Państwa (a powinien od urzędników!) odszkodowania rekordowej wysokości 157 milionów złotych za bezprawne zniszczenie firmy. Ten kolejny bój trwa już kilka lat...
Nieumyślnie przez ten czas stał się ekspertem od bezprawia w Polsce, dlatego założył Fundację Praw Podatnika, poprzez którą będzie pomagał innym poszkodowanym, których niestety jest bardzo wielu. Działalność taka jest niezwykle cenna, gdyż podatnicy spotykają się z niebotycznymi bzdurami i bezdennym bezprawiem (o czym wielokrotnie pisałem), dlatego trudno jest sobie w takich warunkach poradzić. Bo jak walczyć z urzędnikami, skoro nie istnieje domniemanie niewinności (jak w sądzie), lecz uparte domniemanie winy, czyli masowe robinie bandytów z Polaków bez uwzględnienia: prawa, faktów i zdrowego rozsądku.

Dodatkowo rozpowszechnia wiedzę o tym jak duża jest skala przestępstw oraz innych mało znanych faktów. Przykładowo wiemy, że w Polsce walczy się z podatnikami wszczynając absurdalne kontrole, które się ciągną latami (np. omawiałem kiedyś przykład, gdy podatnik nie miał działalności gospodarczej więc urzędnicy wydumali, że prowadził ukrytą działalność w innym mieście gdzie nawet nie bywał itp.). Lecz istotne jest to, że takie działania są jedynie kosztem dla Polaków, co gorsze kontrole skarbowe u nas są 3 krotnie droższe niż w innych krach UE!

Innym faktem, jest niezwykle częste zmienianie przepisów podatkowych w Polsce, sam ten fakt jest podejrzany i jak widać doprowadza do wielu nieprawidłowości oraz do niezadowolenia, oburzenia podatników.

Każdy postawi teraz pytanie jak to naprawić? Pan Marek Isański twierdzi, że nie jest rozwiązaniem dalsze zmienianie, a nawet poprawianie przepisów. Jego zdaniem najbardziej niebezpieczne jest podejście urzędników do podatników i do swojej pracy. Nazywa ten syndrom homo sovieticus, czyli jesteśmy traktowani jak w Związku Radzieckim, z zasady jesteśmy oszustami i złodziejami (tu więcej na ten temat w wywiadzie z Panem Markiem).



Update:
Wcześniejsze posty:
- Szkodnik - Urząd Skarbowy cz. 4 Minister pod sąd
- Szkodnik - Urząd Skarbowy cz. 3 wliczanie przesyłki
- Szkodnik - Urząd Skarbowy cz. 2
- Szkodnik - Urząd Skarbowy cz. 1
- Krystyna Chojnacka - śmiertelna ofiara urzędników
- Polska tonie w urzędniczej makulaturze (2012 rok)
- Polski urzędnik odpowiedzialny za swoje decyzje ? (2011 rok)


Update:
Tylko fragment dotyczący tego postu:


Telewizja Republika - Marek Isański - Ekonomia Raport CZ.1 2016-05-06


Update:
Na początku tego postu jest link do Google, który podaje listę artykułów opisujących poczynania Pana Marka. Jednak na końcu wyników znalazłem takie oto zdanie:
    Niektóre wyniki mogły zostać usunięte na mocy europejskich przepisów o ochronie danych. Więcej informacji
Po kliknięciu w link pojawia się tekst pt. "Jak stosujecie postanowienia najnowszego orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) w sprawie prawa do bycia zapomnianym?".

To głośny temat zwany często kneblowaniem internetu. Jest to miecz obosieczny, osoby skompromitowane mogą z wyszukiwarki Google zniknąć, a osoby prześladowane niby mogą się bronić.

sobota, 18 marca 2017

środa, 22 lutego 2017

Bóle? A co dolega?

W ostatnim czasie miałem nieprzyjemność przekonać się na własne oczy z jakimi problemami może/musi się borykać pacjent w stolicy...

Pacjent skarżył się na bóle brzucha, po tygodniu stały się tak silne, że udał się do szpitala (osiem godzin czekania na ostrym dyżurze!). Tam po krótkich oględzinach uznano, że to jakieś zakażenie i zalecono tygodniową kurację antybiotykową. Po tym czasie, oczywiście stan pacjenta był jeszcze gorszy.

Kolejne osiem godzin w kolejce, zdeterminowało lekarzy, aby zrobili dokładniejsze badania, które ujawniły że to z pewnością nie jest coś co można leczyć antybiotykami, lecz wszystko jest ok i nie jest to nic poważnego. Skierowano pacjenta do lekarza pierwszego kontaktu, gdyż ten sobie z tym poradzi.

Czas oczekiwania na tego lekarza to kilkanaście dni!! W tym czasie stan pacjenta stał się naprawdę bardzo poważny (a dodatkowo ból brzucha uniemożliwiał spanie i przyjmowanie pokarmów). Na całe szczęście dzwoniąc z rana, udało się podłapać wolne miejsce.

Lekarz przeraził się stanem pacjenta "w takim stanie pacjenta się nie wypuszcza ze szpitala!"...
(nie będę tutaj wnikał w szczegóły objawów i cierpień)
Wystawił skierowanie do szpitala...

Po spędzeniu wielu godzin na ostrym dyżurze, udało się wejść do strefy, gdzie nawet rodzina miała kłopoty, aby przekazać ubranie (jakiś drab stał w drzwiach i pilnował kto wchodzi). Wcześniej ostrzegano, że nie ma wolnych miejsc leżących i że trzeba będzie leżeć do rana na korytarzu... Pacjent był tak wyczerpany i w tak ciężkim stanie, że był gotów zgodzić się na wszystko...
(tym bardziej że lekarz pierwszego kontaktu specjalnie rozkazał, aby iść do szpitala natychmiast, a nie następnego dnia)

My w tym momencie się powoli zbieraliśmy do domu, bo widząc co się dzieje, nawet nie próbowaliśmy wchodzić przez drzwi z drabem. Tymczasem wyszła jakaś ~30 letnia pacjentka, która najwyraźniej miała tak lekkie schorzenie, że szybko wypuszczono ją do domu. Gdy wyszła spojrzała na rodzinę z wielkimi oczami i powiedziała: "Tam jest jakiś kosmos... tam ludzie wyją z bólu...".

Rano dzwonimy i dowiadujemy się, że pacjent spędził jeszcze dużo czasu w tej "poczekalni", nim trafił na właściwy oddział (a nawet w międzyczasie zmienili się lekarze i od początku nic nie wiedzieli o stanie pacjenta). W środku nocy, leżąc na korytarzu, odebrano mu łóżko, gdyż było pilnie potrzebne dla kogoś innego (noc bez zmrużenia oka!). Do tego było tak zimno, że pacjent przejawiał już kaszel i wszystkie objawy choroby...

Po kolejnym tygodniu spędzonym w szpitalu, lekarze nadal nie wiedzą co właściwie dolega pacjentowi. Pacjent jest badany, głodzony, mocno przeziębiony i nie może spać... istne katusze... nie ma nic przesady w stwierdzeniu, że "trzeba mieć zdrowie, aby chorować"...

Właśnie udało się lekarzom znaleźć chorobę, otóż jest wstępna diagnoza: zapalenie płuc...
A co z pierwotnymi objawami? Lekarze wciąż szukają odpowiedzi...

Odnośnie wyjących z bólu pacjentów, to od siebie dodam, że oczywiste jest że ktoś może cierpieć w szpitalu i może wyć (choć przecież są środki znieczulające!). Jednak dam sobie głowę uciąć, że poważnie chory pacjent, gdy marznie od kilkunastu godzin spędzonych w szpitalu (już zaczął się kolejny dzień), a nikt się nim nie zajmuje to będzie wył z bólu choćby go nie bolało...


W stolicy może warto żyć, ale chorować to już nie...
Pytanie zawarte w tytule raczej jest retoryczne, a dla lekarzy bywa najtrudniejszym pytaniem...
Co by pacjentowi nie dolegało, dolega mu zbyt mało, gdy nie można dojść do tego co mu jest, należy dołożyć starań, aby dodać mu takie objawy, które łatwiej zdiagnozować! :-(


Update 27 II 2017:
Stan pacjenta od kilku dni jest katastrofalny, został "przykuty do łóżka" :-( W mojej ocenie jest to wynikiem tego przegłodzenia (+ osłabienie od zapalenia płuc), które wg mnie było do przewidzenia. Obecnie pacjent nie jest zdolny do wykonywania szeregu funkcji fizjologicznych... Trudno uwierzyć, ale do szpitala przybył o własnych siłach oraz zdrowy (jedynie z bólami brzucha). Obecnie jest chory (trudno powiedzieć na ile chorób) i jego stan ogólny jest opłakany...

Odpowiedzi na pytanie skąd bóle nadal nie ma, a nowych pytań przybywa z każdym dniem...


Update 3 III 2017:
W ostatnim czasie jest różnie, jednego dnia był prawie normalny kontakt z chorym, innego dnia jest sporo gorzej, leży bezruchu i traci przytomność... Tylko dlaczego jest tak słaby, dlaczego bywa lepiej?


Update 12 III 2017:
Niestety pacjent od wielu dni już nie żyje, został pochowany...:-(
Kluczowe wyniki badań, na podstawie których miały być podjęte decyzje miały być w poniedziałek (6 dni temu), nie ma ich do dziś...
(potwierdziło się też to co wcześniej pisałem pacjent został zakażony chorobą, którą można złapać wyłącznie w warunkach szpitalnych, nawet Wikipedia o tym informuje)


Update:
To ciekawe, ale znalazły się bardzo podobne opisy w internecie... w tekście pt. Arogancja i obojętność w Szpitalu Bródnowskim pojawił się następujący komentarz:
    Chciałabym przestrzec wszystkich przed szpitalem bródnowskim. To jest niewiarygodne jak ludzie są tam leczeni. Nie będę opisywała całego przebiegu leczenia mojej Cioci w tym szpitalu, bo wyszłaby z tego książka, ale skupię się na ostatnich miesiącach. Od września 2013 roku Ciocię bardzo bolał brzuch, wymiotowała. Kilka razy była w szpitalu. Miała robionych wiele badań. Chudła w oczach. Na początku 2014 roku miała już tak złe wyniki badań, że potrzebna była transfuzja krwi. Nie zadali sobie trudu, żeby znaleźć przyczynę. Po dwóch tygodniach wypisali Ciocię do domu, żeby już w lutym znowu tam trafiła. I ponownie miała podawaną krew, gdyż wyniki badań były tragiczne. Robili Jej tomografię brzucha, gastroskopię, kolonoskopię, które nic nie wykazały (zastanawiam się po co robić sobie badania, skoro i tak nic nie wykażą? A może tylko tak jest w tym szpitalu?). Po jednej kolonoskopii była kolejna, bo lekarzom nie chciało się troszkę pomyśleć przy pierwszej i od razu pobrać wycinki zarówna z jelita cienkiego, jak i grubego. Tak wymęczoną, schorowaną, wychudzoną kobietę męczyli i zadawali zbędne cierpienie dwa razy, jakby nie mogli za jednym razem pobrać wycinków z obu jelit. I po drugiej kolonoskopii biopsja wykazała raka złośliwego. Lekarze nie byli w stanie stwierdzić, gdzie on się umiejscowił. Biopsja komórek rakowych nie wykazała ani na jelicie cienkim, ani na jelicie grubym. Po operacji dowiedzieliśmy się, że rak zaatakował całą lewą stronę. Był tak rozległy, że nawet go nie ruszyli, tylko udrożnili jelito grube i zrobili stomię. Do końca życia będę zadawała sobie pytanie jak to możliwe, że na żadnym z narządów, z których pobrane były wycinki nie było zmian nowotworowych, a rak prawdopodobnie był tak rozległy i były przerzuty, że nic już nie dało się zrobić. Poraża mnie również nieodpowiedzialność lekarzy. Przez prawie cztery tygodnie Ciocia dostawała kroplówki, oprócz zwykłego jedzenia była również żywiona pozajelitowo. Przytyła cztery kilogramy (z 37 na 41), żeby później przejść na oddział chirurgii i od niedzieli do czwartku nie dostawać normalnego jedzenia, bo hrabiostwo nie wiedziało kiedy Ją zoperują (znowu schudła ponad 3 kg). To jest żenada! Jakby tego było mało, personel (oczywiście są wyjątki)-tragedia! Tacy ludzie powinni pracować w kamieniołomach, a nie przy chorych. Nie daj Boże trafić na salę pooperacyjną na trzecim piętrze oddziału chirurgii. Pielęgniarka, która powinna opiekować się chorymi robi wręcz odwrotnie. Niestety nie znam jej nazwiska, ale od razu z twarzy widać, że to człowiek bez serca. Jeśli w ogóle kogoś takiego można nazwać człowiekiem. Ciocia po operacji była bardzo spuchnięta, chociaż stwierdzenie "bardzo" jest chyba nieadekwatne do tego jak wyglądała. Miałam wrażenie, że zaraz skóra Jej pęknie na ciele. Nie miała siły się w ogóle poruszać, a ta osoba zwana "pielęgniarką" kazała Jej ruszać rękoma i nogami, żeby mięśnie nie zanikły. Ciocia prosiła ją, że nie da rady, żeby dała Jej spokój, ale nie, bo parametry są dobre. Takie dobre były parametry, że Ciocia następnego dnia zmarła. Tak męczyła człowieka będącego w agonii. To potwór! Życzę tej osobie wszystkiego najgorszego!

    #Zażenowana (25.05.2014 17:27)
Zadziwiające podobieństwo:
- robiono wszystkie badania, a te nic nie wykazywały (tyle że tu trwało to prawie rok)
- przy pierwszej kolonoskopii również nie pobrano wycinków
- też byłem świadkiem pielęgniarki bez serca, również przed zgonem...

Ten opis uzmysłowił mi, że może to jest jakiś błąd systemowy, że wszyscy tak mają, że są badani, z tego nic nie wynika, a potem pacjent samoistnie schodzi. Myślę że należy się nad tym bardzo poważnie zastanowić.


Update:
Tymczasem okazuje się, że w Mazowieckim panuje: Superbakteria w Polsce. Mamy epidemię.

Klebsiella pneumoniae New Delhi, jest odporna na wszystkie antybiotyki i zarazić się nią można tylko w szpitalach (przez np. ranę pooperacyjną itp.). Co ciekawe, czy też bardzo nieciekawe(!) kod, który daje bakterii oporność, jest tak umiejscowiony, że może go rozdawać innym!

Z drugiej strony jeden z czytelników informuje:
    "Ośrodek Terapii Fagowej" we Wrocławiu skutecznie leczy zakażenia supebakteriami. Także tych spowodowanych bakteriami Klebsiella.

    Joss (2 mar 2017 09:54)


Update 15 III 2017:
Dziś dostaliśmy info ze szpitala, że kluczowe wyniki badań (z których miało wynikać to jak leczyć pacjenta) się właśnie pojawiły. Problem tylko z tym, że pacjent już dawno jest pochowany...


Update:
Zgodnie z informacją jaką przekazali mi pracownicy zakładu pogrzebowego, w moim szpitalu w lutym było rekordowe 400 zgonów, związanych z superbakterią. Ich zdaniem ostatni głośny zgon znanej aktorki Krystyny Sienkiewicz miał miejsce właśnie w moim szpitalu i spowodowany był ową baterią. Nie chcę rozsiewać jakiś plotek, ale raczej pracownicy takich zakładów nie są skorzy do żartów...


Update:
QTZ donosi, że ostatnio w "Magazynie Ekspresu Reporterów" przytoczony był przykład tego, jak wyrwanie chorego ze szpitala doprowadziło do jego znacznej poprawy stanu. To niestety jest bardzo podobne do mojego przypadku, gdzie również podejrzewałem zagładzanie pacjenta. QTZ powtórkę programu oglądał na TVP2 w nocy 11 stycznia: Justyna Burdon „Zaniedbanie?” (facebook).

niedziela, 5 lutego 2017

Windows 7 Professional - miejsce HDD oraz stabilność

W tym temacie o fenomen nie trudno;) i tak będzie również tym razem;)

Kolega od jakiegoś czasu namawia mnie, abym zainstalował pewien program, który wymaga ~1GB powierzchni dysku. Spojrzałem na (w miarę) nowego laptopa i miejsca prawie nie ma, na C: jest ~3 GB wolnego, a na D: jeszcze mniej. Dlatego rozpocząłem czyszczenie dysku C: na wszelkie możliwe sposoby. Między innymi są dwie funkcje Windows, które ułatwiają te operacje, ta druga bardziej zaawansowana poinformowała mnie:


To naprawdę dobre! Świetnie świadectwo stabilności systemu Windows 7 Professional 64 bit:
- Pliki zrzutów błędów systemu: 3,01 MB
- Pliki minizrzutów błędów systemu 307 KB
- Pliki raportowania błędów systemu Windows 230 KB

Potem robiło się coraz ciekawiej: wykonałem oba kroki (sporo trwało), dzięki którym powinienem zyskać ponad 1 GB, okazało się, że program wszystko usunął, ale miejsce na dysku pozostało na podobnym poziomie - bo nawet wzrosło! Powtórzyłem oba kroki i okazało się, że mimo czyszczenia teraz odnalazł nowe pliki do usunięcia, choć było ich już dużo miej (kolejne kroki czyszczenia nie mają sensu ze względu na rozmiar, ale skąd się biorą wciąż nowe pliki??
Pojawiły się nawet nowe pliki "Windows Update", mimo że funkcja ta nic nie pobierała i nie jest aktywna bo ją przełączyłem w tryb ręczny)

W temacie Windows można napisać wiele grubych książek, to był jedynie mały epizod, ale kolejne z pewnością nastąpią;)


Update:
Ufff... po użyciu jeszcze trzeciej funkcji Windows (usuwanie punktów przywracania systemu itp.) + ręcznego usuwania plików z katalogów Temp (Windows) itp. udało się osiągnąć sukces! Teraz zamiast 3GB mam 18,4 GB wolnego miejsca! Po raz pierwszy od ponad roku dysk C: nie jest wyświetlany w "Komputer/Moim Komputerze" w kolorze czerwonym...


Update:
Poprzednim razem pisałem również o usuwaniu niepotrzebnych plików z dysku odnośnie programu Firefox.

czwartek, 26 stycznia 2017

Bezpieczeństwo konta Google - atak?

Dziś odcięło mnie od internetu (provider nie potrafi odpowiedzieć na pytanie dlaczego). W czasie gdy nie miałem internetu otrzymałem dwa SMSy z numeru +48513476xyz:
- 26/1/2017
- 26/1/2017

O treści:
    x-yzabcd is your Google verification code.
Przejmuję się tym, gdyż już raz (kilka lat temu) ktoś dokonał włamu na moje konto i usunął tego bloga w całości (po tym zdarzeniu uruchomiłem dodatkowe formy zabezpieczenia konta, co widać powyżej). Dodatkowo czas w jakim przyszły te dwa SMSy świadczy czy był to człowiek czy bot.

Google w takich sytuacjach udziela takich oto porad (jedynie w j. angielskim).

Dostawca internetowy sprawdził co mógł, podał też kilka porad, ale tak naprawdę nie wiadomo co z tym robić dalej. Jednego jestem pewien ktoś chciał się zalogować i nie byłem to ja (o ile ten numer telefonu należy do Google).

środa, 25 stycznia 2017

ROGUE ONE - coś na co czekalismy

Na gorąco: stało się w końcu byłem na nowych Star Warsach!;)
Mam wielką, wielką przyjemność zakomunikować, że wreszcie wielkie Gwiezdne Wojny wkroczyły na ekrany kin!

Jak prawdziwy fan poszedłem do kina nie przeczytawszy choć jednego newsa, nie oglądając zapowiedzi, wycieków, a nawet trailerów (widziałem jeden, którym katowano w TV, na szczęście był krótki więc nie zdradzili fabuły), a jak ostatnia gapa, czekałem aż przestaną grać:P
...i opłaciło się!;)
Tym bardziej, że z trailerów można się zbyt wiele dowiedzieć, a wszystkiego dowiedziałem się w kinie!

ROGUE ONE - to nie jest drwina z fizyki, intelektu i tego wszystkiego czym są Gwiezdne Wojny. Przykładowo: to nie jest historia o trollu, czy gnomie, który zawieruszył się z Władców Pierścieni i za pomocą przerośniętego holo (ego) stara się posklejać imperium. To nie jest wtórna intryga, papierowe nowe imperium (pierwszy order - chyba z kartofla), pełno głupich żarcików (nawet o zgrozo Chewbacca zgrywa żartownisia) oraz scenariusz na poziomie intelektualnym Hollywood...

Nie chcę mówić, że jest idealnie, ale jest to doskonałe widowisko, przesiąknięte tym wszystkim czym Gwiezdne Wojny być powinny. Jest sporo nowinek wciśniętych w film (nowe pojazdy, stroje szturmowców, robot imperialny itp.), ale nawet ja zniesmaczony totalnymi zmianami w Przebudzeniu Mocy (choć jak widać przebudzenie nastąpiło dopiero teraz!), tu gotów byłem to zaakceptować, bo z drugiej strony jest wiele wspaniałych nawiązań do klasycznej linii, kultowej trylogii.

Na całe szczęście nikt nie chciał skrzywdzić tego filmu tak bardzo jak w PM. Nikt nie chciał gadających mieczy o samoświadomości (posiada cel oraz szuka wybrańca itp.) (to jakiś Star Trek im nie wyszedł??), nie ma kapitana Solo, co nie potrafi pilotować (ścina drzewa), a synalek nie udaje mrocznego charakteru w sposób uwłaczający inteligencji widza...

Wreszcie (aż!) od czasów klasycznej trylogii, w kinie poczułem się jakbym oglądał Gwiezdne Wojny, choć strata napisów była zaskakująca no i przydługi początek też mnie mocno zaskoczył;)

...i jeszcze jedno warto podkreślić: zrezygnowano z klasycznej konwencji, cała narracja oraz reżyseria jest nowa, ale ja to kupuję!

Tu nie tyka się miecza świetlnego ten, który w 100% nie powinien, a na dodatek jakimś cudem daje radę temu co wie do czego to służy i ćwiczy od dawna...
...właściwie mieczy świetlnych jest tutaj naprawdę mało, jednak nic mi to nie przeszkadza!

To co zobaczyłem było piękne oraz w wielu drobiazgach wyjaśniało doskonale znane fakty (super!). Wtrącę tutaj moją osobistą ocenę, może nie do końca czytelną dla wszystkich: film mi się doskonale oglądało bo zobaczyłem w nim świat Gwiezdnych Wojen jaki doskonale znam i świetnie klimatem mi się kojarzy z dawnymi czasami... czasami gier! Tak! Gier LucasArts z lat 90 i 2k.
...a gry wtedy nie kończyło się w 2h :P

Zdobywanie ogromnej wieży na pustkowiu zdarzyło mi się raz czy dwa razy;) Choć ja to robiłem w pojedynkę (he he).

To co mnie najbardziej zniesmaczyło to np. powstanie nazwy i okoliczności (nieco na siłę do filmu wstawione) "ROGUE ONE"... :/

Z zalet: w tle okazało się, że tak naprawdę to było zupełnie inaczej niż myśleliśmy!;) Od zawsze było wiadomo, że rebelia zaatakowała Gwiazdę Śmierci, a następnie dziwnym zdarzeniem losu wysadziła. Z punktu widzenia fizyki i zdrowego rozsądku były to okropne bzdury, czy modne ostatnio: "farmazony" he he;) Przez dziesięciolecia nie wiedzieliśmy o co chodzi, pewne były tylko farmazony, czyli bełkot pseudonaukowy. Jednak w tym filmie, gdzieś tam w tle okazuje się, że ten wybuch miał jednak bardzo konkretne podstawy do doszczętnego wysadzenia GŚ.
Czy chcieć czegoś więcej od Gwiezdnych Wojen??

Nic więcej! Żadnych zmasowanych abordaży najlepszego przemytnika, skłóconych małżonków i Hana Solo, który z ignoranta i cwaniaczka zamienia się z Yodą miejscami i prawi kazania...

W zwiastunie znalazłem błąd (AT-AT miał wielką prostokątną dziurę na korpusie), chciałem już o tym napisać (jak to mam w zwyczaju - wiele takich tekstów już powstało o filmach i grach), jednak w ostatniej chwili stwierdziłem, że jednak nie mogli popełnić aż takiego błędu. Co prawda nie zostało to wyjaśnione precyzyjnie i wprost, ale dałem się przekonać.

Jeśli ktoś z Was nie był, niech leci czym prędzej, bo niby kina są pełne, ale w każdej chwili mogą przestać grać:/


Update:
Dla ciekawskich: jednostka krocząca, którą widzimy w filmie jest stworzona specjalnie do filmu RO i ma nawet inną nazwę. Nie jest to znany z Imperium Kontratakuje AT-AT lecz AT-ACT, czyli All Terrain Armored Cargo Transport. Więc posiada pancerz i uzbrojenie, ale nie jest jednostką militarną, lecz transportową. Tu więcej informacji (Biblioteka Ossus).


Jeśli nie jest zaznaczone inaczej (lub nie jest zaznaczone wcale) zamieszczone ilustracje pochodzą z Wikimedia Commons lub są mojego autorstwa.


Ta strona używa cookies oraz innych technologii Google (i innych firm w specjalnych dodatkach po prawej stronie) w celu prawidłowego działania tej stronki (jej elementów jak np. ankiety, reklamy itp.) oraz zbierania statystyk. Korzystanie z tego bloga powoduje zapisywanie typowych plików na Twoje urządzenie (np. komputer, tablet itp.) o ile w ustawieniach przeglądarki nie zmienisz tego.

W UE się ludziom w głowach przewraca, więc dla świętego spokoju zamieściłem to absurdalne ostrzeżenie...