środa, 22 lutego 2017

Bóle? A co dolega?

W ostatnim czasie miałem nieprzyjemność przekonać się na własne oczy z jakimi problemami może/musi się borykać pacjent w stolicy...

Pacjent skarżył się na bóle brzucha, po tygodniu stały się tak silne, że udał się do szpitala (osiem godzin czekania na ostrym dyżurze!). Tam po krótkich oględzinach uznano, że to jakieś zakażenie i zalecono tygodniową kurację antybiotykową. Po tym czasie, oczywiście stan pacjenta był jeszcze gorszy.

Kolejne osiem godzin w kolejce, zdeterminowało lekarzy, aby zrobili dokładniejsze badania, które ujawniły że to z pewnością nie jest coś co można leczyć antybiotykami, lecz wszystko jest ok i nie jest to nic poważnego. Skierowano pacjenta do lekarza pierwszego kontaktu, gdyż ten sobie z tym poradzi.

Czas oczekiwania na tego lekarza to kilkanaście dni!! W tym czasie stan pacjenta stał się naprawdę bardzo poważny (a dodatkowo ból brzucha uniemożliwiał spanie i przyjmowanie pokarmów). Na całe szczęście dzwoniąc z rana, udało się podłapać wolne miejsce.

Lekarz przeraził się stanem pacjenta "w takim stanie pacjenta się nie wypuszcza ze szpitala!"...
(nie będę tutaj wnikał w szczegóły objawów i cierpień)
Wystawił skierowanie do szpitala...

Po spędzeniu wielu godzin na ostrym dyżurze, udało się wejść do strefy, gdzie nawet rodzina miała kłopoty, aby przekazać ubranie (jakiś drab stał w drzwiach i pilnował kto wchodzi). Wcześniej ostrzegano, że nie ma wolnych miejsc leżących i że trzeba będzie leżeć do rana na korytarzu... Pacjent był tak wyczerpany i w tak ciężkim stanie, że był gotów zgodzić się na wszystko...
(tym bardziej że lekarz pierwszego kontaktu specjalnie rozkazał, aby iść do szpitala natychmiast, a nie następnego dnia)

My w tym momencie się powoli zbieraliśmy do domu, bo widząc co się dzieje, nawet nie próbowaliśmy wchodzić przez drzwi z drabem. Tymczasem wyszła jakaś ~30 letnia pacjentka, która najwyraźniej miała tak lekkie schorzenie, że szybko wypuszczono ją do domu. Gdy wyszła spojrzała na rodzinę z wielkimi oczami i powiedziała: "Tam jest jakiś kosmos... tam ludzie wyją z bólu...".

Rano dzwonimy i dowiadujemy się, że pacjent spędził jeszcze dużo czasu w tej "poczekalni", nim trafił na właściwy oddział (a nawet w międzyczasie zmienili się lekarze i od początku nic nie wiedzieli o stanie pacjenta). W środku nocy, leżąc na korytarzu, odebrano mu łóżko, gdyż było pilnie potrzebne dla kogoś innego (noc bez zmrużenia oka!). Do tego było tak zimno, że pacjent przejawiał już kaszel i wszystkie objawy choroby...

Po kolejnym tygodniu spędzonym w szpitalu, lekarze nadal nie wiedzą co właściwie dolega pacjentowi. Pacjent jest badany, głodzony, mocno przeziębiony i nie może spać... istne katusze... nie ma nic przesady w stwierdzeniu, że "trzeba mieć zdrowie, aby chorować"...

Właśnie udało się lekarzom znaleźć chorobę, otóż jest wstępna diagnoza: zapalenie płuc...
A co z pierwotnymi objawami? Lekarze wciąż szukają odpowiedzi...

Odnośnie wyjących z bólu pacjentów, to od siebie dodam, że oczywiste jest że ktoś może cierpieć w szpitalu i może wyć (choć przecież są środki znieczulające!). Jednak dam sobie głowę uciąć, że poważnie chory pacjent, gdy marznie od kilkunastu godzin spędzonych w szpitalu (już zaczął się kolejny dzień), a nikt się nim nie zajmuje to będzie wył z bólu choćby go nie bolało...


W stolicy może warto żyć, ale chorować to już nie...
Pytanie zawarte w tytule raczej jest retoryczne, a dla lekarzy bywa najtrudniejszym pytaniem...
Co by pacjentowi nie dolegało, dolega mu zbyt mało, gdy nie można dojść do tego co mu jest, należy dołożyć starań, aby dodać mu takie objawy, które łatwiej zdiagnozować! :-(

niedziela, 5 lutego 2017

Windows 7 Professional - miejsce HDD oraz stabilność

W tym temacie o fenomen nie trudno;) i tak będzie również tym razem;)

Kolega od jakiegoś czasu namawia mnie, abym zainstalował pewien program, który wymaga ~1GB powierzchni dysku. Spojrzałem na (w miarę) nowego laptopa i miejsca prawie nie ma, na C: jest ~3 GB wolnego, a na D: jeszcze mniej. Dlatego rozpocząłem czyszczenie dysku C: na wszelkie możliwe sposoby. Między innymi są dwie funkcje Windows, które ułatwiają te operacje, ta druga bardziej zaawansowana poinformowała mnie:


To naprawdę dobre! Świetnie świadectwo stabilności systemu Windows 7 Professional 64 bit:
- Pliki zrzutów błędów systemu: 3,01 MB
- Pliki minizrzutów błędów systemu 307 KB
- Pliki raportowania błędów systemu Windows 230 KB

Potem robiło się coraz ciekawiej: wykonałem oba kroki (sporo trwało), dzięki którym powinienem zyskać ponad 1 GB, okazało się, że program wszystko usunął, ale miejsce na dysku pozostało na podobnym poziomie - bo nawet wzrosło! Powtórzyłem oba kroki i okazało się, że mimo czyszczenia teraz odnalazł nowe pliki do usunięcia, choć było ich już dużo miej (kolejne kroki czyszczenia nie mają sensu ze względu na rozmiar, ale skąd się biorą wciąż nowe pliki??
Pojawiły się nawet nowe pliki "Windows Update", mimo że funkcja ta nic nie pobierała i nie jest aktywna bo ją przełączyłem w tryb ręczny)

W temacie Windows można napisać wiele grubych książek, to był jedynie mały epizod, ale kolejne z pewnością nastąpią;)


Update:
Ufff... po użyciu jeszcze trzeciej funkcji Windows (usuwanie punktów przywracania systemu itp.) + ręcznego usuwania plików z katalogów Temp (Windows) itp. udało się osiągnąć sukces! Teraz zamiast 3GB mam 18,4 GB wolnego miejsca! Po raz pierwszy od ponad roku dysk C: nie jest wyświetlany w "Komputer/Moim Komputerze" w kolorze czerwonym...


Update:
Poprzednim razem pisałem również o usuwaniu niepotrzebnych plików z dysku odnośnie programu Firefox.

czwartek, 26 stycznia 2017

Bezpieczeństwo konta Google - atak?

Dziś odcięło mnie od internetu (provider nie potrafi odpowiedzieć na pytanie dlaczego). W czasie gdy nie miałem internetu otrzymałem dwa SMSy z numeru +48513476xyz:
- 26/1/2017
- 26/1/2017

O treści:
    x-yzabcd is your Google verification code.
Przejmuję się tym, gdyż już raz (kilka lat temu) ktoś dokonał włamu na moje konto i usunął tego bloga w całości (po tym zdarzeniu uruchomiłem dodatkowe formy zabezpieczenia konta, co widać powyżej). Dodatkowo czas w jakim przyszły te dwa SMSy świadczy czy był to człowiek czy bot.

Google w takich sytuacjach udziela takich oto porad (jedynie w j. angielskim).

Dostawca internetowy sprawdził co mógł, podał też kilka porad, ale tak naprawdę nie wiadomo co z tym robić dalej. Jednego jestem pewien ktoś chciał się zalogować i nie byłem to ja (o ile ten numer telefonu należy do Google).

środa, 25 stycznia 2017

ROGUE ONE - coś na co czekalismy

Na gorąco: stało się w końcu byłem na nowych Star Warsach!;)
Mam wielką, wielką przyjemność zakomunikować, że wreszcie wielkie Gwiezdne Wojny wkroczyły na ekrany kin!

Jak prawdziwy fan poszedłem do kina nie przeczytawszy choć jednego newsa, nie oglądając zapowiedzi, wycieków, a nawet trailerów (widziałem jeden, którym katowano w TV, na szczęście był krótki więc nie zdradzili fabuły), a jak ostatnia gapa, czekałem aż przestaną grać:P
...i opłaciło się!;)
Tym bardziej, że z trailerów można się zbyt wiele dowiedzieć, a wszystkiego dowiedziałem się w kinie!

ROGUE ONE - to nie jest drwina z fizyki, intelektu i tego wszystkiego czym są Gwiezdne Wojny. Przykładowo: to nie jest historia o trollu, czy gnomie, który zawieruszył się z Władców Pierścieni i za pomocą przerośniętego holo (ego) stara się posklejać imperium. To nie jest wtórna intryga, papierowe nowe imperium (pierwszy order - chyba z kartofla), pełno głupich żarcików (nawet o zgrozo Chewbacca zgrywa żartownisia) oraz scenariusz na poziomie intelektualnym Hollywood...

Nie chcę mówić, że jest idealnie, ale jest to doskonałe widowisko, przesiąknięte tym wszystkim czym Gwiezdne Wojny być powinny. Jest sporo nowinek wciśniętych w film (nowe pojazdy, stroje szturmowców, robot imperialny itp.), ale nawet ja zniesmaczony totalnymi zmianami w Przebudzeniu Mocy (choć jak widać przebudzenie nastąpiło dopiero teraz!), tu gotów byłem to zaakceptować, bo z drugiej strony jest wiele wspaniałych nawiązań do klasycznej linii, kultowej trylogii.

Na całe szczęście nikt nie chciał skrzywdzić tego filmu tak bardzo jak w PM. Nikt nie chciał gadających mieczy o samoświadomości (posiada cel oraz szuka wybrańca itp.) (to jakiś Star Trek im nie wyszedł??), nie ma kapitana Solo, co nie potrafi pilotować (ścina drzewa), a synalek nie udaje mrocznego charakteru w sposób uwłaczający inteligencji widza...

Wreszcie (aż!) od czasów klasycznej trylogii, w kinie poczułem się jakbym oglądał Gwiezdne Wojny, choć strata napisów była zaskakująca no i przydługi początek też mnie mocno zaskoczył;)

...i jeszcze jedno warto podkreślić: zrezygnowano z klasycznej konwencji, cała narracja oraz reżyseria jest nowa, ale ja to kupuję!

Tu nie tyka się miecza świetlnego ten, który w 100% nie powinien, a na dodatek jakimś cudem daje radę temu co wie do czego to służy i ćwiczy od dawna...
...właściwie mieczy świetlnych jest tutaj naprawdę mało, jednak nic mi to nie przeszkadza!

To co zobaczyłem było piękne oraz w wielu drobiazgach wyjaśniało doskonale znane fakty (super!). Wtrącę tutaj moją osobistą ocenę, może nie do końca czytelną dla wszystkich: film mi się doskonale oglądało bo zobaczyłem w nim świat Gwiezdnych Wojen jaki doskonale znam i świetnie klimatem mi się kojarzy z dawnymi czasami... czasami gier! Tak! Gier LucasArts z lat 90 i 2k.
...a gry wtedy nie kończyło się w 2h :P

Zdobywanie ogromnej wieży na pustkowiu zdarzyło mi się raz czy dwa razy;) Choć ja to robiłem w pojedynkę (he he).

To co mnie najbardziej zniesmaczyło to np. powstanie nazwy i okoliczności (nieco na siłę do filmu wstawione) "ROGUE ONE"... :/

Z zalet: w tle okazało się, że tak naprawdę to było zupełnie inaczej niż myśleliśmy!;) Od zawsze było wiadomo, że rebelia zaatakowała Gwiazdę Śmierci, a następnie dziwnym zdarzeniem losu wysadziła. Z punktu widzenia fizyki i zdrowego rozsądku były to okropne bzdury, czy modne ostatnio: "farmazony" he he;) Przez dziesięciolecia nie wiedzieliśmy o co chodzi, pewne były tylko farmazony, czyli bełkot pseudonaukowy. Jednak w tym filmie, gdzieś tam w tle okazuje się, że ten wybuch miał jednak bardzo konkretne podstawy do doszczętnego wysadzenia GŚ.
Czy chcieć czegoś więcej od Gwiezdnych Wojen??

Nic więcej! Żadnych zmasowanych abordaży najlepszego przemytnika, skłóconych małżonków i Hana Solo, który z ignoranta i cwaniaczka zamienia się z Yodą miejscami i prawi kazania...

W zwiastunie znalazłem błąd (AT-AT miał wielką prostokątną dziurę na korpusie), chciałem już o tym napisać (jak to mam w zwyczaju - wiele takich tekstów już powstało o filmach i grach), jednak w ostatniej chwili stwierdziłem, że jednak nie mogli popełnić aż takiego błędu. Co prawda nie zostało to wyjaśnione precyzyjnie i wprost, ale dałem się przekonać.

Jeśli ktoś z Was nie był, niech leci czym prędzej, bo niby kina są pełne, ale w każdej chwili mogą przestać grać:/


Update:
Dla ciekawskich: jednostka krocząca, którą widzimy w filmie jest stworzona specjalnie do filmu RO i ma nawet inną nazwę. Nie jest to znany z Imperium Kontratakuje AT-AT lecz AT-ACT, czyli All Terrain Armored Cargo Transport. Więc posiada pancerz i uzbrojenie, ale nie jest jednostką militarną, lecz transportową. Tu więcej informacji (Biblioteka Ossus).

środa, 12 października 2016

Lecimy na Marsa?;)

Ostatnio świat obiegła informacja, że Elon Musk chce posłać milion ludzi na Marsa. Może najpierw zarysuję kim jest sam Elon, bo nim skorzystamy z zaproszenia musimy wiedzieć z kim mamy do czynienia;)

Elon Musk uznawany jest dziś za słynnego przedsiębiorcę i filantropa, posiada majątek wynoszący 13,1 mld USD, nie jest to żaden przypadek, gdyż niegdyś założył system płatności internetowych PayPal oraz firmy SpaceX i Tesla Motors. Zagrał też epizodyczną rolę w filmie Iron Man 2, w tym zdjęcia do filmu były realizowane właśnie w jego zakładach SpaceX (czyli zręczny marketingowiec). Jeszcze mniej znany jest z tego, że zafascynowany grami Atari (i Intellivision) w wieku 12 lat (1984 rok) zakodował grę Blastar, a za udostępnienie źródeł magazynowi PC otrzymał 500 dolarów.

Czy możemy wierzyć szefowi producenta, który stworzył najpopularniejszy obecnie elektryczny (i pierwszy na świecie autonomiczny) samochód osobowy Tesla Model S?
No cóż... jeśli komuś wierzyć to właśnie takiemu człowiekowi, choć odnośnie miliona ludzi na Marsie to bardziej odczytuję to jako kolejny udany zabieg PR niż coś za co można go pociągnąć za język.

Ja o podróżach kosmicznych marzę od małego, więc jeśli ktoś miałby rozbudzić moją wyobraźnię to właśnie Elon Musk. Tak bardzo pragnę tego, aby coś się zaczęło dziać... a nic się nie dzieje.

W 2013 roku dałem temu upust pisząc posta o dalekich podróżach kosmicznych oraz wylądowaniu na Marsie, obecnie Elon idealnie wpasował się w moje marzenia. Przy okazji rozwiązania przychodzą z zupełnie innej strony niż ja to wtedy prognozowałem, jednak wyścig wydaje się że na dobre wystartował!


Mars (źr. oryginału Wikipedia)

Słów Elona Muska nie traktuję bardzo poważnie, bardziej traktuję jako wizję rozpostartą przed ludzkością, przez wizjonera. Dokładnie w tym się z nim wręcz bardzo zgadzam i popieram w całej rozciągłości: lećmy w kosmos, jest przecież taki piękny, nieznany i jak to powiedział klasyk "jest ostatnią (niepoznaną) granicą dla człowieka". Do dzieła!;)

poniedziałek, 3 października 2016

AFI Achievement Award - a Tribute to John Williams

Trzeba to zobaczyć:
Will Ferrell Pays Special Tribute to John Williams at AFI Award Ceremony
I playlista:
AFI Award: A Tribute to John Williams
Ta playlista to tylko fragment, a oczywiście (bardzo!) warto zobaczyć całość AFI;)

Może kiedyś pojawi się całość - sprawdzajcie tutaj.

Te reklamy są przerażające...

Patrzę, patrzę na tego bloga i oczom nie wierzę co tu się dzieje...

Dlatego wyjaśnię o co chodzi: jakiś czas temu wprowadzałem zmiany w ustawieniach tego bloga i coś zgrzytało, coś nie działało. Okazało się że wiele opcji nie działa lub działa połowicznie, a jest to pewnie spowodowane wieloma zmianami technicznymi, jakie zostały wprowadzone w tym blogu (od czasu jego utworzenia) oraz innych usług Google.

Starałem się ratować sytuację, nie wiem czy mi się to udało... Przykładowo okazało się że system reklam na blogu właściwie jest w dawnej wersji, ale tak jak by go nie było. Gdy zacząłem go zmieniać to UWAGA przeszedłem przez proces rejestracji tak jakbym nigdy tego nie robił!

Potem okazało się, że obecny system Google kompletnie nie jest kompatybilny z tym co jest na blogu, klikałem w różne rzeczy i czasami to działało, czasami nie. Dlatego jedyne co działało to właśnie to co teraz widzicie...

To jest niedopuszczalne, wiec (mam nadzieję że) niebawem postaram się to naprawić...

...choć nie wiem czy to będzie możliwe, bo obecnie gdy wejdę w ustawienia tzw. "Układ" często pojawia mi się pusta strona z boksem "Favikona"...


Update:
Już przesunąłem jedną reklamę, nie wiem jak wyłączyć te pozostałe między postami (bo to jest w ustawieniach ogólnych bloga, a nie w "Układzie"... pomyślę o tym potem.

Zawód polityk - podła robota

Jest zasadnicza różnica między osobami, które w polityce znalazły się bez przekonania/musu, a kimś kto obrał tę drogę kariery zawodowej (złośliwi mówią, że to ostatnia deska ratunku dla posiadających dwie lewe ręce).

Ze względu na ostatnie (mało znaczące) wydarzenie skupię się na jednym z takich zagadnień, które bardzo utrudniają tę parszywą robotę, a jednocześnie wielu porządnych ludzi skutecznie odstrasza do tego zawodu...

Przytoczę przykład osoby, która w polityce jest bardzo długo i właśnie dzięki temu można prześledzić trudne koleje losu, które raczej czekają każdego naśladowcę...

Stefan Niesiołowski w czasie, gdy rodziła się idea Platformy Obywatelskiej (czyli 2001 rok) powiedział następujące słowa:
    (...) Platforma Obywatelska. Ugrupowanie nowe, programowo nieokreślone, udające, że nie jest partią polityczną i celowo unikające zabierania głosu we wszystkich ważnych kwestiach społecznych, ekonomicznych i politycznych – lecz za to dające popisy hipokryzji i cynizmu, dość skutecznie żerujące na znanych fobiach, ignorancji i naiwnej wierze ludzi zniechęconych do polityki. Liderzy PO już zaczynają napotykać trudności z przekonaniem wyborców do szczerości intencji swych polityków – dobrze przecież znanych, i to nie zawsze z najlepszej strony. Teraz owi politycy nagle zapewniają, że stali się inni, uczciwsi, bardziej autentyczni i bardziej prawdomówni niż wszyscy pozostali. Przy okazji nasuwa się pytanie, jak to możliwe, by ktoś z takim życiorysem jak Andrzej Olechowski – płytki intelektualnie i pod wieloma względami po prostu niewiarygodny – mógł zdobyć kilka milionów głosów w wyborach prezydenckich. PO najprawdopodobniej skończy tak jak wszystkie ruchy, które spaja jedynie cynizm, hipokryzja i konformizm. Ciekawe tylko, czy nastąpi to jeszcze przed wyborami, czy zaraz po.

    Źródło: Rozbijacze na prawicy, „Gazeta Wyborcza” nr 168, 20 lipca 2001 (pl.wikiquote.org)
lub
    Platforma jest przede wszystkim wielką mistyfikacją. (…) W istocie jest takim świecącym pudełkiem. Mamy do czynienia z elegancko opakowaną recydywą tymińszczyzny lub nowym wydaniem Polskiej Partii Przyjaciół Piwa, której kilku liderów znakomicie się odnalazło w PO.

    Źródło: Naśladujmy Litwę, „Życie”, 1 sierpnia 2001
Typowy los polityka zadrwił sobie z niego, gdyż przez ostatnie 11 lat był członkiem i przedstawicielem właśnie PO!!

Czego uczy ten przykład?
Przykładowo tego, że polityk wykonując swój zawód nie mówi to co chce i myśli, lecz z przekonaniem mówi o tym co chce jego (obecna!) partia. Oto inny przykład odnośnie ACTA:
    ACTA jest bardzo dobre, popieram, i będę głosował za ACTA natychmiast, jak tylko pojawi się w parlamencie.

    Opis: komentarz w sprawie ACTA w audycji Gość Radia Zet.
    Źródło: wp.pl, 26 stycznia 2012
Przypomnę, że wtedy ten poseł był w PO i właśnie wtedy ta partia miała do powiedzenia właśnie powyższe, aż do czasu, gdy PDT oficjalnie ogłosił, że był to fatalny błąd...

Jednak ten konkretny polityk szedł zwykle znacznie dalej niż jedynie nagłaśnianie oficjalnej wersji rzeczywistości propagowanej przez daną partię. Nie będę wchodził w szczegóły, bo podejrzewam, że to temat na wiele prac dyplomowych (i to z różnych dziedzin), a skupię się na tym najbanalniejszym, czyli zakrzywianiu rzeczywistości, czy też kreowaniu/przepowiadaniu przyszłości. Tu o PIS:
    Chcecie dorwać się do władzy, ale nigdy do tego nie dojdzie.

    Opis: do posłów PiS podczas wystąpienia posłanki PiS Józefy Hrynkiewicz.
    Źródło: wyborcza.pl, 14 maja 2012
lub
    Gdyby do Platformy starał się wejść Ludwik Dorn, to położyłbym się w drzwiach, jak Rejtan.

    Źródło: gover.pl, 29 września 2009

Ta historia się na (licznych) błędach nie kończy, gdyż ostatnio dowiedzieliśmy się z newsów, że po 11 latach uczestnictwa w "popisy hipokryzji i cynizmu" tej partii, jednak z niej zrezygnował...
W mojej ocenie opuścił tonący okręt, aby utrzymać się na powierzchni, gdyż tam gdzieś w oddali znajduje się czółno nowej partii (czółno kolejne już!), której wartości trzeba będzie wzorowo przyswoić, a następnie z przekonaniem nagłaśniać np. w mediach itp.

Mega chichot byłby wtedy, gdyby w końcu to czółno doprowadziło go do PIS :D :D :D


Widać wyraźnie, że zawód polityk to bardzo trudna i wymagająca (np. dużej elastyczności poglądów :P) kariera zawodowa. Wiele osób, które najpierw myślą potem mówią (co myślą), czy też ceniących sobie coś takiego jak np. szczerość czy też honor - będą tę robotę omijać duuużym łukiem...

Jest takie powiedzenie, że z kim się zadajesz - takim się stajesz, co warto rozważyć na 1000 sposobów nim się w politykę wejdzie, bo jeśli to prawda, to niestety zacznie się kwakać z innymi kaczkami ;):):)

Można stracić twarz, ale najpierw możemy zadać sobie pytanie, czy ktoś tę twarz kiedykolwiek posiadał...


Update XI 2016:
Jestem w szoku...
...w tym poście zastanawiałem się nad totalnie nierealną rzeczą jaką byłoby trafienie posła "N" do PISu, a tutaj dzieje się to już na naszych oczach, aż sam sobie zadaję to pytanie: tak szybko?:)
Sami popatrzcie, mówi już prawie jak PIS:

W takim tempie, za rok PIS przegoni :)

piątek, 9 września 2016

Tysiące kolorów na Atari 8bit

Na początku tego tygodnia wykrystalizowała mi się koncepcja, dzięki której można powiększyć ilość kolorów i odcieni w starym wysłużonym Atari XL/XE. Ten niezwykły komputer 8-bitowy i tak już na starcie wyświetla 256 kolorów (chip GTIA), co na początku lat 80 było absolutnym rekordem. Przypominam, że pierwsza kolorowa karta graficzna dla peceta (z tego samego okresu) tzw. CGA wyświetlała 4 kolory z dwóch palet po... 4 kolory (paleta dla tekstu to 16 kolorów, ale wyjątkowo marnie dobrane). IBM w latach 80 i 90 brzmiało dumnie, ale jak widać w szczegółach to był wstyd i obciach.

Swoją drogą, to perfekcyjne osiągnięcie marketingu, aby takie produkty (posiadające dodatkowo poważne wady konstrukcyjne!) umieć tak zareklamować, aby ludzie wierzyli, że IBM to najlepsza światowa jakość :P

Wróćmy do mojej koncepcji. Już w latach 80. świtała mi myśl jak można lepiej spożytkować możliwości tzw. trybów graficznych GTIA. Jednak nie byłem ich zwolennikiem przez to, że umożliwiały operowanie jedynie płaskim pikselem. Jednak demoscena Atari ukazała wielokrotnie, że tryby GTIA to totalny killer konkurencji, w tym w latach 90. odkryto tryb HIP, który umożliwia wyświetlenie np. czegoś takiego:
HIP w Atariki (źródło)


Każdy z Was, kto miał jakikolwiek komputer 8-bitowy potwierdzi, że to niesamowite i że nie da się czegoś takiego osiągnąć nigdzie poza Atari;)

Myśl mi świtała, świtała, aż dopiero w tym tygodniu wykrystalizowała mi się już kompletnie;)
W powyższym trybie HIP mamy dość wysoką rozdzielczość (około 160x200) czyli typową dla komputerów takich jak Atari, Commodore, Amstrad itp. Do tego dostępnych jest (z pewnymi ograniczeniami) aż 30 odcieni jednego koloru - to dla 8-bitowców bardzo dużo!

Ja stwierdziłem, że można osiągnąć znacznie więcej odcieni dostępnych kolorów (i na odcieniach się skupiłem). Powróciłem do typowego trybu 9 (znanego z BASICa) i na starcie osiągnąłem 136 odcieni jednego koloru. Mamy te odcienie dostępne dla każdego piksela trybu 9 (z niewielkimi ograniczeniami, które rzadko występują), a obraz jest stabilny (tzn. nie ma męczącego interlace'u itp.).

Odcienie te można swobodnie używać w demkach, grach i statycznych obrazach itp. Umożliwia to osiągnięcie efektów, które do tej pory nie były możliwe, np. można zrobić bardzo płynne przejścia kolorów (np. tzw. bars) lub np. rozjaśnianie obrazu (ang. fade in/out). Przy 136 odcieniach w stosunku do wcześniejszych 16 da się to zrobić płynniej, dłużej, fajniej i ciekawiej;)

Istnieje sporo technik, którymi można się starać powielić ilość tych odcieni jeszcze bardziej (np. odkryty niedawno nowy tryb interlace itp.), ale ja pozostałem przy 136 - myślę że to wystarczy, ale eksperymentować zawsze jest fajnie;)

Do tego dochodzi paleta 16 kolorów sprzętowo dostępnych (wyjaśniam: my rozmnażaliśmy tu jedynie odcienie, a nie kolory). Jeśli przemnożymy 16 kolorów * 136 odcieni to wychodzi nam pełna paleta barw wynosząca UWAGA! 2176 !!;)

To jednak nie wszystko. W podobny sposób w jaki rozmnożyłem odcienie (bo na nich się skupiłem), można powielić i kolory! Czyli z 16 kolorów wychodzi nam 136 kolorów ;) Sami sobie policzcie ile w takim wariancie wyniesie pełna paleta barw ;)
Podpowiem tylko, że będzie wynosić dziesiątki tysięcy:):)

Skoro przechwalam się, że zastosowania są tak szerokie, to warto byłoby jakoś tę koncepcję zaprezentować? Myślę że przy okazji jakiejś następnej gry, zastosuję tę paletę ;)

poniedziałek, 5 września 2016

Jakość opisów aukcji na Allegro spada...

W spamie znajdują się najczęściej teksty bezsensowne pochodzące z bardzo słabego tłumacza, zdziwiony jednak jestem, że trafia taki styl również na aukcje internetowe. Oto co znalazłem, cytuję opis interaktywnej figurki Star Wars:
    Star Wars Stormtrooper animatroniczne Interactive Rysunek jest bardzo interaktywne, Szturmowiec ma głosu, światła, efekty dźwiękowe i 4 ekscytujących sposobów, aby zagrać!Voice Activated Battle Mode: podnieść głos i Szturmowiec będzie angażować się w Battle Mode. Można również podnieść prawą rękę do działania wypalania Blaster i efektów dźwiękowych ze światłem! Activated Voice Talk Back Mode: Porozmawiaj z szturmowiec i będzie reagować na Twój głos! Podnieś głos i będzie reagować inaczej! Trybie rozmowy:Unieś lewą rękę do oryginalnego głosu i działań animatroniczne! Battle Mode: Podnieść prawą rękę do Blaster wypalania działanie i efekty dźwiękowe ze światłem!
Jakby nie było zdjęcia to pewnie zastanawiałbym się czy przedmiotem aukcji nie jest "Rysunek" ;):):)

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Star Trek - film z 1979 roku

Z ogromnym budżetem (bo ok. 35 mln $, czyli trzy razy więcej niż Gwiezdne Wojny) nakręcono pierwszy kinowy film z tej serii (i do tego najlepszy w stosunku do kilku następnych). Po kilu sezonach serialu, który przeszedł do historii, uznano że po niebywałym sukcesie Gwiezdnych Wojen, warto zrobić Star Treka również na dużym ekranie (początkowo serial miał się nazywać Star Trek: Faza Druga). W ten sposób powstał naprawdę ciekawy film, który zdobył 3 Oscary, Złoty Glob, Saturn (+ 9 nominacji).

Przeglądając artykuł w Wikipedii, w rozdziale "Opis fabuły" znalazłem tzw. stub "Ta sekcja jest niekompletna. Jeśli możesz, rozbuduj ją". Dlatego usiadłem i dopisałem:
    Trzy klingońskie krążowniki zostają zniszczone podczas ataku tajemniczej mgławicy. Kapitan Kirk został awansowany do stopnia Admirała, a dowództwo na Enterprise objął kapitan Decker, co powoduje konflikt. Tym razem załoga Enterprise, do której dołącza po pobycie na Wolkanie również Spock, musi uratować Ziemię – do planety zbliża się dziwny obłok energetyczny o nazwie V'Ger – Kirk ma za zadanie dowiedzieć się, czym on jest.

    Zafascynowany V'Gerem Spock ujawnia, że jest on tworem inteligentnym oraz posiada niepojęte możliwości, które mogą zniszczyć wszystko na swojej drodze. Mgławica wciąż stara się skomunikować z napotkanymi statkami, bazami i planetami, lecz te nie potrafią odebrać przekazu (co zostaje wyjaśnione), a nadawane do niej pozostają bez odpowiedzi. W ostatniej chwili udaje się rozwiązać problem braku komunikacji, a nadany sygnał ratuje załogę od zagłady.

    V'Ger dopuszcza bohaterów do swojego gigantycznego i kryjącego wiele niespodzianek wnętrza. Komunikacja bezpośrednia nie jest możliwa, dlatego V'Ger błyskawicznie wykonuje szczegółową kopię deltańskiego nawigatora Enterprise (Persis Khambatta), która pełni rolę sondy oraz kanału komunikacyjnego. Mimo to dalsze porozumienie staje się niemożliwe. Okazuje się, że przy wręcz kosmicznych możliwościach odtwórczych, intelektualnych itp. V'Ger wykonuje jedynie proste zadania: komunikacji, poszukiwania oraz magazynowania informacji, ale nie tylko. Celem podróży V'Gera jest odnalezienie jego twórcy, czyli odebranie od niego sygnału. Przemierza przestrzeń wysyłając sygnały, które zrozumieć może jedynie jego twórca, stąd problemy załóg z początku filmu.

    Bardzo komplikuje to położenie załogi Enterprise, gdyż nie wiedzą gdzie szukać twórcy i co odpowiedzieć V'Gerowi. Ten nie traktuje załogi jako godnego rozmówcy, uważa że są jedynie węglowymi istotami zanieczyszczającymi imponujący twór jakim jest sam statek. Trudności w zrozumieniu się wzajemnie oraz znudzenie V'Gera, stawia załogę, Ziemię oraz inne światy przed widmem zagłady. Proces ten będzie trwać aż nie zostanie odnaleziony twórca, czyli potencjalnie bez końca.

    Sytuację ratuje Spock, który samotnie stara się dotrzeć do samego jądra V'Gera, umożliwiając w ten sposób załodze kolejny stopień zbliżenia się do niego oraz do prowadzenia kolejnych negocjacji, które wcześniej nie były brane pod uwagę (V'Ger uważał je za większą stratę czasu niż np. granie w gry). Odkrycia Spocka ujawniły jak wiele cywilizacji na swojej drodze już napotkał, w szczególności tę która V'Gera uznała za "swego", a następnie rozbudowała go do obecnej monumentalnej postaci. Dodano dodatkowe możliwości (np. inżynieria kosmiczna), rozbudowano elektroniczny proces myślowy oraz umożliwiając mu powrót i wiele doskonalszy sposób poszukiwania jego twórcy. Niejako przy okazji, stał się ogromnym zagrożeniem dla tych, z którymi komunikacja się nie powiedzie.

    Intryga filmu oparta jest o wielowymiarowy aspekt spotkań różnych cywilizacji (bytów), które się od siebie radykalnie różnią, tak bardzo że komunikacja i wzajemne zrozumienie bywa niemożliwe. Początkowy brak możliwości odebrania sygnału od V'Gera został wprost przesadnie wyolbrzymiony, dla celów fabuły (przecież Enterprise wyposażony jest w imponującą ilość czujników).

    Stanowi to istotę założeń serii stworzonej przez Gene Roddenberry'ego, który chciał ukazać do czego może doprowadzić wysłanie dowolnego obiektu stworzonego przez inteligencję (np. sondy, statku kosmicznego) w odległą podróż kosmiczną. Co może się wydarzyć jeśli dotrze ona w końcu do jakiejś zaawansowanej cywilizacji, która niekoniecznie musi być biologiczna. Do czego może doprowadzić połączenie tych technologii, jakimi wytycznymi należy się wówczas kierować by nie miało to zgubnych konsekwencji. Odnajdziemy też istotny motyw oparty na prawdziwych wydarzeniach. Ostatecznie zagadka zostaje rozwiązana, a odpowiedź jest niezwykle zaskakująca i interesująca.

Podsumowując fabuła mi się wybitnie podoba, film ma zbyt wiele dłużyzn (chciano się pochwalić na co poszła kasa w scenografii ;), a Ilia (niestety już nieżyjącej Miss India Persis Khambatta, która miała nominację do Saturna), zapadła wszystkim głęboko w pamięć.

Jeszcze podkreślę, że intryga podoba mi się znacznie bardziej niż w Gwiezdnych Wojnach, a to dlatego że często przejaskrawiane są moje upodobania do tej serii (np. w pomniejszych encyklopediach :P).

sobota, 25 czerwca 2016

Brexit - jak rozwiązać problem UE

Wczoraj ogłoszono wyniki referendum (Wikipedia), gdzie podjęto pierwszą w historii decyzję o opuszczeniu UE przez (silnego) członka.

Jak się okazuje z TV i prasy leją się łzy (i to na całym globie!), wieszczony jest koniec świata (a co najmniej koniec UE:P), jak się okazuje Anglia jest tak istotnym członkiem, że nawet USA jest zaniepokojone...

Jednak czy jest się czym przejmować??
Absolutnie nie!

Pragnę przypomnieć, że raz już była zastosowana specjalna procedura nowoczesnej demokracji w UE. W normalnej sytuacji głosowanie odbywa się, aby oddać suwerenowi możliwość podjęcia decyzji, jednak ta decyzja może być nieoczekiwanym i niepożądanym zaskoczeniem;) Tak raczej jest i tym razem, bo mam wrażenie, że politycy i celebryci polityczni są zaniepokojeni i niezadowoleni.

Dlatego gdy dochodzi do takiej sytuacji, tak jak to już kiedyś miało miejsce odnośnie Irlandii, zgodnie z zasadami nowoczesnej demokracji UE głosowanie powtarza się tak długo aż skutek, czyli jedynie słuszna decyzja zostanie podjęta przez nieomylnego suwerena (głosowanie pierwsze i drugie - Wikipedia).

Na razie się na to nie zanosi, dlatego warto zadać pytanie dlaczego wyborca w Anglii jest nieomylny i wie jakie decyzje podejmuje (decyzje są wiążące), a tego z Irlandii można pominąć gdy jest to pożądane?

piątek, 24 czerwca 2016

Brak zaplaty za fakture - szczeniackie wyłudzenie

Dwa dni temu otrzymałem taki oto e-mail:
    od: Dariusz P????? (semi-o???????@wp.pl)
    data: Śr 2016-06-22 18:33:15
    temat: tdc - Brak zaplaty za fakture 10882893
    załączniki: tdc.doc (81,26 KB)


    Drogi tdc,

    Nasz system poinformowal nas, ze faktura numer # VI-616338 nie zostala do tej pory uregulowana. Prosimy o uregulowanie platnosci nie pózniej niz 27-06-2016. Suma platnosci wynosi: 4,035.00 Zl Jesli wplata za fakture zostala juz zrobiona, prosimy zignorowac te wiadomosc.

    Pozdrawiam,
    Dariusz P?????,

    POWIATOWA I MIEJSKA BIBLIOTEKA PUBLICZNA W WIELICZCE
    tel.: +48122600200
    ul. Malinowskiego 8b/29 Torun, 87-100

    ?Email ID.: 457-00846
No bez jaj...
Zalegam z fakturą dla biblioteki???;)
Ja tam nigdy nie byłem! Czy ja niby książek nie oddałem??;)


Swoją drogą nieźle sobie liczą 4,035 zł, dla biblioteki??

Jak ktoś z Was coś podobnego otrzyma to niech prędzej zgłosi to na policję niż próbuje płacić!


Update:
Co w tym liście powinno każdego zaniepokoić
- żądanie opłaty za fakturę
- komu? (biblioteka - dobre sobie!)
- Brak podania imienia nazwiska/Firmy. Podkreślmy że wszędzie zwracają się do mnie z nicka! (w Polsce się jeszcze nie wystawia faktur na internetowe nicki, a tym bardziej na fakturze nie jest podany nick!)
- częsty brak polskich liter w tekście (zaznaczyłem słowa pogrubieniem - 17 sztuk)
- duża suma (w połączeniu z absurdalnym wystawcą faktury)
- położenie geograficzne płatnika - u mnie: nie znam takiego, nigdy tam nie byłem, to dość daleko ode mnie
- numer telefonu jest w Polsce, ale początek 122 to dość dziwny jak na telefon komórkowy... (tu ten numer nie jest podany jako niebezpieczny, ale widać znany jest on ludziom...)
- należy też zawsze pamiętać, że widoczny adres e-mail najczęściej nie jest faktycznie tym adresem, z którego ta wiadomość została wysłana (to prosty trik stosowany przez spamerów)
- ciekawe jest to, że biblioteka znajduje się w Wieliczce, a adres jest w Toruniu... (jak się okazuje adres tej biblioteki jest oczywiście zupełnie inny)

Dlatego mam nadzieję, że nikomu nigdy nie przyjdzie do głowy cokolwiek płacić, a nawet dzwonić...


Jeśli nie jest zaznaczone inaczej (lub nie jest zaznaczone wcale) zamieszczone ilustracje pochodzą z Wikimedia Commons lub są mojego autorstwa.