poniedziałek, 3 października 2011

Kochamy figurki Star Wars z czasów PRLu

Jakiś czas temu w necie poznałem interesującego człowieka, który ma dość wyszukane hobby, kolekcjonuje stare polskie podróbki zachodnich figurek z Gwiezdnych Wojen. Oto jego bardzo ciekawy artykuł omawiający ten temat:
    Dawno temu, za żelazną kurtyną...


    Niełatwa była sytuacja polskiego berbecia w latach 80, czyli w czasach apogeum światowego zainteresowania pierwszą Trylogią Gwiezdnych Wojen. O ile z obejrzeniem kultowych filmów w Polskich kinach nie było większego kłopotu, o tyle produkty zachodniego przemysłu zabawkarskiego pozostawały już tylko w zakresie marzeń i fantazji. Niszę na rodzimym rynku wypełniły nielicencjonowane gadżety, w tym wszechobecne gumowe i plastikowe podróbki figurek Star Wars. Poniższy artykuł jest efektem nieuleczalnej miłości do kolorowych, pachnących smołą kawałków gumy, mających moc przenoszenia w przeszłość...



    Trudno dziś w to uwierzyć, lecz poszczególne części Sagi trafiały do Polski stosunkowo niedługo po ich światowej premierze. Pierwszy (czyli czwarty) epizod Gwiezdnych Wojen zawitał na ekrany polskich kin w 1979 roku. Byłem zbyt młody by zobaczyć go na własne oczy, lecz doskonale pamiętam szczegółową relację mojej starszej kuzynki, zachwyconej technicznym rozmachem, zgrabnymi dialogami i oczywiście postacią Hana Solo. Słowo "Jedi" kuzynka wymawiała po polsku, a scenę z kantyny na Mos Eisley znała na pamięć.

    Na Imperium Kontratakuje poszedłem już sam i zostałem uwiedziony bez reszty. Nie zdawałem sobie jeszcze sprawy, że oglądam prawdopodobnie najwybitniejszy sequel w historii kina; dla mnie ważne były wówczas miecze świetlne, kangurowate Taun-Tauny, niesamowicie złoty C3PO i fascynująco realny Yoda. Na podwórku odtwarzaliśmy z kolegą sceny walki za pomocą znalezionych na śmietniku zużytych świetlówek. To właśnie jakoś w tym czasie polscy przedsiębiorcy wyczuli niezły interes i zaczęli produkować nielegalne podróbki amerykańskich figurek Star Wars. Był rok 1983.

    Oryginalne figurki firmy Kenner, produkowane ze względu na koszty na Tajwanie i w Hong Kongu, były wówczas przedmiotem pożądania polskich dzieciaków. Informacje o nich oraz nieliczne egzemplarze docierały do większych miast w kraju. Ktoś tam miał tatę pracującego na Zachodzie, komuś przysłała coś w paczce rodzina z Ameryki, na bazarach zaś można było kupić domowej roboty fotosy ukazujące reklamy zabawek Kennera. Od jednego z kolegów udało mi się zdobyć trzy oryginały, drogą handlu wymiennego. Resztę z konieczności zagospodarowały figurki polskie.

    Pojedyncze ludziki pojawiły się już około roku 1980 - był to plastikowy Chewbacca oraz cztery plastikowo-gumowe figurki tzw. oryginalnej serii: Han Solo, Leia, Obi-Wan i Tusken Raider. Wszystkie miały ruchome ręce i nogi oraz akcesoria identyczne z oryginalnymi (płaszcze, broń). Nawet kolory były w miarę poprawne, chociaż Tusken był pomarańczowy zamiast piaskowego, a Chewbacca, obok brązowego, występował również w wersji czarnej. Pakowane były w foliowe woreczki z przyczepionym kartonikiem. Dziś to najrzadsze z polskich figurek Star Wars, bardzo cenione i poszukiwane przez kolekcjonerów.

    Pierwsze figurki: pomarańczowy Tusken oraz czarny ChewbaccaPomarańczowy Tusken oraz czarny Chewbacca to obiekty pożądania młodych chłopców na początku lat 80.

    Tuż po nich nastąpił wysyp figurek nieruchomych, odlanych w jednym kawałku z twardej lub miękkiej gumy. Sprzedawane luzem, były bardzo popularne przez całe lata osiemdziesiąte. Ich pierwszy rzut obejmował siedemnaście postaci wiernie odwzorowujących kształt oryginałów, choć z kolorami było już nieco ciekawiej. Obok ludzików pomalowanych w miarę podobnie do figurek Kennera - stanowiących mniejszość - występowała cała tęcza barw i ich kombinacji, przyprawiająca ówczesne dzieciaki o wściekłość, a dzisiejszym kolekcjonerom sprawiająca największą frajdę. Właściwie niemożliwe jest zgromadzić kompletną kolekcję kolorystyczną tej grupy podróbek: do dziś nie wiadomo, jakie jeszcze wersje wypłyną z zakamarków piwnic i strychów. Postacie należące do tej pierwszej nieruchomej serii to: Luke, Leia, Han Solo, Obi-Wan, Chewbacca, C3PO, Darth Vader, Szturmowiec, Tusken Raider, Generał Veers, Zuckuss, IG88, Rebeliancki Komandos, Barada oraz trzy Ewoki (Logray, Chief Chirpa i Wicket).

    figurki nieruchomeNastępcy - nieruchome figurki

    Około roku 1985, tuż przed wejściem do polskich kin Powrotu Jedi, firma Elektrospółdzielnia z Gdyni zaczęła produkować swoją "autorską" serię gumowych figurek liczącą 20 wzorów. Mocowano je zszywaczem w plastikowych bąblach na niedbale zaprojektowanych kartach.

    Karton z najpopularniejszej serii figurekW takim wystrzałowym opakowaniu sprzedawane były figurki z łamliwymi nogami

    Najbardziej charakterystyczną cechą tej serii było przyporządkowanie dwudziestu korpusom figurek jedynie trzech rodzajów kończyn. Ktoś postanowił, że skopiowane zostaną wyłącznie odnóża oryginalnego Biker Scouta, Pilota TIE Fightera oraz At-At Drivera, doczepiane później pozostałym postaciom (część z nich występowała zresztą w dwóch wersjach kończyn). Paradoks wprost z filmów Barei stanowił fakt, iż nogi i ręce Pilota TIE Fightera oraz At-At Drivera nigdy nie zostały doczepione do korpusów ich oryginalnych właścicieli... Do serii Elektrospółdzielni należały: Darth Vader, Szturmowiec, Leia, Luke Pilot, Boba Fett, Zuckuss, At-At Driver, Han Hoth, Rebel Hoth Soldier, Imperial Gunner, Pilot TIE Fightera, Snowtrooper, Imperial Gunner, Biker Scout, At-St Driver, Generał Veers, Lando Calrissian, Nien Nunb, Weequay oraz Barada. Figurkom stale gubiły się nogi i ręce, co było zmorą bawiących się nimi dzieci i powodowało nieraz brutalne przymocowanie niesfornych kończyn za pomocą szpilek oraz gwoździ.

    Figurki najpopularniejsze - z łamliwymi nogamiTe ręce i nogi - koszmar polskich dzieci

    Osobno sprzedawano broń do figurek, w kolorystyce odzwierciedlającej raczej dostępne na rynku materiały, niż naśladującej kennerowski oryginał.

    Gwiezdnowojnowe bronie dla figurekW niewielkich przezroczystych torebkach sprzedawane były zestawy broni

    Seria ta ukazywała się falami do końca lat 80, następnie matryce zostały przejęte przez inną firmę, która produkowała z nich kolejne rzuty, w nieco odmienionej kolorystyce, przez całe lata 90. Sądząc po lepkiej jeszcze farbie na niektórych egzemplarzach, można podejrzewać, że ktoś stale odlewa nowe egzemplarze...

    Figurki Elektrospółdzielni posłużyły za wzór dla kolejnej serii nieruchomych gumowych ludzików, produkowanej w drugiej połowie lat 80. Poznajemy to po tym, iż również tutaj występuje pomieszanie korpusów i kończyn. Z dziesięciu postaci osiem posiada odnóża Biker Scouta: Boba Fett, Snowtrooper, Luke Pilot, Imperial Gunner, At-St Driver, Rebel Hoth Soldier, Lando Calrissian i Biker Scout (tu nogi i ręce się zgadzają, lecz sposób wykonania wskazuje, iż jest to kopia kopii, nie zaś odlew oryginału jak figurki pierwszej serii nieruchomej). Pozostałe dwie posiadają nogi i ręce Pilota TIE Fightera, a są to Nien Nunb oraz Pruneface. To najbardziej niedbale wykonana seria spośród wszystkich polskich figurek, tylko zapamiętały kolekcjoner może odczuwać przyjemność posiadania takich koszmarków.

    Kolejna seria nieruchomych figurekNastępna seria nieruchomych figurek

    Możliwe, że jeszcze przed 1985 rokiem pojawiła się w Polsce figurka niezwykła, mająca ambicje odwzorowania amerykańskiego oryginału wraz z opakowaniem. Nie wiadomo dlaczego wybór padł na postać Snowtroopera, produkowano go jednak z wyjątkową dbałością o szczegóły: ruchoma plastikowa figurka posiadała właściwe ręce i nogi, odpowiedni płaszczyk, oryginalną broń. Mocowana była do karty nawiązującej do kart firmy Kenner. Istnieją poszlaki, że występowała w kolorze oryginalnym (białym), do dziś przetrwały jednak wyłącznie egzemplarze czarne oraz jeden czerwony.

    Czarny Snowtrooper
    Czarny Snowtrooper aby nikt nie pomyślał, że jego kolor wynika z jego nazwy;)

    Niezwykle tajemniczą figurką jest kopia robota 8D8 - epizodycznej postaci z lochów pałacu Jabby. Podróbka ta wypłynęła w kolekcjonerskim światku dopiero w 2011 roku, wiele wskazuje jednak na to, iż jest to rzeczywista polska robota z połowy lat 80. Figurka posiada ruchome części, odlana jest z białego plastiku. Jej pojawienie się stanowi jedno z ważniejszych odkryć ostatniej dekady.

    Robot 8D8 - dosłowny biały krukRobot 8D8 - dosłowny biały kruk

    Pod koniec lat 80 dostępne były kolejne dwie gumowe figurki innej tajemniczej serii nieruchomych ludzików. Przedstawiały one Chewbaccę w jadowicie pomarańczowym kolorze oraz złoto-srebrnego Szturmowca, wyposażone były w płaszcze z napisami (płaszcz Szturmowca oznaczony był jako... Obi-Wan Kenobi). Podobnie jak poprzednia figurka, musiały być efektem prywatnej inicjatywy jakiegoś lokalnego przedsiębiorczego rzemieślnika.

    Jadowicie pomarańczowy i srebrny ChewbaccaPrawdziwy koszmar - jadowicie pomarańczowy i srebrny Chewbacca

    Złoto-srebrny SzturmowiecZapewne tylko przypadkiem producenci mieli nadmiar srebrnej farby

    Przegląd polskich podróbek z lat 80 zamyka seria uznawana przez wielu za najpiękniejszą i najbardziej pożądaną, nazwana z tego powodu "deluxe". Składa się z czterech dokładnych kopii amerykańskich oryginałów, w pełni ruchomych i posiadających - poza jednym przypadkiem - odpowiednie akcesoria. Najpopularniejszy z nich to At-At Driver, występujący w niezliczonych odmianach barwnych, sprzedawany z dwiema sztukami broni, niepochodzącej od tej postaci. Równie popularną, choć najmniej udaną postacią serii był Yoda, niefortunnie ubarwiony (kombinacje czerwieni i zieleni lub niebieskiego) i pozbawiony płaszcza (choć wyposażony w pas, węża i laseczkę). Imponująco prezentował się natomiast Strażnik Gamorreański, dzierżący oryginalny topór - przy odrobinie szczęścia można było trafić na egzemplarz podobny kolorystycznie do figurki Kennera, choć częściej zdarzały się fantazyjne zestawienia czerwieni, czerni, zieleni czy błękitu. Białym krukiem serii jest Ree Yees - trójoki stwór z pałacu Jabby, niezwykle dziś rzadki i pożądany przez kolekcjonerów. Seria deluxe produkowana była w Łodzi, figurki sprzedawano w foliowych woreczkach z kartką w środku.

    Rarytasy: Yoda, Strażnik Gamorreański, Ree Yeesi i SzturmowiecPrawdziwe rarytasy dzieciństwa, figurki które bardzo przypominały zachodnie oryginały

    Niewiele wiadomo o twórcach polskich podróbek. Niewiarygodne, ale nie udało się dotąd zlokalizować producenta ogromnej serii figurek nieruchomych, królujących w sklepach zabawkowych, papierniczych i z pamiątkami przez całą dekadę. Wychowani za żelazną kurtyną, w świecie bez praw autorskich, nie zastanawialiśmy się skąd ludziki się wzięły, ważne było, że mamy swoje zabawki Star Wars. Tego mogli nam pozazdrościć sąsiedzi Rosjanie, Czesi i Słowacy, w ramach obozu socjalistycznego jedynie Węgrzy produkowali jeszcze swoje podróbki. Przeciętna dziecięca kolekcja polskich figurek w latach 80 liczyła około 30 sztuk ludzików z różnych serii. Gdyby chcieć zgromadzić wszystkie wzory poszczególnych serii, bez odmian, wyszłoby ich równo 60. Nie wszystkie wzory były wszędzie dostępne, występowała znaczna nadpodaż nieruchomych Vaderów, Wookie'ch czy Szturmowców przy deficycie innych, ciekawych postaci. Również zabawa nimi nastręczała sporo problemów - figurkom Elektrospółdzielni odpadały ręce i nogi, figurki nieruchome miały ograniczone funkcje kinetyczne. Drażnił sposób wykonania, nieprzyjemny zapach oraz nieadekwatne często barwy ludzików (notorycznie przemalowywało się niektóre z nich, np. szturmowców za pomocą zmazywacza do mazaków, farb plakatowych lub farby olejnej). Taka była jednak rzeczywistość i to nam zupełnie wystarczało: stara Saga Lucasa potrafiła inspirować zabawy nawet tak dalekimi od oryginału podróbkami. Nie można tego niestety powiedzieć o nowej Sadze, i nie pomogą tu najpiękniejsze nawet oryginalne gadżety dostępne dziś w każdym sklepie z zabawkami...

    Jakub (http://starwarsaw.pl), 2011

    wszystkie fotografie pokazują eksponaty z kolekcji autora


Miło jest czytać tak kompetentny i pełen pasji opis;) Warto pochwalić też autora, bo mało który kolekcjoner potrafi tak sprawnie opisać swoją kolekcję.

Zachęcam do zapoznania się ze stronką Jakuba, gdzie znajduje się spora galeria figurek, o których była tu mowa. Ja podkreślę to że warto zobaczyć jak ta sama figurka tylko w czasie PRLu mogła być produkowana w tak odmiennych wersjach kolorystycznych - nawet ja jestem tym zadziwiony mimo że wiele z nich pamiętam z czasów dzieciństwa. Przykładowo jak można zrobić Bobę lub szturmowca i zielonego, i czerwonego ? A Luke Skywalker z różowymi nogami - bezcenny ;)

Jakubie dziękujemy Tobie za ciekawą lekturę!

6 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Co jest takiego w tych całych SW, że aż niektórym mocno miesza w głowach?

Anonimowy pisze...

Nie w całych, tylko w najstarszych trzech filmach. Jest dzieciństwo, magia, klimat, odskocznia od szarzyzny PRL.

Jakub :)

Tdc pisze...

Jakub ten anonim miał na myśli mnie bo już niepierwszy raz piszę tu coś o SW;)

A poważnie to znam wielu polskich fanów SW i naprawdę trudno jest mi pośród nich znaleźć kogoś kto ma namieszane w głowie, dlatego myślę, że to zwykłe uproszczenie, stereotyp.

Anonimowy pisze...

To mnie Tomek chyba mylisz z jakimś trollem - bo o SW piszę pierwszy raz, a na anonimie poszło przypadkiem, bo źle kliknąłem, a na gmail zalogowany nie byłem.

A teraz rozwinę to, co zacząłem w pytaniu powyżej:

Tak się składa, że swojego czasu byłem na pewnym spotkaniu miłośników SW jako reporter i przez dwa dni robiłem fotki, słuchałem, obserwowałem.

Widziałem sporo razy sytuację, gdzie przy stołach z wystawionymi zabawkami figurkami i innymi rekwizytami z SW stali mężczyźni ~40lat z żonami (które sprawiały wrażenie, jakby chciały natychmiast opuścić salę - i tak było), które to mówiły tekst podobny do tego: "no chodź już - po co Ci kolejna 30-ta figurka r2d2 (czy innej postaci)", zawsze padała odpowiedź w stylu: "ale czekaj, czekaj - takiej jeszcze nie mam, a ciekawa jest"

Nie powiem, ale nie wiedziałem, czy się rozpłakać, czy śmiać do rozpuku - moja twarz przyjmowała coś pomiędzy - taki kucający kot na pustyni - bo nie chciałem się zdradzić. Śmieszne/żałosne jest, jak widzi się dorosłego "konia" trzęsącego się do dziecięcej zabawki - ale to chyba właśnie jest hobby i nie należy nad tym dalej debatować, a zostawić - kiedyś wyrosną, a może i nie ...

Anonimowy pisze...

Rozumiem, ze ty juz wyrosles, jestes przykladnym mezem i ojcem, ogladaczem sobotnich meczow w tv, zdyscyplinowanym wyprowadzaczem psa etc etc :) Nie ukrywam, ze bardzo mi to na reke, kto wie o ile mniej figurek bym zdobyl, gdyby do gry o trofea wkroczyl tak wytrawny analityk rzeczywistosci...

Jakub

Tdc pisze...

Drogi anonimie, nie będę ukrywał że kolekcjonowanie figurek dowolnego rodzaju jest uznawane powszechnie za dość ekscentryczne.

Jednak z Twojego opisu ja nie widzę nic niewłaściwego a tym bardziej wymagającego interwencji psychiatry, gdy kolekcjoner znalazł jakiś unikalny eksponat.
Reakcja kobiet również mnie nie wzrusza bo niewiasty zwykle są ignorantkami bez względu na to czy to dotyczy hobby czy informatyki czy ogólnie nauki. A ignorantami na pewno nie będziemy się przejmować;)
Co innego gdyby tu pojawił się jakiś kolekcjoner i powiedział, że faktycznie jego zachowanie było nieprofesjonalne bo np. najpierw się zabezpiecza folie, a potem ogląda itp.;);)



Jeśli nie jest zaznaczone inaczej (lub nie jest zaznaczone wcale) zamieszczone ilustracje pochodzą z Wikimedia Commons lub są mojego autorstwa.


Ta strona używa cookies oraz innych technologii Google (i innych firm w specjalnych dodatkach po prawej stronie) w celu prawidłowego działania tej stronki (jej elementów jak np. ankiety, reklamy itp.) oraz zbierania statystyk. Korzystanie z tego bloga powoduje zapisywanie typowych plików na Twoje urządzenie (np. komputer, tablet itp.) o ile w ustawieniach przeglądarki nie zmienisz tego.

W UE się ludziom w głowach przewraca, więc dla świętego spokoju zamieściłem to absurdalne ostrzeżenie...