Od jakiegoś czasu słyszymy i czytamy o problemach jakie mają mieszkańcy Cypru (oraz wiele bogatych osób z różnych części świata). Na okrągło w TV pokazywani są rozdrażnieni Cypryjczycy, którzy nie mogą się dostać do zasobów swoich kont bankowych, a bankomaty były niedawno opróżnione do zera (dziś już można podejmować małe kwoty).
Komentatorzy otwarcie mówią, że jakby zapytać dowolnego Cypryjczyka czy chce wyjść z UE to odpowie, że tak bo to są złodzieje sięgający ludziom do kieszeni lub coś podobnego i nawet bardziej dosadnego. I nie ma się tu czym dziwić...
Chciałbym jednak zwrócić uwagę na fakt, że żyjemy w takim kraju w którym tzw. podatek Belki (Wikipedia) funkcjonuje od bardzo dawna, czyli innymi słowy państwo "zagląda" sobie do naszych oszczędności nieco na wzór Cypru (gdzie jeszcze do tego nie doszło).
Warto też zwrócić uwagę, że do 2012 roku podatek ten był sprytnie pomijany przez banki (chcące ściągać do siebie klientów - no może z wyjątkiem banku pocztowego, gdzie można było nawet spotkać pracowników, którzy nie wiedzieli o czym mowa !), jednak obecnie wprowadzono poprawkę tak, aby naliczanie dzienne również było objęte tym podatkiem (co wyszło nam na jeszcze gorsze). Dziwne jest to gdyż obecny rząd gdy się szykował do przedwczesnych wyborów, postulował zmniejszenie podatków, faktycznie je podniósł oraz dodał wiele innych, czy też zaostrzył dotychczasowe np. tak jak w przypadku podatku od dochodów kapitałowych (czyli podatku Belki).
Polak Cypryjczyk dwa bratanki ?
Tak naprawdę od lat jesteśmy okradani, jednak widać wyraźnie, że Cypryjczycy potrafią głośniej protestować, bo ich protesty są głośne we wszystkich krajach. Jedyne o co można się spierać, to co jest gorsze Cypr z jednorazowym (jak mają nadzieję Cypryjczycy i właściciele kont) znacznym obciążeniem, czy może Polska z małym obciążeniem miesięcznym, ale trwającym od bardzo dawna...
Janusz ZajdelMamy tutaj po prostu doskonale kontrolowany bałagan, stwarzający pozory (...) porządku (...)
wtorek, 26 marca 2013
wtorek, 19 marca 2013
Pierwsze spotkanie growe "Straszna plansza"
Tu tworzymy listę chętnych do grania w tę sobotę 23 marca 2013, godzina spotkania 15:00.
Osoby które chcą zarezerwować miejsce dla osób biorących udział w grze proszone są o dopisywanie się w komentarzach (proszę się podpisywać w komentarzu abyśmy wiedzieli kto rezerwuje). Podajcie ilość osób (nie musicie wyjaśniać kto to konkretnie będzie).
Jest to bardzo istotne bo w grze, w którą będziemy obecnie grać może być max 6 graczy.
W komentarzach można też zgłaszać inne propozycje czy pytania dotyczące tematu.
PS. Jak ktoś się nie załapie to nic nie szkodzi zorganizujemy następne spotkanie może już po świętach;)
Update:
Obecnie mamy 4 miejsca zajęte i 2 wolne:
Tdc *1
jury *1
Paweł *1
Adam *1
Update:
Link z opisem gry Magia i Miecz, podał nam jury: Talisman - gra planszowa (gram.pl).
Osoby które chcą zarezerwować miejsce dla osób biorących udział w grze proszone są o dopisywanie się w komentarzach (proszę się podpisywać w komentarzu abyśmy wiedzieli kto rezerwuje). Podajcie ilość osób (nie musicie wyjaśniać kto to konkretnie będzie).
Jest to bardzo istotne bo w grze, w którą będziemy obecnie grać może być max 6 graczy.
W komentarzach można też zgłaszać inne propozycje czy pytania dotyczące tematu.
PS. Jak ktoś się nie załapie to nic nie szkodzi zorganizujemy następne spotkanie może już po świętach;)
Update:
Obecnie mamy 4 miejsca zajęte i 2 wolne:
Tdc *1
jury *1
Paweł *1
Adam *1
Update:
Link z opisem gry Magia i Miecz, podał nam jury: Talisman - gra planszowa (gram.pl).
sobota, 16 marca 2013
Nagroda Darwina dla Getin Banku?
Na blogu Macieja Samcika, pojawił się wpis pt. Getin Bank utrudnia życie internetowym kantorom? 50 zł prowizji za jeden przelew!, gdzie czytamy informację od banku:
- "W momencie tworzenia systemu informatycznego banku przelewy walutowe pomiędzy klientami firmowymi, a klientami detalicznymi były usługą niszową. Zdecydowano, iż obsługa tego typu transakcji będzie prowadzona ręcznie przez pracowników. W praktyce wygląda to tak, że każdy przelew musi być ręcznie wyksięgowany z jednego rachunku i zaksięgowany na drugi. Nie mamy po prostu na dziś automatycznej opcji takiego przelewu. W ostatnim czasie ilość tego typu transakcji zdecydowanie wzrosła. Dlatego zdecydowaliśmy o wprowadzeniu opłaty za każdy przelew walutowy realizowany z rachunku firmowego. Wykonanie tej pracy po prostu kosztuje (podobne opłaty pobierają inne banki obsługujące klientów firmowych)" - tłumaczy Maciej Szczechura z zarządu Getin Noble Banku. I pociesza czytelników blogu: "Mamy na liście planowanych wdrożeń automatyzację tych przelewów".
Muszę to wyjaśnienie przyjąć, choć nie wiem czy dałoby się obronić kwotę 50 zł jako odzwierciedlającą nakład pracy potrzebny do przeksięgowania pieniędzy w banku - nawet jeśli trzeba to zrobić ręcznie.
Kto pierwszy postawi nogę na Marsie?
Ostatnio te ciekawsze loty kosmiczne są zawieszone i w tej materii niewiele się dzieje i niewiele możemy się spodziewać (głównie mają miejsce bezzałogowe loty, które zbierają dane do badań). Zachodzi jednak pytanie w czym tkwi problem ?
Czy problemem jest brak finansów, odpowiednich rozwiązań technologicznych czy może mamy jeszcze jakieś inne przeszkody?
Finansów oczywiście brakuje i jeszcze do tego mamy kryzys (koszt lotu na Marsa to kilkadziesiąt miliardów dolarów), a to wymaga bardzo konkretnych ruchów opartych nie o sponsorów, ale o cały system państwowy, na co obecnie nie ma zainteresowania nawet polityków, ani samych społeczeństw. Rozwiązania technologiczne istnieją i loty w nieodległe rejony naszej planety nie są niemożliwe, choć na pewno są trudnym wyzwaniem.
Wiele lat temu oglądałem film dokumentalny o lotach kosmicznych i tam całkiem mądrze (jak na mój rozum), tłumaczono że USA zaprzestało załogowych lotów z powodów psychologicznych. Z badań jakie przeprowadzono wynika, że bardzo trudno jest dokonać takiego wyboru załogi statku kosmicznego, aby po kilku tygodniach zamknięcia na małej przestrzeni nie zaczęli wdrażać w życie rozwiązań żywcem wyjętych z programów Jerryego Springera...
A lot na Marsa to rok czasu w jedną stronę, trudno tu mówić o kompromisach, a psychika ludzka jest tak skonstruowana, że nawet nie mając klaustrofobii, po pewnym czasie po oderwaniu od naszych najbliższych, od przyrody i intymności (samotności) zaczynamy się zachowywać jak szaleńcy (warto pamiętać też o kiepskim jedzeniu i braku smakołyków, a także trudności ze sportem, brakiem grawitacji, czy utrudnionej higienie osobistej - próbowaliście kiedyś umyć włosy lub wypluć wodę po umyciu zębów bez grawitacji ?). Ja bym nie przesądzał, że to wszystko nie jest możliwe, ale problem zdecydowanie istnieje.
Wczoraj obejrzałem na kanale BBC program, w którym poruszano wiele z tych tematów (choć często w sposób żartobliwy - to taka tendencja BBC, aby w ten sposób traktować zagadnienia naukowe: łatwo, lekko i przyjemnie).
Tam stwierdzono, że pierwszy człowiek w kosmosie znalazł się tylko dlatego, że blok komunistyczny chciał pokazać swoją przewagę nad drugą częścią świata, potem człowiek postawił nogę na Księżycu bo właśnie miał być to propagandowy odwet. Od kilkudziesięciu lat nie ma takich problemów między państwami, albo mają miejsce rywalizacje pomiędzy państwami, które nie mają takich możliwości. Oczywiście nie można zapomnieć o ogromnej ilości projektów międzynarodowych, gdzie pracuje się w przyjaźni - co oczywiście bardzo cenię.
Dlatego stwierdzono, że obecnie odpowiedni zastrzyk finansowy mogliby wywołać politycy dostatecznie rozwiniętego i bogatego kraju. A kto to może być obecnie ?
Jak pisałem, w ostatnich kilkudziesięciu latach mamy w tej materii zastój. Jednak okazuje się że może się znaleźć ktoś taki.

Mars (źr. oryginału Wikipedia)
Tym krajem mogą być Chiny, mają one odpowiednie zaplecze (światowy wytwórca np. technologii), mają odpowiednio zasobną sakwę, a do tego mają bardzo dobry powód: pokazać wszystkim na świecie, że to właśnie Oni pierwsi postawią ludzką nogę na Marsie.
Szczerze mówiąc, jestem tak wygłodniały, aby coś w kwestii lotów kosmicznych ruszyło się do przodu, że bardzo bym sobie życzył, aby podjęli taką decyzję (bo na inne kraje w dobie kryzysu liczyć nie można). Są krajem bardzo bogatym (jak np. pisałem w serii postów opisujących piękno tego kraju i ludności), byłbym zadowolony gdyby te pieniądze wydali w sposób tak właściwy i wiekopomny.
Czy problemem jest brak finansów, odpowiednich rozwiązań technologicznych czy może mamy jeszcze jakieś inne przeszkody?
Finansów oczywiście brakuje i jeszcze do tego mamy kryzys (koszt lotu na Marsa to kilkadziesiąt miliardów dolarów), a to wymaga bardzo konkretnych ruchów opartych nie o sponsorów, ale o cały system państwowy, na co obecnie nie ma zainteresowania nawet polityków, ani samych społeczeństw. Rozwiązania technologiczne istnieją i loty w nieodległe rejony naszej planety nie są niemożliwe, choć na pewno są trudnym wyzwaniem.
Wiele lat temu oglądałem film dokumentalny o lotach kosmicznych i tam całkiem mądrze (jak na mój rozum), tłumaczono że USA zaprzestało załogowych lotów z powodów psychologicznych. Z badań jakie przeprowadzono wynika, że bardzo trudno jest dokonać takiego wyboru załogi statku kosmicznego, aby po kilku tygodniach zamknięcia na małej przestrzeni nie zaczęli wdrażać w życie rozwiązań żywcem wyjętych z programów Jerryego Springera...
A lot na Marsa to rok czasu w jedną stronę, trudno tu mówić o kompromisach, a psychika ludzka jest tak skonstruowana, że nawet nie mając klaustrofobii, po pewnym czasie po oderwaniu od naszych najbliższych, od przyrody i intymności (samotności) zaczynamy się zachowywać jak szaleńcy (warto pamiętać też o kiepskim jedzeniu i braku smakołyków, a także trudności ze sportem, brakiem grawitacji, czy utrudnionej higienie osobistej - próbowaliście kiedyś umyć włosy lub wypluć wodę po umyciu zębów bez grawitacji ?). Ja bym nie przesądzał, że to wszystko nie jest możliwe, ale problem zdecydowanie istnieje.
Wczoraj obejrzałem na kanale BBC program, w którym poruszano wiele z tych tematów (choć często w sposób żartobliwy - to taka tendencja BBC, aby w ten sposób traktować zagadnienia naukowe: łatwo, lekko i przyjemnie).
Tam stwierdzono, że pierwszy człowiek w kosmosie znalazł się tylko dlatego, że blok komunistyczny chciał pokazać swoją przewagę nad drugą częścią świata, potem człowiek postawił nogę na Księżycu bo właśnie miał być to propagandowy odwet. Od kilkudziesięciu lat nie ma takich problemów między państwami, albo mają miejsce rywalizacje pomiędzy państwami, które nie mają takich możliwości. Oczywiście nie można zapomnieć o ogromnej ilości projektów międzynarodowych, gdzie pracuje się w przyjaźni - co oczywiście bardzo cenię.
Dlatego stwierdzono, że obecnie odpowiedni zastrzyk finansowy mogliby wywołać politycy dostatecznie rozwiniętego i bogatego kraju. A kto to może być obecnie ?
Jak pisałem, w ostatnich kilkudziesięciu latach mamy w tej materii zastój. Jednak okazuje się że może się znaleźć ktoś taki.

Mars (źr. oryginału Wikipedia)
Tym krajem mogą być Chiny, mają one odpowiednie zaplecze (światowy wytwórca np. technologii), mają odpowiednio zasobną sakwę, a do tego mają bardzo dobry powód: pokazać wszystkim na świecie, że to właśnie Oni pierwsi postawią ludzką nogę na Marsie.
Szczerze mówiąc, jestem tak wygłodniały, aby coś w kwestii lotów kosmicznych ruszyło się do przodu, że bardzo bym sobie życzył, aby podjęli taką decyzję (bo na inne kraje w dobie kryzysu liczyć nie można). Są krajem bardzo bogatym (jak np. pisałem w serii postów opisujących piękno tego kraju i ludności), byłbym zadowolony gdyby te pieniądze wydali w sposób tak właściwy i wiekopomny.
poniedziałek, 11 marca 2013
Wybieramy grę 2012 roku
Już po raz siódmy mam przyjemność zaprosić Was do wzięcia udziału w konkursie KazKompo 2012 na stronie Atarionline.pl (tu post z zeszłego roku).

OilGame Deluxe

Diabelska pomyłka
Obecnie w konkursie bierze udział aż 70 gier (w zeszłym roku było jedynie 58 gier), co cieszy bo nie tylko mamy więcej gier, ale też pojawili się nowi autorzy. Ogólnie świat miłośników Atari od wielu lat, wzrasta pod wieloma względami (np. w minionym roku mieliśmy aż 4 imprezy, czym nie może się poszczycić żadna inna społeczność komputerowa), a w wielu miejscach można przeczytać, że demoscena Atari jest obecnie najsilniejszą i najprężniejszą w Polsce.

PacMan Arcade 2012 - udoskonalona wersja automatowa
tego światowego hitu

Line Runner
Gry są różne, różniste, np. ta jest poprawioną wersją oryginału z lat 80. (tzn. warto podkreślić, że poprawioną to znaczy zdeasemblowaną, przetrawioną i poprawioną!):

Amaurote+

Bioptronid
Ta gra jest o tyle interesująca, ze zajmuje jedynie kilkaset bajtów (!!):

Pong
Na marginesie dodam, że nieco kulisów powstawania moich gier znajduje się w poście Minął growy rok .
To tegoroczny faworyt, gra zręcznościowa warta polecenia każdemu (gra nawet została wydana w Polsce i nakład został wyczerpany):

Ridiculous Reality
Głosując można przyznać punkty dziesięciu najlepszym grom. Następnie należy oddać głos na stronie Atarionline lub wysłać e-mail do organizatorów konkursu. Wśród osób biorących udział zostanie wylosowana jedna, która otrzyma niespodziankę.

Pani Basia z klatki B
Zadanie mamy proste: gramy, gramy, gramy, głosujemy, a jak będziemy mieli szczęście to i wygrywamy! Czy może być coś przyjemniejszego ?
OilGame Deluxe
Diabelska pomyłka
Obecnie w konkursie bierze udział aż 70 gier (w zeszłym roku było jedynie 58 gier), co cieszy bo nie tylko mamy więcej gier, ale też pojawili się nowi autorzy. Ogólnie świat miłośników Atari od wielu lat, wzrasta pod wieloma względami (np. w minionym roku mieliśmy aż 4 imprezy, czym nie może się poszczycić żadna inna społeczność komputerowa), a w wielu miejscach można przeczytać, że demoscena Atari jest obecnie najsilniejszą i najprężniejszą w Polsce.
PacMan Arcade 2012 - udoskonalona wersja automatowa
tego światowego hitu
Line Runner
Gry są różne, różniste, np. ta jest poprawioną wersją oryginału z lat 80. (tzn. warto podkreślić, że poprawioną to znaczy zdeasemblowaną, przetrawioną i poprawioną!):
Amaurote+
Bioptronid
Ta gra jest o tyle interesująca, ze zajmuje jedynie kilkaset bajtów (!!):
Pong
Na marginesie dodam, że nieco kulisów powstawania moich gier znajduje się w poście Minął growy rok .
To tegoroczny faworyt, gra zręcznościowa warta polecenia każdemu (gra nawet została wydana w Polsce i nakład został wyczerpany):
Ridiculous Reality
Głosując można przyznać punkty dziesięciu najlepszym grom. Następnie należy oddać głos na stronie Atarionline lub wysłać e-mail do organizatorów konkursu. Wśród osób biorących udział zostanie wylosowana jedna, która otrzyma niespodziankę.
Pani Basia z klatki B
Zadanie mamy proste: gramy, gramy, gramy, głosujemy, a jak będziemy mieli szczęście to i wygrywamy! Czy może być coś przyjemniejszego ?
Etykiety:
architektura komputerów,
artyści,
asembler,
Atari,
demoscena,
gry,
hobby,
internet,
komentarze,
multimedia,
oprogramowanie,
świat,
technologia,
weekend,
wydarzenia
niedziela, 10 marca 2013
Czy używamy Zasilacz lub korzysta się?
Temat programowych translatorów, które gubią wszelki sens jest stary i szeroki, dziś mam dla Was nowy przykład. Na tym blogu w cytatach z cyklu "Quotation of the Day" czytaliśmy ostatnio słowa Johna F. Kennedyego (1917-1963):
Dodatkowo ostatni sukces oprogramowania w teleturnieju, dowodzi że czas gdy komputery tłumaczyć będą poprawnie - powoli nadchodzi - nareszcie;)
Update:
Właśnie wypełniam ankietę na Wikipedii, gdzie zadano mi np. takie pytanie:
Update:
Ostatnio kupiłem sobie zagramaniczną ładowarkę, w instrukcji znalazłem wiele fantastycznych mądrości (np. prawnych itp.) oraz dowiedziałem się bardzo ważnej rzeczy, że "pompa" będzie działać sprawnie...
...zapewne chodziło o tę pompę u sąsiada...
- The men who create power make an indispensable contribution to the Nation's greatness, but the men who question power make a contribution just as indispensable, especially when that questioning is disinterested, for they determine whether we use power or power uses us.
- Ludzie, którzy tworzą siłę dokonać niezbędny wkład w kanadyjskiej wielkości, ale ludzie, którzy kwestionują władzę przyczynić właśnie jako nieodzowne, zwłaszcza że przesłuchanie jest bezinteresowna, bo czy używamy Zasilacz lub korzysta się z nami.
Dodatkowo ostatni sukces oprogramowania w teleturnieju, dowodzi że czas gdy komputery tłumaczyć będą poprawnie - powoli nadchodzi - nareszcie;)
Update:
Właśnie wypełniam ankietę na Wikipedii, gdzie zadano mi np. takie pytanie:
- W którym roku rozpocząłeś swoją przygodę z rozwijaniem Wikipedią?
- FUNDACJAFundacja Wikimedia wspiera grupę witryn, m.in. Wikipedia i Wikimedia Commons (...)
- Jaka jest Twoja płeć?
* Mężczyzna
* Kobieta
* Transseksualista
* Transpłciowy
* Wolę nie odpowiadać
Update:
Ostatnio kupiłem sobie zagramaniczną ładowarkę, w instrukcji znalazłem wiele fantastycznych mądrości (np. prawnych itp.) oraz dowiedziałem się bardzo ważnej rzeczy, że "pompa" będzie działać sprawnie...
...zapewne chodziło o tę pompę u sąsiada...
Etykiety:
architektura komputerów,
cytaty,
google,
humor,
internet,
kodowanie,
komentarze,
oprogramowanie,
szum informacyjny,
technologia,
testowanie oprogramowania
sobota, 9 lutego 2013
Zgrywanie filmów z emulatora Atari800Win Plus
Obecnie w epoce YouTube'a wiele osób zgrywa różnorodne filmiki, w tym najwygodniejsze jest zgrywanie filmów z klasycznych gier za pomocą emulatorów.
Jeśli chodzi o Atari najlepszym do tego jest emulator Atari800Win Plus (który niestety nieco zawisł w rozwoju), jednak i to wymaga nieco wiedzy i może sprawiać problemy. Ja spotkałem się właśnie z dość zaskakującym, mianowicie zgrałem bardzo długi filmik i niestety straciłem go jak na razie bezpowrotnie.
Problemem jest zgrywanie wielogodzinnych filmów, w moim przypadku problemem było to, że gdy wielkość zgrywanego pliku filmowego osiągnęła rozmiar 4 GiB okazało się, że zgrywanie filmu zostało zatrzymane (plik nie powiększał się), mimo że emulator wskazywał, że wszystko jest w najlepszym porządku.
Problem ten wynika z tego, że wiele systemów plików nie umożliwia zapisu pojedynczego pliku o większym rozmiarze (zwykle taki rozmiar pliku wystarcza). Tu niestety straciłem nie tylko tę część filmu, która była ponad ten rozmiar (nie wiem jaka to proporcja), ale również straciłem całą zawartość pliku, ponieważ plik jest uszkodzony (zgrywanie zakończyło się w teoretycznie przypadkowym momencie, a w plikach filmowych mamy zapisywanych wiele różnego typu danych, które nie mogą ulec uszkodzeniu).
Najpierw próbowałem odtworzyć film za pomocą popularnych playerów, niestety wszystkie poległy (nawet te z rozbudowanymi opcjami naprawy plików - do tej pory działały). Potem użyłem kilku darmowych edytorów filmów i o dziwo one również poległy :/ Być może jeszcze znajdę program, który uratuje przynajmniej ten zachowany fragment danych.
Jak się tego problemu pozbyć ?
Najprostszym rozwiązaniem jest ustawienie odpowiednich parametrów zapisu. Zwykle wybierane są: "Microsoft RLE" (jakość 85), albo jakiś bardziej zaawansowany kodek np. DivX lub Xvid.
W pierwszej ewentualności, długie zgrywanie filmiku bardzo szybko osiągnie rozmiar pliku 4 GiB, ale jest często jedynym wyjściem gdy posiadamy stary komputer. W drugim przypadku efekt jest już zadowalający, bo zapis jednej godziny zajmuje ~400 MiB (w dużej rozdzielczości), ale jest to rozwiązanie które sprawdzi się jedynie na szybszych komputerach.
Opis dotyczy emulatora Atari800Win Plus w wersji np. 4.x.
Jeśli chodzi o Atari najlepszym do tego jest emulator Atari800Win Plus (który niestety nieco zawisł w rozwoju), jednak i to wymaga nieco wiedzy i może sprawiać problemy. Ja spotkałem się właśnie z dość zaskakującym, mianowicie zgrałem bardzo długi filmik i niestety straciłem go jak na razie bezpowrotnie.
Problemem jest zgrywanie wielogodzinnych filmów, w moim przypadku problemem było to, że gdy wielkość zgrywanego pliku filmowego osiągnęła rozmiar 4 GiB okazało się, że zgrywanie filmu zostało zatrzymane (plik nie powiększał się), mimo że emulator wskazywał, że wszystko jest w najlepszym porządku.
Problem ten wynika z tego, że wiele systemów plików nie umożliwia zapisu pojedynczego pliku o większym rozmiarze (zwykle taki rozmiar pliku wystarcza). Tu niestety straciłem nie tylko tę część filmu, która była ponad ten rozmiar (nie wiem jaka to proporcja), ale również straciłem całą zawartość pliku, ponieważ plik jest uszkodzony (zgrywanie zakończyło się w teoretycznie przypadkowym momencie, a w plikach filmowych mamy zapisywanych wiele różnego typu danych, które nie mogą ulec uszkodzeniu).
Najpierw próbowałem odtworzyć film za pomocą popularnych playerów, niestety wszystkie poległy (nawet te z rozbudowanymi opcjami naprawy plików - do tej pory działały). Potem użyłem kilku darmowych edytorów filmów i o dziwo one również poległy :/ Być może jeszcze znajdę program, który uratuje przynajmniej ten zachowany fragment danych.
Jak się tego problemu pozbyć ?
Najprostszym rozwiązaniem jest ustawienie odpowiednich parametrów zapisu. Zwykle wybierane są: "Microsoft RLE" (jakość 85), albo jakiś bardziej zaawansowany kodek np. DivX lub Xvid.
W pierwszej ewentualności, długie zgrywanie filmiku bardzo szybko osiągnie rozmiar pliku 4 GiB, ale jest często jedynym wyjściem gdy posiadamy stary komputer. W drugim przypadku efekt jest już zadowalający, bo zapis jednej godziny zajmuje ~400 MiB (w dużej rozdzielczości), ale jest to rozwiązanie które sprawdzi się jedynie na szybszych komputerach.
Opis dotyczy emulatora Atari800Win Plus w wersji np. 4.x.
niedziela, 20 stycznia 2013
Minął growy rok
Mamy nowy 2013 rok, jakoś świat się nie skończył:P Dla mnie był to rok dość pracowity i ciężki, ale też pełen fajnych wydarzeń, więc narzekać nie mogę.
Ten rok to dla mnie rekordowe osiągnięcie, bo po raz pierwszy miałem na koncie 4 gry, które zgłosiłem na compo. Z jednej strony to dużo, ale z drugiej miałem tyle na głowie, że było to naprawdę sporym osiągnięciem.
Na początku ubiegłego roku trafił mi się Global Game Jam, w czasie którego niestety musiałem pracować do późnych godzin, dlatego ta gra faktycznie nie była moja, a jedynie byłem częścią zespołu (ostatecznie zajęliśmy 3 miejsce ex aequo).
Potem od kilku miesięcy zakładałem, że tym razem nie będzie mojej gry na Grzybsoniadzie 2012, jednak złamałem się na kilka dni wcześniej. Ściśle w piątek zaczynało się party, a ja we wtorek podjąłem szaloną decyzję, że jednak zrobię hiper wysiłek i przygotuję grę w oparciu o moje jakieś stare źródła.
To było bardzo trudne, gdyż we wtorek, środę musiałem być w pracy i to do późnych godzin nocnych, więc jedynie we wtorek w którym podjąłem taką decyzję przejrzałem stare źródło żeby ocenić w jakim jest stanie i co trzeba będzie zrobić (a okazało się że jest w tym źródle kilka ciekawych rzeczy, o czym jeszcze nikt nie wie - chyba trzeba będzie o tym zrobić oddzielny artykuł).
Następnie usiadłem na chwilę w środę w nocy oraz miałem cały czwartek na kodowanie. W piątek zaczęła się już impreza, ja jechałem z założeniem że będę kodował w piątek, no ale imprezowało się fantastycznie więc ciągle rozmawiałem, dyskutowałem, zapoznawałem się z nowymi uczestnikami, a do tego byłem dość zmęczony (po ostatniej nocy i całym ciężkim tygodniu), więc do kodowania zabrałem się dopiero w sobotę od rana.
Miałem jedynie dodać muzykę, ale zacząłem usprawniać kod. Najfajniejszym w mojej ocenie był algorytm generujący zniszczenia po stracie życia (gra pt. "Tedecujące starcie"), uparłem się też, że zdążę dodać screen z napisem koniec gry, więc siedziałem nad tym dość długo, w międzyczasie podszedł do mnie jakiś partyzant i zapytał czy już dodałem muzykę? He he, no tak, jaką muzykę skoro robię "Game over" (tu "End").
Ale nie byłem sam, do tego czasu dołączył się Koala i Nosty (ten pierwszy zajął pierwsze miejsce), siedzieliśmy i kodowaliśmy. Jednak ja tym razem nie byłem taki uparty, zakończyłem swoje kodowanie przed Koalą, uznałem że dodaję muzykę i kończę (co się szybko udało zrobić). Bardzo chciałem jeszcze dodać kilku przeciwników oraz zamienić miejscami sprzętowe spritesy, ale ostatecznie odłożyłem to na po party.
Party w Głuchołazach z tego powodu sobie już darowałem i nic nie wystawiałem, choć oczywiście zawsze coś mógłbym ze swoich zbiorów wykombinować, ale stwierdziłem że nie będę się zabijać (zbyt zapracowany jestem). Tym bardziej że jakoś tak wyszło, że na party organizowałem konkurs z wiedzy muzycznej, więc i tak sporo pracy merytorycznej i technicznej mnie to przed prarty kosztowało.
Potem zupełną nowością było party organizowane przez Sikora tzw. Wap-niak, gdzie wystawiłem następną gierkę, która również powstała niemal w ostatniej chwili. Wspaniałą grafikę do niej przygotował mi Odyn1ec, a ja od wielu tygodni przed party szlifowałem swoje algorytmy dotyczące fizyki cząstek. Gierki nie udało się zrobić tak jak zakładaliśmy (części z grafiki nie udało się w terminie zrobić, a ja części z tej grafiki która już była gotowa też nie dodałem). Ostatecznie zajęliśmy drugie miejsce ex aequo z Grzybsonem, który jakoś ostatnio stał się aktywnym twórcą.
Po party jeszcze nieco szlifowaliśmy grę (wyszło kilka nowszych wersji), a następnie w ekspresowym tempie zabrałem się za robienie dużej i bardzo ambitnej gry na Silly Venture. Pomysł był na tyle duży, że od początku wiedzieliśmy (ja z Adamem), że gra wymaga przygotowań, które będą trwały dobre kilka miesięcy - jednak my mieliśmy na to tylko miesiąc. To bardzo frustrujące, gdy z dużym zapałem i problemami czasowymi (praca itp.) zabieramy się za grę, której na pewno nie uda się nam ukończyć w zadowalającym stadium.
I faktycznie nie dość, że projekt był rozpoczęty zbyt późno to my jeszcze dodatkowo nie mieliśmy czasu (ja miałem nawał urzędniczych bzdur itp.). Dlatego odbywała się ostra walka o to, aby przedstawić grę na compo przynajmniej w jakimś zadowalającym stadium absolutnego minimum. Efektem tego były nasze gorączkowe prace po nocach, a po dotarciu na party kodowanie niemal do samego końca (compo). Do tego padła faza na party i nawet nie zauważyłem gdy się okazało, że na sali po brzegi wypełnionej sprzętem jestem jedną z niewielu osób, które pracują (bo miałem naładowaną baterię:P). Ostatecznie otrzymaliśmy 5 miejsce, ale naprawdę daliśmy z siebie wiele ;)
Gra Calamanis była pierwszą jaką widziałem na compo, która miała z założenia z jednej strony duży nacisk na treść (gra przygodowa), a z drugiej była równocześnie przygotowana w dwóch wersjach językowych. Od początku gra była napisana tak, aby można było ją bez większych problemów przetłumaczyć na teoretycznie dowolny język (choć planowany był głównie angielski), jednak nie było komu to zrobić. O dziwo gdy pytałem się znajomych, którzy zwykle interesują się taką tematyką jak w Calamanisie to odpowiadali mi, że niestety nie poczuwają się do znajomości angielskiego w wystarczającym stopniu. W pewnym momencie myślałem, że to się nie uda bo nie udało mi się nikogo znaleźć (nawet organizatora pytałem, ten jednak stwierdził, że ma kogoś kto dobrze zna Angielski, ale nie zna Polskiego - co uniemożliwiało tłumaczenie, bo nikt z nas nie miał czasu na wyjaśnienia i wstępne tłumaczenie). Pomocną dłoń wyciągnął na samej imprezie Pirx, który poświęcił sporą część imprezy i przetłumaczył parę kb tekstu - w końcu mieliśmy dwie wersje językowe gry;)
Przygotowania do gry były dość długie, spędziłem chyba 3 tygodnie czasu na projektowanie gry (np. słowniki, wydarzenia itp.). Powstał plik około 40-50 kb (obecnie 70 KiB), który wszystko opisywał, niestety ostatecznie wszystkie te dane nie zmieściły się w pamięci 64 kb RAM (oraz nie udało się ich oprogramować), ale ogólnie nie wyszło źle.
Jeszcze innym etapem projektowania gry, było przygotowanie świata gry. Sporo rozmyślałem nad tym jak generować świat gry i jak się po nim poruszać (padło na 8 tys. planet, co jest dość dużą ilością, jak na komputer 8-bitowy, ale algorytm pozwalał na wygenerowanie kilkunastokrotnie większej ilości unikalnych planet). W początkowym etapie chciałem, aby na ekranie można było wyświetlić cały układ słoneczny i tam wybierać dokładnie gdzie lecimy itp. (nawet w słownikach jest do dziś wiele słów opisujących planety niezdatne do niczego). Wtedy zacząłem zdawać sobie sprawę z tego, że ok nie ma problemu, algorytm wygeneruje planety, ale czy one będą się zgadzały z fizycznym modelem astrofizycznym?
To nie dawało mi spokoju, dlatego ruszyłem moje znajomości i zacząłem szukać kogoś, kto mógł mi udzielić konsultacji naukowej. Niestety do party nie udało się z nikim skontaktować. W ostateczności wyświetlanie planet uprościłem i problem znikł (inna sprawa że i tak wszystko by się na ekranie nie zmieściło), choć ja od samego początku projektowania bardzo chciałem to wykonać bardzo solidnie. Obecnie widoczne są tylko użyteczne dla nas planety, a podglądu układu słonecznego nie ma, więc faktycznie nie wiemy jak są zbudowane konkretne układy (obecnie zrobiłem znacznie bardziej rozbudowaną opcję lotów, która mocno splątała świat, ale ta wersja nie została jeszcze upubliczniona). Być może do kosmicznego pyłu jeszcze powrócę, w końcu w słowniku jest co wykorzystywać.
Gra ostatecznie zajęła 5 miejsce (co przewidziałem), natomiast przed nami jest sporo pracy, ja, grafik i muzyk mamy co nadrabiać:P
Przed nami nowy rok, nowe wyzwania i mam nadzieję nowe gry. Jednak jedno jest pewne w tym roku, ja nie mam zamiaru pobijać własnego rekordu, sam nie wiem jak to się stało, że były aż 4 gry. W tym roku tylu nie będzie, no chyba że się coś niezwykłego wydarzy, w tym z jakiejś przyczyny będę miał dużo czasu - no ale się na to kompletnie nie zanosi.
Ten rok to dla mnie rekordowe osiągnięcie, bo po raz pierwszy miałem na koncie 4 gry, które zgłosiłem na compo. Z jednej strony to dużo, ale z drugiej miałem tyle na głowie, że było to naprawdę sporym osiągnięciem.
Na początku ubiegłego roku trafił mi się Global Game Jam, w czasie którego niestety musiałem pracować do późnych godzin, dlatego ta gra faktycznie nie była moja, a jedynie byłem częścią zespołu (ostatecznie zajęliśmy 3 miejsce ex aequo).
Potem od kilku miesięcy zakładałem, że tym razem nie będzie mojej gry na Grzybsoniadzie 2012, jednak złamałem się na kilka dni wcześniej. Ściśle w piątek zaczynało się party, a ja we wtorek podjąłem szaloną decyzję, że jednak zrobię hiper wysiłek i przygotuję grę w oparciu o moje jakieś stare źródła.
To było bardzo trudne, gdyż we wtorek, środę musiałem być w pracy i to do późnych godzin nocnych, więc jedynie we wtorek w którym podjąłem taką decyzję przejrzałem stare źródło żeby ocenić w jakim jest stanie i co trzeba będzie zrobić (a okazało się że jest w tym źródle kilka ciekawych rzeczy, o czym jeszcze nikt nie wie - chyba trzeba będzie o tym zrobić oddzielny artykuł).
Następnie usiadłem na chwilę w środę w nocy oraz miałem cały czwartek na kodowanie. W piątek zaczęła się już impreza, ja jechałem z założeniem że będę kodował w piątek, no ale imprezowało się fantastycznie więc ciągle rozmawiałem, dyskutowałem, zapoznawałem się z nowymi uczestnikami, a do tego byłem dość zmęczony (po ostatniej nocy i całym ciężkim tygodniu), więc do kodowania zabrałem się dopiero w sobotę od rana.
Miałem jedynie dodać muzykę, ale zacząłem usprawniać kod. Najfajniejszym w mojej ocenie był algorytm generujący zniszczenia po stracie życia (gra pt. "Tedecujące starcie"), uparłem się też, że zdążę dodać screen z napisem koniec gry, więc siedziałem nad tym dość długo, w międzyczasie podszedł do mnie jakiś partyzant i zapytał czy już dodałem muzykę? He he, no tak, jaką muzykę skoro robię "Game over" (tu "End").
Ale nie byłem sam, do tego czasu dołączył się Koala i Nosty (ten pierwszy zajął pierwsze miejsce), siedzieliśmy i kodowaliśmy. Jednak ja tym razem nie byłem taki uparty, zakończyłem swoje kodowanie przed Koalą, uznałem że dodaję muzykę i kończę (co się szybko udało zrobić). Bardzo chciałem jeszcze dodać kilku przeciwników oraz zamienić miejscami sprzętowe spritesy, ale ostatecznie odłożyłem to na po party.
Party w Głuchołazach z tego powodu sobie już darowałem i nic nie wystawiałem, choć oczywiście zawsze coś mógłbym ze swoich zbiorów wykombinować, ale stwierdziłem że nie będę się zabijać (zbyt zapracowany jestem). Tym bardziej że jakoś tak wyszło, że na party organizowałem konkurs z wiedzy muzycznej, więc i tak sporo pracy merytorycznej i technicznej mnie to przed prarty kosztowało.
Potem zupełną nowością było party organizowane przez Sikora tzw. Wap-niak, gdzie wystawiłem następną gierkę, która również powstała niemal w ostatniej chwili. Wspaniałą grafikę do niej przygotował mi Odyn1ec, a ja od wielu tygodni przed party szlifowałem swoje algorytmy dotyczące fizyki cząstek. Gierki nie udało się zrobić tak jak zakładaliśmy (części z grafiki nie udało się w terminie zrobić, a ja części z tej grafiki która już była gotowa też nie dodałem). Ostatecznie zajęliśmy drugie miejsce ex aequo z Grzybsonem, który jakoś ostatnio stał się aktywnym twórcą.
Po party jeszcze nieco szlifowaliśmy grę (wyszło kilka nowszych wersji), a następnie w ekspresowym tempie zabrałem się za robienie dużej i bardzo ambitnej gry na Silly Venture. Pomysł był na tyle duży, że od początku wiedzieliśmy (ja z Adamem), że gra wymaga przygotowań, które będą trwały dobre kilka miesięcy - jednak my mieliśmy na to tylko miesiąc. To bardzo frustrujące, gdy z dużym zapałem i problemami czasowymi (praca itp.) zabieramy się za grę, której na pewno nie uda się nam ukończyć w zadowalającym stadium.
I faktycznie nie dość, że projekt był rozpoczęty zbyt późno to my jeszcze dodatkowo nie mieliśmy czasu (ja miałem nawał urzędniczych bzdur itp.). Dlatego odbywała się ostra walka o to, aby przedstawić grę na compo przynajmniej w jakimś zadowalającym stadium absolutnego minimum. Efektem tego były nasze gorączkowe prace po nocach, a po dotarciu na party kodowanie niemal do samego końca (compo). Do tego padła faza na party i nawet nie zauważyłem gdy się okazało, że na sali po brzegi wypełnionej sprzętem jestem jedną z niewielu osób, które pracują (bo miałem naładowaną baterię:P). Ostatecznie otrzymaliśmy 5 miejsce, ale naprawdę daliśmy z siebie wiele ;)
Gra Calamanis była pierwszą jaką widziałem na compo, która miała z założenia z jednej strony duży nacisk na treść (gra przygodowa), a z drugiej była równocześnie przygotowana w dwóch wersjach językowych. Od początku gra była napisana tak, aby można było ją bez większych problemów przetłumaczyć na teoretycznie dowolny język (choć planowany był głównie angielski), jednak nie było komu to zrobić. O dziwo gdy pytałem się znajomych, którzy zwykle interesują się taką tematyką jak w Calamanisie to odpowiadali mi, że niestety nie poczuwają się do znajomości angielskiego w wystarczającym stopniu. W pewnym momencie myślałem, że to się nie uda bo nie udało mi się nikogo znaleźć (nawet organizatora pytałem, ten jednak stwierdził, że ma kogoś kto dobrze zna Angielski, ale nie zna Polskiego - co uniemożliwiało tłumaczenie, bo nikt z nas nie miał czasu na wyjaśnienia i wstępne tłumaczenie). Pomocną dłoń wyciągnął na samej imprezie Pirx, który poświęcił sporą część imprezy i przetłumaczył parę kb tekstu - w końcu mieliśmy dwie wersje językowe gry;)
Przygotowania do gry były dość długie, spędziłem chyba 3 tygodnie czasu na projektowanie gry (np. słowniki, wydarzenia itp.). Powstał plik około 40-50 kb (obecnie 70 KiB), który wszystko opisywał, niestety ostatecznie wszystkie te dane nie zmieściły się w pamięci 64 kb RAM (oraz nie udało się ich oprogramować), ale ogólnie nie wyszło źle.
Jeszcze innym etapem projektowania gry, było przygotowanie świata gry. Sporo rozmyślałem nad tym jak generować świat gry i jak się po nim poruszać (padło na 8 tys. planet, co jest dość dużą ilością, jak na komputer 8-bitowy, ale algorytm pozwalał na wygenerowanie kilkunastokrotnie większej ilości unikalnych planet). W początkowym etapie chciałem, aby na ekranie można było wyświetlić cały układ słoneczny i tam wybierać dokładnie gdzie lecimy itp. (nawet w słownikach jest do dziś wiele słów opisujących planety niezdatne do niczego). Wtedy zacząłem zdawać sobie sprawę z tego, że ok nie ma problemu, algorytm wygeneruje planety, ale czy one będą się zgadzały z fizycznym modelem astrofizycznym?
To nie dawało mi spokoju, dlatego ruszyłem moje znajomości i zacząłem szukać kogoś, kto mógł mi udzielić konsultacji naukowej. Niestety do party nie udało się z nikim skontaktować. W ostateczności wyświetlanie planet uprościłem i problem znikł (inna sprawa że i tak wszystko by się na ekranie nie zmieściło), choć ja od samego początku projektowania bardzo chciałem to wykonać bardzo solidnie. Obecnie widoczne są tylko użyteczne dla nas planety, a podglądu układu słonecznego nie ma, więc faktycznie nie wiemy jak są zbudowane konkretne układy (obecnie zrobiłem znacznie bardziej rozbudowaną opcję lotów, która mocno splątała świat, ale ta wersja nie została jeszcze upubliczniona). Być może do kosmicznego pyłu jeszcze powrócę, w końcu w słowniku jest co wykorzystywać.
Gra ostatecznie zajęła 5 miejsce (co przewidziałem), natomiast przed nami jest sporo pracy, ja, grafik i muzyk mamy co nadrabiać:P
Przed nami nowy rok, nowe wyzwania i mam nadzieję nowe gry. Jednak jedno jest pewne w tym roku, ja nie mam zamiaru pobijać własnego rekordu, sam nie wiem jak to się stało, że były aż 4 gry. W tym roku tylu nie będzie, no chyba że się coś niezwykłego wydarzy, w tym z jakiejś przyczyny będę miał dużo czasu - no ale się na to kompletnie nie zanosi.
Etykiety:
artyści,
astrofizyka,
demoscena,
fizyka,
gry,
historia,
hobby,
kodowanie,
komentarze,
multimedia,
oprogramowanie,
relacje,
sf,
spotkania,
technologia,
testowanie oprogramowania
piątek, 11 stycznia 2013
Half-life - początki
Pod takim tytułem na serwisie Warsztat, pojawił się news z dwoma filmikami prezentującymi demo technologiczne pierwszej części gry, jeszcze przed jej wydaniem. Zgodnie z tym co piszą redaktorzy tego serwisu jest to bardzo ciekawa "lektura" dla osób zainteresowanych game-devem:
Half-Life Alpha v 0.52 (9/4/97) - Tech Demo Gameplay
Drugi filmik prezentuje ówcześnie najbardziej zaawansowaną sztuczną inteligencję zaimplementowaną do realistycznego zachowywania się... karaluchów ;)
Half-Life - Roach AI Demonstration
Dziś po 15 latach wydaje się to wszystko dość proste, ale zapewniam że takie nie jest:P Aby dziś coś takiego zrobić od zera to jest to nadal sporo pracy (choć wykorzystując nowsze osiągnięcia i technologie łatwiej to od razu zrobić o odpowiedni poziom wyżej).
Half-Life Alpha v 0.52 (9/4/97) - Tech Demo Gameplay
Drugi filmik prezentuje ówcześnie najbardziej zaawansowaną sztuczną inteligencję zaimplementowaną do realistycznego zachowywania się... karaluchów ;)
Half-Life - Roach AI Demonstration
Dziś po 15 latach wydaje się to wszystko dość proste, ale zapewniam że takie nie jest:P Aby dziś coś takiego zrobić od zera to jest to nadal sporo pracy (choć wykorzystując nowsze osiągnięcia i technologie łatwiej to od razu zrobić o odpowiedni poziom wyżej).
Etykiety:
3D,
architektura komputerów,
edukacja,
gry,
historia,
hobby,
kodowanie,
komentarze,
oprogramowanie,
pecet,
technologia,
testowanie oprogramowania,
x86
piątek, 28 grudnia 2012
Trwałość płytek CD-R
Przed świętami zdecydowałem się zrobić porządki w moim pokoju i przypadkiem wpadły w moje ręce dwie nieopisane płytki CD-R, na które nagrałem coś "cennego". Aby się przekonać co to takiego włożyłem pierwszą płytkę do czytnika i okazało się że jest tam zbiór cennych plików, które nagrałem dwukrotnie (na dwie płytki), aby mieć w miarę pewną kopię. Niestety wielu plików nie dało się już odczytać.
Jest to spowodowane tym, że płytki były wypalone dość dawno, około 2000-2003 roku. Próba odczytania danych z obu płytek, trwała około 5 godzin i z pierwszej płytki nie udało się odczytać ~25 plików, a z drugiej podobną ilość. Gdy się zsumowało odczytane pliki to cały czas pozostawały takie (z wszystkich ponad 800 plików), których nie dało się odczytać wcale (czasami czytnik sygnalizował krytyczne błędy).
Problem leży w tym że te ~10 lat temu bardzo mi zależało na tych danych, więc wypaliłem je na płytki właśnie w tym celu aby przetrwały przynajmniej 10 lat. W tym samym celu nabyłem dwie identyczne płytki, firmowe i nietanie (TDK), aby ich trwałość była większa niż innych. Jak widać na wiele się to nie zdało, bo odczytywać próbowałem nagrywarką, która zwykle lepiej sobie radzi z błędami odczytu.
Na całe szczęście plików nie straciłem, bo znalazłem je na dysku twardym, w katalogu gdzie skopiowałem zawartość jakiegoś starego dysku. Jak widać w ostatnich 10 latach lepiej dane trzymać na HDD niż na CD-Rach.
Nie jest to zjawisko nowe, bo pierwsza moja płytka jaką wypaliłem na początku lat 90 (też backup), również nie chciała się odczytać już pod koniec lat 90. A również była to płytka dobrej jakości, a nawet nagrywana w prędkości *2 (bo szybszych wtedy nie było). Jednak wiele osób podkreśla, że nietrwałość płytek rośnie, a najgorzej sytuacja się prezentuje z płytkami DVD.
Masz coś na starych płytkach CD-R ? Jeśli tak to sprawdź czy jest to jeszcze tam:P Bo ja mam setki płytek z ostatnich ~20 lat, więc będę chyba musiał poświęcić któryś urlop i sprawdzić które są do wyrzucenia już dziś.
Natomiast dyskietki z lat 80 zapewne się dziś odczytają - wiem bo sprawdzałem na moich starych dyskietkach...
Jest to spowodowane tym, że płytki były wypalone dość dawno, około 2000-2003 roku. Próba odczytania danych z obu płytek, trwała około 5 godzin i z pierwszej płytki nie udało się odczytać ~25 plików, a z drugiej podobną ilość. Gdy się zsumowało odczytane pliki to cały czas pozostawały takie (z wszystkich ponad 800 plików), których nie dało się odczytać wcale (czasami czytnik sygnalizował krytyczne błędy).
Problem leży w tym że te ~10 lat temu bardzo mi zależało na tych danych, więc wypaliłem je na płytki właśnie w tym celu aby przetrwały przynajmniej 10 lat. W tym samym celu nabyłem dwie identyczne płytki, firmowe i nietanie (TDK), aby ich trwałość była większa niż innych. Jak widać na wiele się to nie zdało, bo odczytywać próbowałem nagrywarką, która zwykle lepiej sobie radzi z błędami odczytu.
Na całe szczęście plików nie straciłem, bo znalazłem je na dysku twardym, w katalogu gdzie skopiowałem zawartość jakiegoś starego dysku. Jak widać w ostatnich 10 latach lepiej dane trzymać na HDD niż na CD-Rach.
Nie jest to zjawisko nowe, bo pierwsza moja płytka jaką wypaliłem na początku lat 90 (też backup), również nie chciała się odczytać już pod koniec lat 90. A również była to płytka dobrej jakości, a nawet nagrywana w prędkości *2 (bo szybszych wtedy nie było). Jednak wiele osób podkreśla, że nietrwałość płytek rośnie, a najgorzej sytuacja się prezentuje z płytkami DVD.
Masz coś na starych płytkach CD-R ? Jeśli tak to sprawdź czy jest to jeszcze tam:P Bo ja mam setki płytek z ostatnich ~20 lat, więc będę chyba musiał poświęcić któryś urlop i sprawdzić które są do wyrzucenia już dziś.
Natomiast dyskietki z lat 80 zapewne się dziś odczytają - wiem bo sprawdzałem na moich starych dyskietkach...
poniedziałek, 24 grudnia 2012
Życzenia Świąteczne
Wszystkim czytelnikom tego bloga (i nie tylko), moim znajomym, kolegom, koleżankom oraz wszelkim przyjaciołom pragnę złożyć życzenia:

Dziękuję Wam również za wszystkie życzenia, które do mnie nadesłaliście !;)
- Zdrowych pogodnych świąt !
Wszelkiej pomyślności, radości
oraz spełnienia wszelkich marzeń
Dziękuję Wam również za wszystkie życzenia, które do mnie nadesłaliście !;)
piątek, 21 grudnia 2012
Problemy z HDD w nagrywarce DVD
W listopadzie ubiegłego roku napisałem post Awaria HDD w nagrywarce DVD, gdzie opisałem problem ze stacjonarną nagrywarką (seria DMR-EH__). Byłem święcie przekonany, że dysk padł gdyż zachowywał się bardzo niestabilnie.
Nagranie czegokolwiek kończyło się tym że nagranie to nie nadawało się do odtworzenia (zawieszała się opcja odtwarzania oraz powtarzała w kółko różne uszkodzone fragmenty), jeszcze gorsze było to że wiele pozycji z dysku znikło na dobre, a to co ostatnio nagrałem (po awarii) nagrywało się częściowo na inne filmy znajdujące się na całej powierzchni dysku :-(
Czyli były to typowe objawy utraty spójności danych na dysku HDD, czyli fizycznego uszkodzenia określanej przez użytkowników padnięciem dysku (dodatkowo z czasem znikały następne pozycje, które jeszcze chwilę temu zgrywałem w pośpiechu na DVD-R).
Uszkodzone filmy zamiast miniaturki mają szare tło
Tych filmów nie udało mi się już odzyskać, co gorsze przy kilkuset nagraniach nie pamiętałem do końca co przepadło...
We wspomnianym poście przygotowywałem się do tego aby albo wmontować do środka nowy dysk, albo próbować ratować ten (przy okazji wyszło wiele niemiłych problemów z serwisami itp.). Jednak w pierwszej kolejności chciałem dysk sformatować, bo jeśli jednak mimo wszystko nie doszło do fizycznego uszkodzenia dysku (nie było powodu) to operacja ta powinna wszystkie problemy rozwiązać.
Jedyny problem to musiałem zgrać na DVD-R wszystko z dysku co się jeszcze zachowało i straciłem na to łącznie około tydzień czasu zgrywania.
Gdy jakiś czas temu skończyłem ten okropny proces (wiele z filmów było uszkodzonych, ale w większości przypadków nie straciłem najistotniejszych rzeczy) to przeszedłem do formatowania dysku (co na tego typu urządzeniach wykonywałem po raz pierwszy). O dziwo proces ten zakończył się bardzo szybko, co świadczy że dysk nie był formatowany a jedynie został na nim utworzony pusty system plików.
Tak wglądała cała strona z filmami, które bezpowrotnie przepadły. Na szczęście takich stron nie było zbyt wiele (najczęściej brakowało tylko części filmów, a nie wszystkich)
I tu zagadka, co dalej z dyskiem? Nagrałem kilka kilkusekundowych fragmentów i o dziwo na razie wszystko jest ok. Przeczekałem trochę czasu i nadal wszystko się zgadza. Rozpocząłem testowanie dysku: zgrywałem całymi nocami w maksymalnej jakości duże ilości danych (po raz pierwszy się dowiedziałem że nagrywarka po przekroczeniu chyba 8h sama dzieli materiał na oddzielne pliki). Testuję, testuję i cały czas jest ok!
Dziś minęło już prawie 3 miesiące zgrywania, zapełniłem cały dysk i wszystko działa w 100% sprawnie;)
Wygląda na to że dysk ostatnim razem nie został uszkodzony fizycznie, ale wskutek jakiś dziwnych przyczyn uszkodzony został system plików na dysku (brak spójności danych).
Przypomniałem sobie wtedy, że w instrukcji do nagrywarki co chwilę piszą aby wszystko nagrywać z dysku na płyty DVD, gdyż dysk HDD nie jest urządzeniem pewnym i trwałym w zapisie. Gdy to czytałem zaraz po kupieniu urządzenia podśmiewałem się pod nosem co oni tak to ciągle powtarzają, prawda dyski są delikatne i zawsze mogą się uszkodzić, ale nie przesadzajmy.
Dziś już wiem o co chodzi, w ich oprogramowaniu musi być jakiś błąd, który uszkadza spójność systemu plików na HDD i to o tym oni piszą w instrukcji, a nie o awaryjności dysków !
Trudno jest mi określić dokładnie przyczyny itp., ale wygląda na to że nie należy przesadzać z nagraniami na dysk. Ja wykorzystywałem możliwości dysku maksymalnie, bardzo długo nagrywałem wiele materiałów, potem brakowało miejsca więc albo usuwałem wcześniejsze albo je przycinałem (gigantyczna fragmentacja plików na dysku), więc to może być jakimś warunkiem sprzyjającym.
Pierwszym dziwnym symptomem zdaje się zwiastującym przyszłą katastrofę był dziwny przeskok podczas usuwania np. reklamy z nagrania. Potem prawie zawsze miałem bardzo duże problemy z dokładnym wskazaniem momentu w którym chcę rozpocząć lub zakończyć usuwanie fragmentu nagrania. Objawiało się to tym że nie zatrzymywał mi się materiał w tym miejscu co chciałem (chyba przeskakiwał mi obraz po zatrzymaniu na inne miejsce).
W mojej ocenie to już w tym momencie nastąpiło jakieś uszkodzenie spójności plików (lub jakieś inne uszkodzenie istotnych plików). Dlatego myślę że jak i u Was pojawi się taki objaw to należy już się liczyć z totalną katastrofą jaką ja miałem, czyli lepiej już nie nagrywać, nie usuwać fragmentów, zgrać całość z HDD i go ponownie formatować.
Dwoma ważnymi faktami jest to, że wykonywałem przez około 2 lata wiele operacji przycinania nagrań oraz to że w ostatnim okresie dysk był zapełniony prawie całkowicie - być może jest to najważniejszym powodem do tego aby doszło do kompletnego uszkodzenia.
Wtedy kiedy nastąpiła totalna katastrofa miałem taką sytuację że przypadkiem wypełniłem dysk do prawie samego końca. Czyli doprowadziłem do sytuacji gdzie usuwając niepotrzebny fragment nagrania, pozostałe na dysku wolne miejsce było znacznie mniejsze niż usuwany fragment. Zdawałem sobie sprawę że być może jest to niebezpieczne, jednak operacja usuwania się powiodła.
Cóż z tego jak niedługo po tym nastąpiła awaria i w ułamku sekundy straciłem około połowę z zapisanych na dysku materiałów:(
Czy było to powodem problemów ? Nie wiem, ale można zakładać że któryś z tych problemów jest kluczowym.
Dlatego nasuwają mi się tutaj przede wszystkim takie rady:
- nie ignorować problemów ze spójnością danych na dysku (np. gdy przycinanie zachowuje się dziwnie)
- nie doprowadzać do całkowitego zapełnienia dysku jeśli chcemy jeszcze na nagraniach przeprowadzać jakieś skomplikowane operacje jak wycinanie, dzielenie itp.
- być może nie należy doprowadzać do tego aby na dysku znajdowały się duże ilości poprzycinanych materiałów filmowych (duża fragmentacja danych na powierzchni całego dysku) - nie jest to pewne
- gdy pojawią się jakieś problemy wyżej opisane, należy zgrać wszystkie istotne dane z dysku na DVD-Ry, bo katastrofa może nastąpić w każdej chwili
- jeśli są problemy należy zaniechać wszelkich operacji zapisu: nowych materiałów z TV na HDD, przycinania i dzielenia materiałów a nawet usuwania całych filmów z dysku (u mnie się to objawiało znikaniem innych do niedawna dostępnych lub dalszym uszkadzaniem dowolnych innych dostępnych na dysku - kluczowa jest tutaj operacja zapisu)
- uszkodzone filmy, których nie da się już odtworzyć nie mają miniaturek oraz pojawiają się na filmach dziwne nowe oznaczenia (szare ikonki widoczne na zdjęciach)
- jeśli doszło do utraty znacznej ilości filmów z dysku HDD, jedyne co możemy zrobić to zgrać szybko pozostałe na DVD, absolutnie unikając jakichkolwiek zapisów na dysk (bo objawia się to dalszymi uszkodzeniami i niczym innym). W takim wypadku czas działa na naszą niekorzyść, następne filmy będą samoczynnie znikać!
- nie wiem jaki jest schemat uszkadzania filmów, u mnie znikały filmy po całej powierzchni dysku. Dlatego należy szybko zgrywać na DVD głownie te najważniejsze, najbardziej unikalne nagrania!
Ikonki pojawiające się zarówno w nagraniach, które przepadły jak i tych które są cały czas dostępne (mają widoczny obrazek miniaturki). Tu są wszystkie zaobserwowane typy, ale nie udało mi się dojść do tego co oznaczają
Wydaje mi się, że jednak jest jakiś algorytm uszkodzeń, ale nie udało mi się go rozgryźć. U mnie głównie chodziło o to że jakimś cudem pozostały niemal wszystkie najważniejsze dla mnie nagrania - właściwie nie straciłem nawet jednego istotnego nagrania (na szczęście!), straciłem jedynie jeden odcinek Doktora, którego do dziś nie widziałem i nie zdążyłem go nagrać na DVD (resztę zgrałem). Jednak nie wiem czym one się wyróżniały, ani nie chodziło o ich jakość, długość ani o datę (bo miałem np. całe serie nagrań z tego samego okresu i część z nich w znacznej ilości znikła, a część kolejnych pozostała nienaruszona).
Inna sprawa że podczas nagrywania całych serii nagrań na DVD, niestety znikały cały czas następne :/ Czyli np. widziałem że dopiero co nagrałem dany materiał na DVD, a już zaraz nie był dostępny itp. albo chciałem właśnie nagrać i już nie mogłem bo znikł !
Dlatego gdy nastąpi taka awaria nagrywarkę należy wyłączać i włączać tylko na czas zgrywania co się tylko da na DVD. Są to objawy typowe dla fizycznego uszkodzenia dysku, jednak jak pokazuje mój przypadek nie doszło do fizycznego uszkodzenia, jak na razie wszystko mi działa - no może jedynie za wyjątkiem przycisku wysuwającego płytkę, który się przedwcześnie zużył :(
Nagranie czegokolwiek kończyło się tym że nagranie to nie nadawało się do odtworzenia (zawieszała się opcja odtwarzania oraz powtarzała w kółko różne uszkodzone fragmenty), jeszcze gorsze było to że wiele pozycji z dysku znikło na dobre, a to co ostatnio nagrałem (po awarii) nagrywało się częściowo na inne filmy znajdujące się na całej powierzchni dysku :-(
Czyli były to typowe objawy utraty spójności danych na dysku HDD, czyli fizycznego uszkodzenia określanej przez użytkowników padnięciem dysku (dodatkowo z czasem znikały następne pozycje, które jeszcze chwilę temu zgrywałem w pośpiechu na DVD-R).
Tych filmów nie udało mi się już odzyskać, co gorsze przy kilkuset nagraniach nie pamiętałem do końca co przepadło...
We wspomnianym poście przygotowywałem się do tego aby albo wmontować do środka nowy dysk, albo próbować ratować ten (przy okazji wyszło wiele niemiłych problemów z serwisami itp.). Jednak w pierwszej kolejności chciałem dysk sformatować, bo jeśli jednak mimo wszystko nie doszło do fizycznego uszkodzenia dysku (nie było powodu) to operacja ta powinna wszystkie problemy rozwiązać.
Jedyny problem to musiałem zgrać na DVD-R wszystko z dysku co się jeszcze zachowało i straciłem na to łącznie około tydzień czasu zgrywania.
Gdy jakiś czas temu skończyłem ten okropny proces (wiele z filmów było uszkodzonych, ale w większości przypadków nie straciłem najistotniejszych rzeczy) to przeszedłem do formatowania dysku (co na tego typu urządzeniach wykonywałem po raz pierwszy). O dziwo proces ten zakończył się bardzo szybko, co świadczy że dysk nie był formatowany a jedynie został na nim utworzony pusty system plików.
I tu zagadka, co dalej z dyskiem? Nagrałem kilka kilkusekundowych fragmentów i o dziwo na razie wszystko jest ok. Przeczekałem trochę czasu i nadal wszystko się zgadza. Rozpocząłem testowanie dysku: zgrywałem całymi nocami w maksymalnej jakości duże ilości danych (po raz pierwszy się dowiedziałem że nagrywarka po przekroczeniu chyba 8h sama dzieli materiał na oddzielne pliki). Testuję, testuję i cały czas jest ok!
Dziś minęło już prawie 3 miesiące zgrywania, zapełniłem cały dysk i wszystko działa w 100% sprawnie;)
Wygląda na to że dysk ostatnim razem nie został uszkodzony fizycznie, ale wskutek jakiś dziwnych przyczyn uszkodzony został system plików na dysku (brak spójności danych).
Przypomniałem sobie wtedy, że w instrukcji do nagrywarki co chwilę piszą aby wszystko nagrywać z dysku na płyty DVD, gdyż dysk HDD nie jest urządzeniem pewnym i trwałym w zapisie. Gdy to czytałem zaraz po kupieniu urządzenia podśmiewałem się pod nosem co oni tak to ciągle powtarzają, prawda dyski są delikatne i zawsze mogą się uszkodzić, ale nie przesadzajmy.
Dziś już wiem o co chodzi, w ich oprogramowaniu musi być jakiś błąd, który uszkadza spójność systemu plików na HDD i to o tym oni piszą w instrukcji, a nie o awaryjności dysków !
Porady dla użytkowników nagrywarek
Trudno jest mi określić dokładnie przyczyny itp., ale wygląda na to że nie należy przesadzać z nagraniami na dysk. Ja wykorzystywałem możliwości dysku maksymalnie, bardzo długo nagrywałem wiele materiałów, potem brakowało miejsca więc albo usuwałem wcześniejsze albo je przycinałem (gigantyczna fragmentacja plików na dysku), więc to może być jakimś warunkiem sprzyjającym.
Pierwszym dziwnym symptomem zdaje się zwiastującym przyszłą katastrofę był dziwny przeskok podczas usuwania np. reklamy z nagrania. Potem prawie zawsze miałem bardzo duże problemy z dokładnym wskazaniem momentu w którym chcę rozpocząć lub zakończyć usuwanie fragmentu nagrania. Objawiało się to tym że nie zatrzymywał mi się materiał w tym miejscu co chciałem (chyba przeskakiwał mi obraz po zatrzymaniu na inne miejsce).
W mojej ocenie to już w tym momencie nastąpiło jakieś uszkodzenie spójności plików (lub jakieś inne uszkodzenie istotnych plików). Dlatego myślę że jak i u Was pojawi się taki objaw to należy już się liczyć z totalną katastrofą jaką ja miałem, czyli lepiej już nie nagrywać, nie usuwać fragmentów, zgrać całość z HDD i go ponownie formatować.
Dwoma ważnymi faktami jest to, że wykonywałem przez około 2 lata wiele operacji przycinania nagrań oraz to że w ostatnim okresie dysk był zapełniony prawie całkowicie - być może jest to najważniejszym powodem do tego aby doszło do kompletnego uszkodzenia.
Wtedy kiedy nastąpiła totalna katastrofa miałem taką sytuację że przypadkiem wypełniłem dysk do prawie samego końca. Czyli doprowadziłem do sytuacji gdzie usuwając niepotrzebny fragment nagrania, pozostałe na dysku wolne miejsce było znacznie mniejsze niż usuwany fragment. Zdawałem sobie sprawę że być może jest to niebezpieczne, jednak operacja usuwania się powiodła.
Cóż z tego jak niedługo po tym nastąpiła awaria i w ułamku sekundy straciłem około połowę z zapisanych na dysku materiałów:(
Czy było to powodem problemów ? Nie wiem, ale można zakładać że któryś z tych problemów jest kluczowym.
Dlatego nasuwają mi się tutaj przede wszystkim takie rady:
- nie ignorować problemów ze spójnością danych na dysku (np. gdy przycinanie zachowuje się dziwnie)
- nie doprowadzać do całkowitego zapełnienia dysku jeśli chcemy jeszcze na nagraniach przeprowadzać jakieś skomplikowane operacje jak wycinanie, dzielenie itp.
- być może nie należy doprowadzać do tego aby na dysku znajdowały się duże ilości poprzycinanych materiałów filmowych (duża fragmentacja danych na powierzchni całego dysku) - nie jest to pewne
- gdy pojawią się jakieś problemy wyżej opisane, należy zgrać wszystkie istotne dane z dysku na DVD-Ry, bo katastrofa może nastąpić w każdej chwili
- jeśli są problemy należy zaniechać wszelkich operacji zapisu: nowych materiałów z TV na HDD, przycinania i dzielenia materiałów a nawet usuwania całych filmów z dysku (u mnie się to objawiało znikaniem innych do niedawna dostępnych lub dalszym uszkadzaniem dowolnych innych dostępnych na dysku - kluczowa jest tutaj operacja zapisu)
- uszkodzone filmy, których nie da się już odtworzyć nie mają miniaturek oraz pojawiają się na filmach dziwne nowe oznaczenia (szare ikonki widoczne na zdjęciach)
- jeśli doszło do utraty znacznej ilości filmów z dysku HDD, jedyne co możemy zrobić to zgrać szybko pozostałe na DVD, absolutnie unikając jakichkolwiek zapisów na dysk (bo objawia się to dalszymi uszkodzeniami i niczym innym). W takim wypadku czas działa na naszą niekorzyść, następne filmy będą samoczynnie znikać!
- nie wiem jaki jest schemat uszkadzania filmów, u mnie znikały filmy po całej powierzchni dysku. Dlatego należy szybko zgrywać na DVD głownie te najważniejsze, najbardziej unikalne nagrania!
Wydaje mi się, że jednak jest jakiś algorytm uszkodzeń, ale nie udało mi się go rozgryźć. U mnie głównie chodziło o to że jakimś cudem pozostały niemal wszystkie najważniejsze dla mnie nagrania - właściwie nie straciłem nawet jednego istotnego nagrania (na szczęście!), straciłem jedynie jeden odcinek Doktora, którego do dziś nie widziałem i nie zdążyłem go nagrać na DVD (resztę zgrałem). Jednak nie wiem czym one się wyróżniały, ani nie chodziło o ich jakość, długość ani o datę (bo miałem np. całe serie nagrań z tego samego okresu i część z nich w znacznej ilości znikła, a część kolejnych pozostała nienaruszona).
Inna sprawa że podczas nagrywania całych serii nagrań na DVD, niestety znikały cały czas następne :/ Czyli np. widziałem że dopiero co nagrałem dany materiał na DVD, a już zaraz nie był dostępny itp. albo chciałem właśnie nagrać i już nie mogłem bo znikł !
Dlatego gdy nastąpi taka awaria nagrywarkę należy wyłączać i włączać tylko na czas zgrywania co się tylko da na DVD. Są to objawy typowe dla fizycznego uszkodzenia dysku, jednak jak pokazuje mój przypadek nie doszło do fizycznego uszkodzenia, jak na razie wszystko mi działa - no może jedynie za wyjątkiem przycisku wysuwającego płytkę, który się przedwcześnie zużył :(
poniedziałek, 17 grudnia 2012
I co z tym końcem świata?
Na początku roku w poście Witam w nowym roku! ale czy ostatnim?;) analizowałem tak głośne ostatnio w mass mediach analizy podobno spodziewanego końca świata. Jednak wczoraj National Geographic Channel wyemitowało film poświęcony tej tematyce (widziałem fragment) i okazało się że tylko nasz świat żyje tymi przepowiedniami!
W dokumencie tym prezenter udał się w długą podróż do źródeł przepowiedni (fantastyczne krajobrazy) i okazało się, że tubylcy kompletnie nie wiedzą o jakie przepowiednie chodzi!
My tu od lat jesteśmy przez media karmieni różnorakimi analizami, a tam oni sobie żyją spokojnie i bez żadnych obaw;) Miejscowy naukowiec (nie pamiętam teraz chyba archeolog) twierdzi, że oni po zastanowieniu dochodzą do wniosku, że z tymi przepowiedniami wiąże się chęć zarabiania przez świat zachodu (książki, filmy itp.).
Potem prezenter odwiedzał różne ciekawe miejsca, muzea itp. i między innymi dotarł do kamienia opisującego owe "przepowiednie" czyli dokładnie tego z którego treści wzięło się całe zamieszanie. Majowie mieli niewiarygodnie rozwiniętą naukę, język pisany i matematykę (przytaczano że nikt w to nie wierzył że "barbarzyńcy" są do tego zdolni), dlatego zrozumiałem że ten opis należy bardziej traktować jako wyznaczanie cykli, czyli co najwyżej matematyczną aproksymację, a nie "przepowiednie".
Jednak jest bardzo konkretny powód, dla którego owe zamieszanie się nam wtłacza do głów. Otóż kamień ten jest ułamany właśnie w miejscu gdzie miał opisać co będzie po 2012 roku, dlatego spekulacje mogą nie mieć końca.
Jednak nie panikowałbym, co się stanie to się nie odstanie, a ów kamień nie wyglądał mi na taki (z jego treści), który miałby obwieszczać cokolwiek więcej niż jedynie zaznaczenie, że kończy się jeden z cykli i zaczyna następny (a ich cykle mają bodaj 144 000 dni). Cała reszta to zwykłe domysły, bo treść która na kamieniu się zachowała jest zwyczajna, nie ma tam kompletnie mowy o czymś strasznym, czy też o tym że treść kamienia ma się w choćby najmniejszym stopniu odwoływać do jakichkolwiek przepowiedni.
Update:
Co ciekawe następnego dnia ta sama stacja wyemitowała inny program, w którym nastroje były znacznie bardziej poważne i zatrważające. Najbardziej zaskakujące było jednak to że tym razem naukowcy pokazywali inne muzealne eksponaty. W powyższym poście mowa była o kamiennych płytach z mocno wypukłymi rzeźbieniami, a tym razem pokazano jedynie kartki z rysunkami (być może przerysowane z innego źródła - nie wiem bo widziałem tylko mały fragment dokumentu). Tym razem treść rysunków była bardziej ponura, opowiadała między innymi o katastrofie polegającej na gigantycznych powodziach, a źródłem był krokodyl, który generował tę wodę.
Nie mniej o ile koniec kalendarza jest ciekawy historycznie, to jednak nie ma się co tak bardzo tym końcem świata przerażać. Bardziej prawdopodobne są ogólne katastrofy niż koniec świata, a do tego niekoniecznie muszą mieć miejsce jutro.
W dokumencie tym prezenter udał się w długą podróż do źródeł przepowiedni (fantastyczne krajobrazy) i okazało się, że tubylcy kompletnie nie wiedzą o jakie przepowiednie chodzi!
My tu od lat jesteśmy przez media karmieni różnorakimi analizami, a tam oni sobie żyją spokojnie i bez żadnych obaw;) Miejscowy naukowiec (nie pamiętam teraz chyba archeolog) twierdzi, że oni po zastanowieniu dochodzą do wniosku, że z tymi przepowiedniami wiąże się chęć zarabiania przez świat zachodu (książki, filmy itp.).
Potem prezenter odwiedzał różne ciekawe miejsca, muzea itp. i między innymi dotarł do kamienia opisującego owe "przepowiednie" czyli dokładnie tego z którego treści wzięło się całe zamieszanie. Majowie mieli niewiarygodnie rozwiniętą naukę, język pisany i matematykę (przytaczano że nikt w to nie wierzył że "barbarzyńcy" są do tego zdolni), dlatego zrozumiałem że ten opis należy bardziej traktować jako wyznaczanie cykli, czyli co najwyżej matematyczną aproksymację, a nie "przepowiednie".
Jednak jest bardzo konkretny powód, dla którego owe zamieszanie się nam wtłacza do głów. Otóż kamień ten jest ułamany właśnie w miejscu gdzie miał opisać co będzie po 2012 roku, dlatego spekulacje mogą nie mieć końca.
Jednak nie panikowałbym, co się stanie to się nie odstanie, a ów kamień nie wyglądał mi na taki (z jego treści), który miałby obwieszczać cokolwiek więcej niż jedynie zaznaczenie, że kończy się jeden z cykli i zaczyna następny (a ich cykle mają bodaj 144 000 dni). Cała reszta to zwykłe domysły, bo treść która na kamieniu się zachowała jest zwyczajna, nie ma tam kompletnie mowy o czymś strasznym, czy też o tym że treść kamienia ma się w choćby najmniejszym stopniu odwoływać do jakichkolwiek przepowiedni.
Update:
Co ciekawe następnego dnia ta sama stacja wyemitowała inny program, w którym nastroje były znacznie bardziej poważne i zatrważające. Najbardziej zaskakujące było jednak to że tym razem naukowcy pokazywali inne muzealne eksponaty. W powyższym poście mowa była o kamiennych płytach z mocno wypukłymi rzeźbieniami, a tym razem pokazano jedynie kartki z rysunkami (być może przerysowane z innego źródła - nie wiem bo widziałem tylko mały fragment dokumentu). Tym razem treść rysunków była bardziej ponura, opowiadała między innymi o katastrofie polegającej na gigantycznych powodziach, a źródłem był krokodyl, który generował tę wodę.
Nie mniej o ile koniec kalendarza jest ciekawy historycznie, to jednak nie ma się co tak bardzo tym końcem świata przerażać. Bardziej prawdopodobne są ogólne katastrofy niż koniec świata, a do tego niekoniecznie muszą mieć miejsce jutro.
piątek, 30 listopada 2012
Przybyłek vs Woźniak na PGA 2012
Jak ostatnio parę razy pisałem (np. tu), byliśmy w Poznaniu na PGA i ZTG. Tu jest jeden z filmików, w którym jeden z wykładowców ZTG mówi o świecie swoich książek. Jest to bardzo ciekawe, nawet pomimo że są to książki SF to jednak (w tym filmiku) Marcin zahacza o naszą obecną rzeczywistość i wyjaśnia jakie są jej wady u podstaw. W mojej ocenie warte do dalszych przemyśleń:
PGA 2012 #9 - Przybyłek vs Woźniak o nieustatniie ewoluującym świecie Gamedec.
Jeszcze nie przeczytałem książek Marcina (za dużo gier chyba robię:P), ale muszę bo po tym filmiku widać, że takich ludzi warto czytać i słuchać, nie wspominając o tym że gdy patrzę na osobę, która bez problemu myśli i wysławia się to chciałbym kogoś takiego na premiera czy prezydenta (w końcu dobrze aby na takim stanowisku reprezentował mnie ktoś kto jest do tego zdolny, a nie ktoś komu się jedynie zdaje).
Jeszcze nie przeczytałem książek Marcina (za dużo gier chyba robię:P), ale muszę bo po tym filmiku widać, że takich ludzi warto czytać i słuchać, nie wspominając o tym że gdy patrzę na osobę, która bez problemu myśli i wysławia się to chciałbym kogoś takiego na premiera czy prezydenta (w końcu dobrze aby na takim stanowisku reprezentował mnie ktoś kto jest do tego zdolny, a nie ktoś komu się jedynie zdaje).
piątek, 16 listopada 2012
Windows 7 i problem z dyskiem ?
Wpadłem ostatnio do znajomych i ich syn powiedział mi że ich komputer się od wczoraj nie uruchamia. Zaczął mi opowiadać o problemach z dyskiem twardym, więc powiedziałem że być może dysk nawalił i że być może utracili dane z tego dysku.
Uruchomiłem komputer, a ten się jednak uruchomił, system Windows 7 (edycja "home"), zgłosił problemy z dyskiem oraz że będzie odzyskiwał poprzedni stan systemu gdy jeszcze działał (i że jest to operacja nieodwracalna). Wykonałem wszystkie kroki tego procesu co nie było pozbawione radości, bo Windows 7 co chwilę zaskakiwał nas wyszukanymi tekstami:
Niestety wykonane zdjęcia systemu Windows 7 na razie są nie do odzyskania (więcej)
Teksty wyznaczające nową jakość polskiego słownictwa informatycznego typu "wejcie" i "wyjcie" (poprawnie powinno być wejście i wyjście), przypominają mi stare czasy Windows 95 i 98, które również w kłopotliwych sytuacjach popisywały się swym językiem, który kiedyś mój kolega określił mianem afrykańsko-polskiego. Nawet w tamtych czasach jedno z pism komputerowych 1 kwietnia zażartowało sobie, że doszło do spotkania Billa Gatesa z profesorem Janem Midkiem, aby wreszcie oprogramowanie Microsoftu zaczęło do nas mówić po polsku, a nie afrykańsku.
Co za czasy, znów się cofamy: Windows 7 tak jak Windows 9x mówi do nas językiem przodków Billa, a Microsoft Office 2008 tak jak jego wersja z lat 90 znów nie działają, nawet pomimo reklam w stylu "Madzia łać" - co za firma, wciąż musi się reklamować, że jej produkty w ogóle działają :(
Po restarcie systemu wszedłem do setupa, aby sprawdzić co się dzieje z dyskiem oraz płytą główną, tam wszystko było ok. Pocieszyłem ich, że być może z dyskiem nie jest tak źle.
Po restarcie system ten o dziwo się uruchomił, gdy ujrzałem poprawny pulpit z tapetą, powiedziałem że możemy odetchnąć z ulgą, dysk na razie jako tako się trzyma. Wtedy syn zwrócił moją uwagę na to, że ich program antywirusowy (Kaspersky) wskazuje na zagrożenie systemu, to mnie zmartwiło i moje myśli skierowało w zupełnie innym kierunku...
Kliknąłem w informację, a ten podał że system jest zagrożony, rozpocząłem skanowanie sytemu, a ten poinformował że mamy 2 wirusy oraz 2 rootkity - O! no to i mamy powód problemów - z dyskiem twardym wszystko jest jednak ok.
Program rozpoczął usuwanie malware'u, wirusy szybko usunął, ale rozpoczął walkę z rootkitami. Pasek postępu przesuwał się dość szybko, doszedł aż do 90-ciu kilku procent co oceniłem za bardzo dobry wynik, gdyż w walce z tego typu zagrożeniem programy antywirusowe są właściwe bezbronne i stało się... komp się zawiesił...
Jądro jeszcze reagowało, ale nic zrobić się już nie dało...
Po restarcie ponownie rozpocząłem skanowanie, pomimo wcześniejszej porażki, uznałem że po wcześniejszym (wstępnym) usunięciu innych zagrożeń, być może coś się uda. I faktycznie tym razem system się nie zawiesił, program usunął wszystkie wirusy oraz jednego rootkita, drugi pozostał w systemie :(
I nic dziwnego pod tym względem zagrożenie jakie stanową rootkity jest takie, że usunięcie ich z systemu jest niemożliwe, gdyż mogą one być wyposażone w wiele mechanizmów ochronnych oraz sposobów ukrywania się przed programami antywirusowymi - to kompletnie nierówna walka. I tak było tym razem program poddał się przy usuwaniu ostatniego, niestety nadal aktywnego i niebezpiecznego malware'u.
Podjąłem kilka prostych prób zdiagnozowania problemu np. program Kaspersky wskazał mi źródło zagrożenia, co potem okazało się niezwykle ważne. Był to program instalacyjny, znajdujący się w katalogu Internet Explorera, a w swojej nazwie miał PDF - stary numer !;)
Plików tych już w tej lokalizacji nie było, albo ze względu na to, że program antywirusowy usunął źródło problemu albo dlatego że rootkit plik ukrywał.
Podłubałem trochę w systemie i wypaliłem płytkę z dystrybucją linuksa, mając nadzieję, że rootkity są inteligentne, ale nie na tyle aby móc uniemożliwić wypalenie lub zainfekować plik ISO - co swoją drogą byłoby perfidne, rootkit wmontowany w system Linuks :P
Do tego czasu rootkit nie tracił czasu, ściągnął i uruchomił sobie braciszka, okazało się że w systemie znów są dwa rootkity ! To ważny powód do tego aby nie uruchamiać systemów Windows, które są tak poważnie zainfekowane, po pierwsze mogą się infekować jeszcze bardziej, a po drugie mogą wykonywać wiele nielegalnych operacji, których nie chcielibyśmy gościć w swoich domach.
W najgorszym przypadku może zawitać do nas policja, a znając ich metody może to być wyjątkowo nieprzyjemne, o czym pisałem w poście Ofiary ataków internetowych – bójcie się !.
Rozpocząłem ponowne usuwanie agresorów z systemu, co zakończyło się tym samym rezultatem, 2:1 dla rootkita.
Uruchomiłem system Linuks z płytki (tzw. Live CD), zamontowałem partycję C:\ zawierającą system Windows 7 i rozpocząłem poszukiwania, plików oczywiście w podanych lokalizacjach nie znalazłem. Programy instalacyjne pewnie usunął antywirus, a reszta syfu siedziała już zainstalowana w systemie Windows.
Usuwanie malware'u w takich warunkach jest teoretycznie bardzo łatwe, gdyż zainfekowany system Windows może być pod wpływem rootkita i nie wyświetlać plików faktycznie przechowujących wroga lub blokujący jego usunięcie. Jednak gdy mamy uruchomionego Linuksa to system Windows oraz rootkit nie działają, czyli mamy dostęp do wszystkiego tego co miało być chowane i chronione przed usunięciem.
Te kroki się powiodły, co prawda odradzam robienie czegoś podobnego przez osoby, które nie znają się na budowie, strukturze i bezpieczeństwie Windows, gdyż w takich warunkach całkowite unieruchomienie i uszkodzenie systemu (dowolnego do którego mamy tak specyficzny dostęp) jest bardzo realne.
Po uruchomieniu systemu Windows, okazało się że wszystko jest ok, jednak program antywirusowy nadal twierdził, że system jest zainfekowany, ale pewnie robił to tylko dlatego, że miał to zapisane w rejestrze Windows. Właściwie jest w tym pewna logika, skoro nie usunął zagrożenia to niby dlaczego miał się spodziewać, że to samoistnie znikło, a tak właśnie teraz się stało. W pewnym momencie program zaskoczył i oświadczył, że system jest czysty.
Oczywiście w przypadku rootkitów informacja podawana przez program antywirusowy nie jest i nie powinna być dla nas wiążąca, ale zawsze jest to coś. Następnym krokiem jest jeszcze dokładniejsze przeskanowanie systemu pod kątem rootkitów (czyli najlepiej właśnie z poziomu innego systemu operacyjnego; np. dedykowanym do tego jest program Gmer) oraz wybranie się na szkolenie z bezpieczeństwa, aby potem Internet Explorer nie był powodem następnych podobnych infekcji ;)
Nazw rootkitów nie pomnę, bo miały długie i trudne nazwy - wybaczcie.
Ogólnie całą sytuację oceniam jako bardzo niepokojącą, mijają kolejne lata, a systemy Microsoftu, cały czas są tak samo podatne na infekcje i to jeszcze znów z IE, co jest już przerobione w necie na 1000 sposobów do znudzenia.
Pisałem o tej karygodnej sytuacji w poście Pretensjonalna reklama Microsoftu w PL (2010 r.), co gorsze reklama o której jest mowa bezczelnie przekonywała biednych użytkowników i potencjalnych klientów, że IE jest bezpieczny, a jak to wygląda w praktyce - doskonale widzimy w historii opowiedzianej w tym poście: jeden komp w domu wiele osób z niego korzysta i o problem nie trudno.
Doceniam jednak fakt, że system ten przynajmniej wiedział że jest poważnie uszkodzony (to dużo !), w związku z tym zaproponował procedurę odzyskiwania danego stanu systemu, co było o tyle pomocne że w ogóle umożliwiło jego uruchomienie. Jednak też nie jest to nic nadzwyczajnego bo podobne mechanizmy funkcjonują w systemach Microsoftu od dobrych 11 lat, a złośliwi powiedzieliby o następne 11 za krótko ;)
Historia ta, ponownie na wzór lat np. 90. przypomina jak dużym zagrożeniem są programy funkcjonujące w systemach Windows oraz jak bezbronne w nich są mechanizmy obronne programów antywirusowych (rootkit się bez problemów zainstalował pomimo działania najnowszej wersji programu oraz nie można go było usunąć!).
Jeszcze inną kwestią są programy firmy Microsoft, które są następnym zagrożeniem dla wątłych systemów zabezpieczeń systemów Windows, samo korzystanie z programów tej firmy stanowi poważne zagrożenie, jak widać nie chroni nas nawet dobry program antywirusowy. A do klasyki tej firmy zaliczyć należy właśnie Internet Explorer lub np. Worda czy Excela, które przykładowo kiedyś głośne były z tego, że zapisywały hasła użytkowników, a ja sam kiedyś byłem świadkiem równie absurdalnych zachowań.
W 2009 roku napisałem post Bracia: Windows i Linuks, i cóż... trudno się z tym nie zgodzić. Warto jednak podkreślić, że brat Windows nie jest nikomu do niczego potrzebny, ale za to Windowsowi brat Linuks wielokrotnie ratował skórę, a ja mogę przytoczyć całą masę przykładów to potwierdzających, wziętych oczywiście z życia;)
Przeczytaliście więc możecie już wyjć z przeglądarki internetowej :D
Info:
Post napisany w marcu br. nie opublikowany wcześniej ze względu na to że nie mogłem się dostać do fotek, które miały ilustrować ten post. Teraz niestety sprzęt uległ awarii i zdjęć już się chyba nie odzyska.
Nie udało mi się zastąpić tych fotek czymś z netu bo jeśli wierzyć wyszukiwarkom to jeszcze nikt nie zamieścił takich fotek, więc tym bardziej mobilizuje mnie to aby dostać się do pamięci smartfona.
Uruchomiłem komputer, a ten się jednak uruchomił, system Windows 7 (edycja "home"), zgłosił problemy z dyskiem oraz że będzie odzyskiwał poprzedni stan systemu gdy jeszcze działał (i że jest to operacja nieodwracalna). Wykonałem wszystkie kroki tego procesu co nie było pozbawione radości, bo Windows 7 co chwilę zaskakiwał nas wyszukanymi tekstami:
Teksty wyznaczające nową jakość polskiego słownictwa informatycznego typu "wejcie" i "wyjcie" (poprawnie powinno być wejście i wyjście), przypominają mi stare czasy Windows 95 i 98, które również w kłopotliwych sytuacjach popisywały się swym językiem, który kiedyś mój kolega określił mianem afrykańsko-polskiego. Nawet w tamtych czasach jedno z pism komputerowych 1 kwietnia zażartowało sobie, że doszło do spotkania Billa Gatesa z profesorem Janem Midkiem, aby wreszcie oprogramowanie Microsoftu zaczęło do nas mówić po polsku, a nie afrykańsku.
Co za czasy, znów się cofamy: Windows 7 tak jak Windows 9x mówi do nas językiem przodków Billa, a Microsoft Office 2008 tak jak jego wersja z lat 90 znów nie działają, nawet pomimo reklam w stylu "Madzia łać" - co za firma, wciąż musi się reklamować, że jej produkty w ogóle działają :(
Po restarcie systemu wszedłem do setupa, aby sprawdzić co się dzieje z dyskiem oraz płytą główną, tam wszystko było ok. Pocieszyłem ich, że być może z dyskiem nie jest tak źle.
Po restarcie system ten o dziwo się uruchomił, gdy ujrzałem poprawny pulpit z tapetą, powiedziałem że możemy odetchnąć z ulgą, dysk na razie jako tako się trzyma. Wtedy syn zwrócił moją uwagę na to, że ich program antywirusowy (Kaspersky) wskazuje na zagrożenie systemu, to mnie zmartwiło i moje myśli skierowało w zupełnie innym kierunku...
Kliknąłem w informację, a ten podał że system jest zagrożony, rozpocząłem skanowanie sytemu, a ten poinformował że mamy 2 wirusy oraz 2 rootkity - O! no to i mamy powód problemów - z dyskiem twardym wszystko jest jednak ok.
Walka o wolność systemu
Program rozpoczął usuwanie malware'u, wirusy szybko usunął, ale rozpoczął walkę z rootkitami. Pasek postępu przesuwał się dość szybko, doszedł aż do 90-ciu kilku procent co oceniłem za bardzo dobry wynik, gdyż w walce z tego typu zagrożeniem programy antywirusowe są właściwe bezbronne i stało się... komp się zawiesił...
Jądro jeszcze reagowało, ale nic zrobić się już nie dało...
Po restarcie ponownie rozpocząłem skanowanie, pomimo wcześniejszej porażki, uznałem że po wcześniejszym (wstępnym) usunięciu innych zagrożeń, być może coś się uda. I faktycznie tym razem system się nie zawiesił, program usunął wszystkie wirusy oraz jednego rootkita, drugi pozostał w systemie :(
I nic dziwnego pod tym względem zagrożenie jakie stanową rootkity jest takie, że usunięcie ich z systemu jest niemożliwe, gdyż mogą one być wyposażone w wiele mechanizmów ochronnych oraz sposobów ukrywania się przed programami antywirusowymi - to kompletnie nierówna walka. I tak było tym razem program poddał się przy usuwaniu ostatniego, niestety nadal aktywnego i niebezpiecznego malware'u.
Podjąłem kilka prostych prób zdiagnozowania problemu np. program Kaspersky wskazał mi źródło zagrożenia, co potem okazało się niezwykle ważne. Był to program instalacyjny, znajdujący się w katalogu Internet Explorera, a w swojej nazwie miał PDF - stary numer !;)
Plików tych już w tej lokalizacji nie było, albo ze względu na to, że program antywirusowy usunął źródło problemu albo dlatego że rootkit plik ukrywał.
Podłubałem trochę w systemie i wypaliłem płytkę z dystrybucją linuksa, mając nadzieję, że rootkity są inteligentne, ale nie na tyle aby móc uniemożliwić wypalenie lub zainfekować plik ISO - co swoją drogą byłoby perfidne, rootkit wmontowany w system Linuks :P
Do tego czasu rootkit nie tracił czasu, ściągnął i uruchomił sobie braciszka, okazało się że w systemie znów są dwa rootkity ! To ważny powód do tego aby nie uruchamiać systemów Windows, które są tak poważnie zainfekowane, po pierwsze mogą się infekować jeszcze bardziej, a po drugie mogą wykonywać wiele nielegalnych operacji, których nie chcielibyśmy gościć w swoich domach.
W najgorszym przypadku może zawitać do nas policja, a znając ich metody może to być wyjątkowo nieprzyjemne, o czym pisałem w poście Ofiary ataków internetowych – bójcie się !.
Rozpocząłem ponowne usuwanie agresorów z systemu, co zakończyło się tym samym rezultatem, 2:1 dla rootkita.
Uruchomiłem system Linuks z płytki (tzw. Live CD), zamontowałem partycję C:\ zawierającą system Windows 7 i rozpocząłem poszukiwania, plików oczywiście w podanych lokalizacjach nie znalazłem. Programy instalacyjne pewnie usunął antywirus, a reszta syfu siedziała już zainstalowana w systemie Windows.
Usuwanie malware'u w takich warunkach jest teoretycznie bardzo łatwe, gdyż zainfekowany system Windows może być pod wpływem rootkita i nie wyświetlać plików faktycznie przechowujących wroga lub blokujący jego usunięcie. Jednak gdy mamy uruchomionego Linuksa to system Windows oraz rootkit nie działają, czyli mamy dostęp do wszystkiego tego co miało być chowane i chronione przed usunięciem.
Te kroki się powiodły, co prawda odradzam robienie czegoś podobnego przez osoby, które nie znają się na budowie, strukturze i bezpieczeństwie Windows, gdyż w takich warunkach całkowite unieruchomienie i uszkodzenie systemu (dowolnego do którego mamy tak specyficzny dostęp) jest bardzo realne.
Po uruchomieniu systemu Windows, okazało się że wszystko jest ok, jednak program antywirusowy nadal twierdził, że system jest zainfekowany, ale pewnie robił to tylko dlatego, że miał to zapisane w rejestrze Windows. Właściwie jest w tym pewna logika, skoro nie usunął zagrożenia to niby dlaczego miał się spodziewać, że to samoistnie znikło, a tak właśnie teraz się stało. W pewnym momencie program zaskoczył i oświadczył, że system jest czysty.
Oczywiście w przypadku rootkitów informacja podawana przez program antywirusowy nie jest i nie powinna być dla nas wiążąca, ale zawsze jest to coś. Następnym krokiem jest jeszcze dokładniejsze przeskanowanie systemu pod kątem rootkitów (czyli najlepiej właśnie z poziomu innego systemu operacyjnego; np. dedykowanym do tego jest program Gmer) oraz wybranie się na szkolenie z bezpieczeństwa, aby potem Internet Explorer nie był powodem następnych podobnych infekcji ;)
Nazw rootkitów nie pomnę, bo miały długie i trudne nazwy - wybaczcie.
Podsumowanie
Ogólnie całą sytuację oceniam jako bardzo niepokojącą, mijają kolejne lata, a systemy Microsoftu, cały czas są tak samo podatne na infekcje i to jeszcze znów z IE, co jest już przerobione w necie na 1000 sposobów do znudzenia.
Pisałem o tej karygodnej sytuacji w poście Pretensjonalna reklama Microsoftu w PL (2010 r.), co gorsze reklama o której jest mowa bezczelnie przekonywała biednych użytkowników i potencjalnych klientów, że IE jest bezpieczny, a jak to wygląda w praktyce - doskonale widzimy w historii opowiedzianej w tym poście: jeden komp w domu wiele osób z niego korzysta i o problem nie trudno.
Doceniam jednak fakt, że system ten przynajmniej wiedział że jest poważnie uszkodzony (to dużo !), w związku z tym zaproponował procedurę odzyskiwania danego stanu systemu, co było o tyle pomocne że w ogóle umożliwiło jego uruchomienie. Jednak też nie jest to nic nadzwyczajnego bo podobne mechanizmy funkcjonują w systemach Microsoftu od dobrych 11 lat, a złośliwi powiedzieliby o następne 11 za krótko ;)
Historia ta, ponownie na wzór lat np. 90. przypomina jak dużym zagrożeniem są programy funkcjonujące w systemach Windows oraz jak bezbronne w nich są mechanizmy obronne programów antywirusowych (rootkit się bez problemów zainstalował pomimo działania najnowszej wersji programu oraz nie można go było usunąć!).
Jeszcze inną kwestią są programy firmy Microsoft, które są następnym zagrożeniem dla wątłych systemów zabezpieczeń systemów Windows, samo korzystanie z programów tej firmy stanowi poważne zagrożenie, jak widać nie chroni nas nawet dobry program antywirusowy. A do klasyki tej firmy zaliczyć należy właśnie Internet Explorer lub np. Worda czy Excela, które przykładowo kiedyś głośne były z tego, że zapisywały hasła użytkowników, a ja sam kiedyś byłem świadkiem równie absurdalnych zachowań.
W 2009 roku napisałem post Bracia: Windows i Linuks, i cóż... trudno się z tym nie zgodzić. Warto jednak podkreślić, że brat Windows nie jest nikomu do niczego potrzebny, ale za to Windowsowi brat Linuks wielokrotnie ratował skórę, a ja mogę przytoczyć całą masę przykładów to potwierdzających, wziętych oczywiście z życia;)
Przeczytaliście więc możecie już wyjć z przeglądarki internetowej :D
Info:
Post napisany w marcu br. nie opublikowany wcześniej ze względu na to że nie mogłem się dostać do fotek, które miały ilustrować ten post. Teraz niestety sprzęt uległ awarii i zdjęć już się chyba nie odzyska.
Nie udało mi się zastąpić tych fotek czymś z netu bo jeśli wierzyć wyszukiwarkom to jeszcze nikt nie zamieścił takich fotek, więc tym bardziej mobilizuje mnie to aby dostać się do pamięci smartfona.
czwartek, 8 listopada 2012
Aliens: Colonial Marines - zapowiedź
Zapowiada się niezwykła, bardzo klimatyczna gra, sięgająca do mojego ulubionego filmu Obcy decydujące starcie:
Aliens: Colonial Marines PL - video zapowiedź (Grasz24.pl & Muve.pl)
Info od Pawła (S.W.A.T.) - dzięki!
Info od Pawła (S.W.A.T.) - dzięki!
środa, 7 listopada 2012
Humor: Star Wars + Disney
Jak pisałem ostatnio Lucasfilm stał się własnością The Walt Disney Company i jest to oczywiście powodem do wielu gorących komentarzy, dlatego zebrałem dla Was mieszankę internetową, jak to faktycznie wygląda:

źr. 'Star Wars: Episode 7' Coming in 2015 as Disney Purchases Lucasfilm for $4.05 Billion

źr. Lucasfilm/’Star Wars’ acquisition gives Disney a bright digital media future

źr. This Is What a Disney Star Wars Universe Looks Like [COMIC]

źr. Star Wars / Disney mashup image

źr. BREAKING NEWS – Disney Buys Lucasfilm, Announces Star Wars Episode VII

źr. Top 5 Star Wars Disney Internet Trends
Ten obrazek jest zupełnie serio, choć świetnie tematycznie pasuje:

źr. OMG: Disney Buys LucasFilm for $4Billion, Promises Star Wars: Episode 7 In 2015
Ten też:

źr. George Lucas Sells Lucasfilm To Disney For $4.05 Billion, 'Star Wars Episode VII' Planned For 2015

źr. Star Wars According to Disney
Tu mamy trzy obrazki z The best of the Star Wars Disney mash up meme (www.anorak.co.uk):

źr. The best of the Star Wars Disney mash up meme
oraz:

źr. The best of the Star Wars Disney mash up meme
oraz:

źr. The best of the Star Wars Disney mash up meme
Kilka obrazków z Secret Disney Star Wars Movies (designyoutrust.com):

źr. Secret Disney Star Wars Movies
oraz:

źr. Secret Disney Star Wars Movies
oraz:

źr. Secret Disney Star Wars Movies

źr. Disney Characters as Star Wars Action Figures

źr. New 'Star Wars' Trilogy Will Be Original, Won't Be Adapted From Book Series

źr. POLL: How Do You Feel About Disney And STAR WARS: EPISODE VII?

źr. Concepts For How Disney Might Update Star Wars Characters

źr. Use the Force, Mickey Mouse

źr. Disney owns Star Wars? Turn down the snark, and let’s celebrate!
Tu z kolei mamy dowcip bardzo podobny do mojego (w relacji z PGA 2009):

źr. Star Wars Weekends
Dwa obrazki z Reaction to Disney now owning Star Wars(www.dadsbigplan.com):

źr. Reaction to Disney now owning Star Wars
oraz:

źr. Reaction to Disney now owning Star Wars
Dwa obrazki z 20 Horrifying Images of the Disney Star Wars Galaxy to Come (www.heavy.com):

źr. 20 Horrifying Images of the Disney Star Wars Galaxy to Come
oraz:

źr. 20 Horrifying Images of the Disney Star Wars Galaxy to Come

źr. Disney/Star Wars Mashup Sampling

źr. Disney’s new Star Wars movie will be all original

źr. Disney Buys Lucasfilm and the Star Wars Sequels Begin
Oraz dwa z 28 Badass Disney/Star Wars Mashups (www.smosh.com):

źr. 28 Badass Disney/Star Wars Mashups
oraz:

źr. 28 Badass Disney/Star Wars Mashups
Update:
Oraz inne podobne zbiory:
- Graficzne reakcje fanów na sprzedaż Lucasfilm #1 (Bastion)
- George Lucas Sells the Empire to Disney
- Graficzne reakcje fanów na sprzedaż Lucasfilm #2 (Bastion)
źr. 'Star Wars: Episode 7' Coming in 2015 as Disney Purchases Lucasfilm for $4.05 Billion
źr. Lucasfilm/’Star Wars’ acquisition gives Disney a bright digital media future
źr. This Is What a Disney Star Wars Universe Looks Like [COMIC]
źr. Star Wars / Disney mashup image
źr. BREAKING NEWS – Disney Buys Lucasfilm, Announces Star Wars Episode VII
źr. Top 5 Star Wars Disney Internet Trends
Ten obrazek jest zupełnie serio, choć świetnie tematycznie pasuje:
źr. OMG: Disney Buys LucasFilm for $4Billion, Promises Star Wars: Episode 7 In 2015
Ten też:
źr. George Lucas Sells Lucasfilm To Disney For $4.05 Billion, 'Star Wars Episode VII' Planned For 2015
źr. Star Wars According to Disney
Tu mamy trzy obrazki z The best of the Star Wars Disney mash up meme (www.anorak.co.uk):
źr. The best of the Star Wars Disney mash up meme
oraz:
źr. The best of the Star Wars Disney mash up meme
oraz:
źr. The best of the Star Wars Disney mash up meme
Kilka obrazków z Secret Disney Star Wars Movies (designyoutrust.com):
źr. Secret Disney Star Wars Movies
oraz:
źr. Secret Disney Star Wars Movies
oraz:
źr. Secret Disney Star Wars Movies
źr. Disney Characters as Star Wars Action Figures
źr. New 'Star Wars' Trilogy Will Be Original, Won't Be Adapted From Book Series
źr. POLL: How Do You Feel About Disney And STAR WARS: EPISODE VII?
źr. Concepts For How Disney Might Update Star Wars Characters
źr. Use the Force, Mickey Mouse
źr. Disney owns Star Wars? Turn down the snark, and let’s celebrate!
Tu z kolei mamy dowcip bardzo podobny do mojego (w relacji z PGA 2009):
źr. Star Wars Weekends
Dwa obrazki z Reaction to Disney now owning Star Wars(www.dadsbigplan.com):
źr. Reaction to Disney now owning Star Wars
oraz:
źr. Reaction to Disney now owning Star Wars
Dwa obrazki z 20 Horrifying Images of the Disney Star Wars Galaxy to Come (www.heavy.com):
źr. 20 Horrifying Images of the Disney Star Wars Galaxy to Come
oraz:
źr. 20 Horrifying Images of the Disney Star Wars Galaxy to Come
źr. Disney/Star Wars Mashup Sampling
źr. Disney’s new Star Wars movie will be all original
źr. Disney Buys Lucasfilm and the Star Wars Sequels Begin
Oraz dwa z 28 Badass Disney/Star Wars Mashups (www.smosh.com):
źr. 28 Badass Disney/Star Wars Mashups
oraz:
źr. 28 Badass Disney/Star Wars Mashups
Update:
Oraz inne podobne zbiory:
- Graficzne reakcje fanów na sprzedaż Lucasfilm #1 (Bastion)
- George Lucas Sells the Empire to Disney
- Graficzne reakcje fanów na sprzedaż Lucasfilm #2 (Bastion)
Huragan Sandy w Nowym Jorku
Właśnie rozmawiałem z mieszkańcami Nowego Jorku o tym jak wygląda u nich życie po przejściu huraganu Sandy. Okazało się że im się nic nie stało gdyż znajdują się na samym środku (jedynie płot mają przekrzywiony), natomiast na wybrzeżu jest bardzo źle. Jest jedno takie miejsce gdzie wybuchł pożar i faktycznie cała okolica wygląda jak pustkowie z wystającymi gdzieniegdzie zgliszczami.

źr. Źr. New York Hit By Two Unusual Tornadoes (www.netquake.net)
Kuriozalne jest to, że najbogatsi wydawali gigantyczne pieniądze na domy, które znajdowały się najbliżej wody. Teraz właśnie tylko ci najbogatsi odczuli uderzenie żywiołu, a pozostali nie.
Druga ciekawa kwestia jest taka, że straty tym razem są znacznie większe, gdyż społeczność była niewrażliwa na apele. Wcześniej gdy szedł huragan to bardzo ostrzegano, a okazało się że straty były niewielkie. Dlatego tym razem zgodnie z typową amerykańską beztroską, większość osób zignorowała ostrzeżenia i teraz boleśnie odczuli efekty ignorancji.
Piszę o tym, gdyż nasze media piszą/mówią o: ofiarach, stratach finansowych a jak faktycznie tam jest nie mówią nic. Za co redakcje tym ludziom płacą??
źr. Źr. New York Hit By Two Unusual Tornadoes (www.netquake.net)
Kuriozalne jest to, że najbogatsi wydawali gigantyczne pieniądze na domy, które znajdowały się najbliżej wody. Teraz właśnie tylko ci najbogatsi odczuli uderzenie żywiołu, a pozostali nie.
Druga ciekawa kwestia jest taka, że straty tym razem są znacznie większe, gdyż społeczność była niewrażliwa na apele. Wcześniej gdy szedł huragan to bardzo ostrzegano, a okazało się że straty były niewielkie. Dlatego tym razem zgodnie z typową amerykańską beztroską, większość osób zignorowała ostrzeżenia i teraz boleśnie odczuli efekty ignorancji.
Piszę o tym, gdyż nasze media piszą/mówią o: ofiarach, stratach finansowych a jak faktycznie tam jest nie mówią nic. Za co redakcje tym ludziom płacą??
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Jeśli nie jest zaznaczone inaczej (lub nie jest zaznaczone wcale) zamieszczone ilustracje pochodzą z Wikimedia Commons lub są mojego autorstwa.
Ta strona używa cookies oraz innych technologii Google (i innych firm w specjalnych dodatkach po prawej stronie) w celu prawidłowego działania tej stronki (jej elementów jak np. ankiety, reklamy itp.) oraz zbierania statystyk. Korzystanie z tego bloga powoduje zapisywanie typowych plików na Twoje urządzenie (np. komputer, tablet itp.) o ile w ustawieniach przeglądarki nie zmienisz tego.
W UE się ludziom w głowach przewraca, więc dla świętego spokoju zamieściłem to absurdalne ostrzeżenie...



